Po pierwszym kongresie

Grupa młodych, energicznych, pełnych werwy i chęci do działania młodych osób, zebrała się wczoraj by omówić kilka rzeczy. Przy paru małych jasnych z pianką wywiązała się zażarta dyskusja. Wymiana zdań była dość owocna, świadczy o tym przejście na przykład z zagrożenia agresją rosyjską (zalążki polityki zagranicznej) do metod zachęcania gimnazjalistów do czytania (zalążki ministerstwa oświaty). Co ustalono? Przede wszystkim to, że przed rozpoczęciem działalności jeszcze kilka razy trzeba się spotkać bo piwo zostało w lodówce ;) Ustalono także formę działalności – na początku, jak to zostało zgrabnie ujęte, „grupa nieformalna”. Z czasem można przekształcić się w twór bardziej oficjalny. Ku wielkiemu zaskoczeniu, okazało się, że nasze poglądy są zbieżne co powinno ułatwić przyszłą współpracę.

Co ważne – działania mające na celu zmianę Polski na lepsze a w przyszłości podbicie świata zaczynamy lokalnie. Działalność dla społeczności dzielnicowej, okolicznej, będzie dobrą trampoliną do rzeczy większych.

I tutaj pytanie: jakie ciekawe akcje lokalne możecie zaproponować?

Czas w tym kraju coś zmienić

Ludzie narzekają na otaczającą ich rzeczywistość. Politycy to idioci, dookoła korupcja, Policja nic nie robi, lekarze olewają pacjentów, gówniarze przesiadują na ławkach pod blokami i napadają przechodniów, chuligani niszczą ławki w parkach i nie ma gdzie usiąść. Fakt, z większością zarzutów jakie słyszę trudno się nie zgodzić. Jedyne co boli, to fakt, że większość narzekających nic nie robi. Nie pójdzie na wybory bo jego głos i tak nic nie zmieni, a potem opluwa tych co wygrali. Narzeka na syf na ulicach ale sam swoją okolicę traktuje jak darmowy śmietnik. Oczywiście nie wszyscy, jednak zdecydowana większość woli narzekać niż coś zmienić. Wygodne? Jasne, że tak.

Pewnie po głowie chodzi Wam teraz jedna myśl: „A ty coś zrobił żeby też narzekać?”. Ja? Poszedłem na wybory to chociaż mogę na naszych polityków pluć ile mogę ;) A tak poważnie to nie zrobiłem nic. Tak, biję się pierś. Jednak dostrzegam potrzebę jakiś zmian. Nie mówię tu o przejęciu władzy w kraju za pomocą zamachu. Nie, nie znam się na ekonomii czy zawiłościach służby zdrowia. Ba, nie mam ludzi, którzy się na tym znają. Ale mogę zrobić coś co nie wymaga umiejętności, których i tak większość posłów nie posiada.

Mogę zrobić coś lokalnego. Zmotywowała mnie do tego moja Rada Osiedla. Na innych osiedlach co chwila się coś dzieje. Nie, nic wielkiego, jedna rada organizuje ognisko dla mieszkańców, druga rewitalizuje stary park czyniąc z niego centralny punkt dzielnicy. Jeszcze inna prowadzi zajęcia z obsługi komputera dla ludzi starszych. Gdyby zebrać takich pomysłów kilka, w jednym miejscu, można by zaktywizować społeczeństwo. Pchnąć je do działania, pokazać mieszkańcom, że można coś zdziałać, stworzyć lokalne społeczeństwo obywatelskie. Gdyby coś takiego wypaliło, gdyby był to impuls dla innych, to efekt mógłby być zdumiewający. Więc dlaczego nie spróbować? Może dlatego, że pierwszą przeszkodą jest wspomniana przeze mnie już Rada Osiedla. W mojej dzielnicy zasadza się ponoć na ploteczkach, kawie i ciasteczkach kliki znającej się z lokalnej parafii.
Biorąc pod uwagę moje 20 lat na karku (tak, wiem, szczyl jestem), przyjmując, że dobrze pamiętam ostatnie 5 lat (bo pamięć moja wyśmienita nie jest) to mogę mieć opinię o tym co się tu dzieje. A w zasadzie o tym co mogłoby się dziać a się nie dzieje. Bo nie dzieje się nic. Wielkim sukcesem jakim chwali się Rada jest… namówienie Ratusza do przystrojenia małego placu w centrum dzielnicy na święta Bożego Narodzenia 2007 :/ O ile to jest śmieszne w tym momencie, to powala sierpowym w czaszkę i rozkłada na deskach niczym młody Andrzej Gołota fakt, że miasto robi to co roku, co w efekcie prowadzi do konkluzji, że Rada wywalczyła dodatkowe kilka światełek na choinkę.
Oczywiście oddajmy Radzie co jej – co roku dostaje 60 tysięcy PLN na remonty dróg w dzielnicy. Chyba na chybił trafił wybiera ulice do remontu przez Miejski Zarząd Dróg. Ale OK, gdyby nie wydali całej sumy to pewnie by stracili stołki, nie dziwota, że to robią.

Więc co teraz? Czyżby pierwsza przeszkoda nie do przeskoczenia? Nie, gdzieżby. Pierwszy punkt planu obejmuje wycieczkę na dyżur do Rady Osiedla. Wejdę i zapytam prosto z mostu: „Przepraszam, co państwo zrobili dla tej dzielnicy przez ostatni rok?”. Chętnie posłucham odpowiedzi. Gdyby przedstawiono mi imponującą listę działań byłbym skłonny uderzyć się publicznie w pierś i przeprosić Radę. Myślę jednak, że zostanę za to wyrzucony za drzwi, w najlepszym wypadku zapadnie niezręczna cisza.
Współpraca z Radą może okazać się niemożliwa. Może to i lepiej? Można zacząć działać na własną rękę. Czemu nie znaleźć kilku zapaleńców w okolicy chcących poświęcić kawałek swojego wolnego czasu? Na początek projekty nie są wielkie i trudne, oto kilka prostych pomysłów:

  • Renowacja parku i pomnika. Park w mojej dzielnicy trudno nazwać parkiem. Kawałek zieleni z drzewami. Połamane 6 ławek, rozpadające się kosze na śmieci, ścieżki z płyt wystających pod każdym możliwym kątem. Tu akurat trzeba wsparcia Rady przy przepychaniu pomysłu w Urzędzie Miasta. Wytyczenie nowych ścieżek z kostki brukowej wśród drzew, więcej ławek w całym parku a nie tylko z jednej jego strony, więcej koszy na śmieci. Park jest obok malutkiej szkoły więc można ustawić tablice opisujące drzewa parku, w końcu często bywają tu dzieci z rodzicami po jarzębinę i kasztany. Do tego renowacja pomnika – na cokole ledwo widać literki, co tam pisze nie jestem w stanie rozszyfrować. jeden podobny projekt już się Bielsku udał, więc czemu nie teraz?
  • Okazjonalne wystawy w Domu Ludowym. Pokazy zdjęć lub innych rzeczy z okazji na przykład 11 Listopada to nie jest coś wielkiego. A na pewno by się przydało, może jakaś szkolna wycieczka z podstawówki?
  • Zbiórka książek dla biblioteki i bibliotek szkolnych. Żadna biblioteka chyba nigdy nie narzeka na nadmiar książek. Ta dzielnicowa jak i szkolne – w mojej dzielnicy jest podstawówka i gimnazjum. Sam pamiętam, że często brakowało lektur.
  • Ognisko. W Bielsku Rada Osiedla Straconka organizowała ognisko dla mieszkańców. Ciekawa inicjatywa, ponoć ludzie dopisali. A jak to musi integrować społeczność.
  • Wytyczenie ścieżek rowerowych. Lub nieformalnych tras po dzielnicy. Chyba nie trzeba tłumaczyć jak w naszym kraju tego brakuje.
  • Dla Rady Osiedla: konkurs na logo Rady, na przykład w szkołach, wystawienie tablicy ogłoszeń (tak, ta Rada jej nie ma!) oraz stworzenie adresu e-mail do kontaktu z mieszkańcami.

To taka skromna lista mniej lub bardziej wykonalnych projektów. Jak widzicie niektóre z nich można zrealizować w pojedynkę, do niektórych potrzeba wsparcia. Jednak żaden z nich nie jest poza zasięgiem zwykłego obywatela. Oczywiście może to być początek jakiś większych akcji, można na tym poprzestać. Byleby pokazać, że coś można zrobić.

Co może być kolejnym krokiem? Odległym ale jednak, czemu nie puścić nieśmiało wodzy fantazji? Dobrym pomysłem byłoby kiedyś stowarzyszenie. Opierałoby się na lokalnych oddziałach, na poziomie dzielnicy lub podobnej wielkości terytorium. Ale o tym można myśleć jeżeli wypaliłoby kilka lokalnych inicjatyw.

Ja szykuję się na spotkanie z Radą Osiedla.