Przez ostatnie kilka dni byłem na moim własnym blogu niemal nieobecny. Kto poznał smak studiów, ten wie, czym owa absencja była spowodowana. Luty jak zwykle przynosi sesję, ta była całkiem udana, bo bez poprawek, jednak jeszcze długo będę umiał poprosić Niemca o podniesienie rąk do góry (na wypadek wojny) lub znaleźć dworzec kolejowy w zapomnianej przez ludzi bawarskiej mieścinie.
Powrót do życia to częstsze pojawianie się notek. Nie wiem czemu, ale mam przeczucie, że zacznie pojawiać się tu więcej polityki i ogólnej oceny tego kraju. Być może ponarzekam trochę na Linuksa, gdyż spodobało mi się ostatnio openSUSE i przymierzam się do jego wypróbowania na mojej rakiecie (Duron 1200, 768 mega RAM-u oraz GeForce 2 MX440 64 MB). Możliwe również, że będę eksperymentował ze skórkami dla bloga, czuję potrzebę czegoś jasnego, ewentualnie kolorowego, czerń mi się chyba przejadła.
Podsumowując – nareszcie wolne, czas wracać.