Kościół otrzeźwia

Obiecałem sobie, że na blogu nie będzie już notek o Kościele. Każdy niech sobie wierzy w co zechce, mi nic do tego. Ja jestem niewierzący i na co dzień kompletnie mnie religia nie obchodzi. Całkowita obojętność, na krzyże nie pluję, Koranu nie podpalam, nie wnikam, jakie nakazy dostają wierzący w kościołach. Gdy Kościół decyduje się jednak ingerować w moje życie, sprawa staje się niemal honorowa. (więcej…)

Napisano w Wydarzenia. Tagi: , . 6 komentarzy »

66 rocznica Powstania Warszawskiego

Dzisiaj obchodzimy już 66 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Uważni czytelnicy mojego bloga zauważą, że może pomijam inne wydarzenia, ale co roku 1 sierpnia nie odpuszczam notki o kolejnych rocznicach zrywu Warszawiaków (i nie tylko ich!). Według mnie, Powstanie oprócz Święta Konstytucji 3 Maja to najbardziej niedoceniane wydarzenie w kraju, warto więc o nim przypomnieć. (więcej…)

Napisano w Wydarzenia. Tagi: , , . 3 komentarzy »

Problem z NIP-em

NIP, czyli Numer Identyfikacji Podatkowej to taki ciąg cyfr, który musi mieć każdy. Prędzej czy później trzeba sobie takie cudo wyrobić, aby fiskus ściągał z nas pieniądze już bezpośrednio, a nie poprzez akcyzę czy VAT kupowanych przez nas produktów. Nadszedł więc dzień, w którym skończyła się moja edukacja, co sprawiło, że czas poszukać sobie legalnej pracy. Oprócz tego czas wypłacić pieniądze z Google AdSense. A do tego wypada mieć NIP. I tu jest problem. (więcej…)

Napisano w Dziennik. Tagi: , . 3 komentarzy »

Desmond Tutu nakazuje Polsce pomagać Afryce

Desmond Tutu to w Polsce raczej średnio znana postać. Nie wspomina się o nim w telewizji, w gazetach o nim nie piszą. Facet nawet wielkich skandali nie wywołuje. Nic dziwnego, że najprędzej kojarzyć go będą osoby interesujące się historią lub sytuacją w kościele, szczególnie anglikańskim. (więcej…)

Napisano w Polityka. Tagi: , , , . 1 komentarz »

Rzeczpospolita Jana Pawła II

Okres kampanii wyborczej to wspaniały czas. Powstają nowe chodniki, dowiadujemy się o tym, jak już niedługo będzie wspaniale, bandyci, alkoholicy, złodzieje i kłamcy stają się głęboko wierzący a polityków można nawet spotkać w swoich biurach poselskich. Zaiste, dziwny to czas.

W srogim błędzie jest jednak ten, który odbiera politykom resztki inteligencji. Nie tylko bezpośrednio przed wyborami doznają oni cudownej przemiany. Ich szare komórki kombinują przez cały rok. Nawet oni wiedzą, że swoją pozycję należy wyrabiać nieustannie. Dziś zboże wysypane na tory oznacza kolegium, jutro po tym zbożu można będzie dostać się do Sejmu. Kilka wypitych kieliszków może pozostawić w świadomości ludzi wizerunek „równego chłopa co nasz jest”.

W naszym kraju najlepiej być wierzącym. Katolikiem oczywiście. Można wtedy przez cały rok podkreślać jak bardzo dba się o rodzinę, licytować się kto więcej razy bywa w kościele, kto ma zdjęcie z papieżem a kto tylko z biskupem. Obowiązkowo trzeba przypominać też nauki Jana Pawła II, nieważne czy się je zna, wspomnieć wypada. Jakiż to elektorat można wtedy zdobyć! Twardy, stały i niezmienny. Jeszcze tylko wizyta na radiowej antenie z bożą pomocą i sukces murowany.

Czy może być lepsza okazja do demonstracji swoich przekonań religijnych niż trzydziesta rocznica pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski? Można to splatać z rocznicą wyborów do sejmu kontraktowego w telewizyjnych spotach. Czemu by nie odsłonić kolejnego pomnika papieża, najlepiej w sejmowej kaplicy. Można też nazwać nowy most budowany w stolicy imieniem największego Polaka od czasów Bolesława Chrobrego. W końcu za kilka dni wybory.

Obecnie w naszym kraju imienia Jana Pawła II nie mają jedynie szalety miejskie (jeszcze?). Papież Polak jest czczony przez ulice, aleje, skwery, ronda, mosty, setki pomników, popiersia, pociągi, szkoły, tablice pamiątkowe, krzyże, ołtarze, obeliski i setki innych rzeczy, o których strach nawet myśleć. Ja rozumiem, że Polska puka od dawna do drzwi państwa wyznaniowego, w którym de facto od dawna Kościół sprawuje spora część realnej władzy (bo kto odmówi racji proboszczowi, który z ambony wskazuje na kogo głosować?). Ja rozumiem, że dla wielu Jan Paweł II był postacią wybitną jak rzadko kto, rozumiem że się go ceni, bo ciskał gromy na PZPR, czym wydatnie obalił komunizm. Wiem, że był sympatyczny, zażartował i tak dalej.

Ile jednak można chwalić się zdjęciami z audiencji u niego? Ile jeszcze ulic i pomników powstanie w Polsce aż społeczeństwo się opamięta? Jaka postać ma więcej pomników w Polsce? Ryzykuję stwierdzenie, że żadna. Ciekawe czy doczekam czasów, gdy przedostając się na drugi koniec miasta, będę jechał ulicą Jana Pawła II, przejadę przez jego rondo, skręcę w jego aleję, po czym wjadę na most jego imienia.
Czy mało jest innych osób, organizacji i wydarzeń do upamiętnienia? Nie, jednak nie są one tak medialne, jak papież. Prawdziwy katolik zagłosuje na posła, który ufunduje pomnik Jana Pawła II, a nie tablicę pamiątkową ku czci Narodowych Sił Zbrojnych.

Ze wszystkim można przesadzić. Papież miał swoje zasługi, ale nie ulegajmy paranoi. Masa Polaków w naszej historii była od niego dużo ważniejsza, jednak jak tu zbić kapitał polityczny na Legionach Polskich we Włoszech?

Nie widzę nic złego w uczczeniu papieża tablicą, pomnikiem czy nazwą ulicy. Hipokryzji nadającej jego imię wszystkiemu, czemu tylko można, w imię wyciągnięcia na pokaz swojego przybrudzonego katolicyzmu, mówię stanowcze nie.

49 województw

Na krótką refleksję natchnęła mnie dzisiejsza „impreza” odbywająca się w Bielsku-Białej. Tak lubiani w moim mieście ludzie z Katowic wykazali się ogromnym tupetem, większy to chyba tylko na jednym końcu targu konia ukraść, a na drugim sprzedać.

Przeczytałem dziś, że TV Silesia oraz Fundacja Rozwoju Miasta Bielsko-Biała (!) połączyły siły, aby pod patronatem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego, uczcić wielce radosne dla Bielszczan dziesięciolecie likwidacji Województwa Bielskiego i przyłączenie nas do Górnego Śląska. Na małym zatęchłym placyku wystąpią regionalne gwiazdy pokroju „Hanys Bynd”. Pewnie osoby za imprezę nie są zbytnio rozgarnięte, więc podpowiadam: sprowadzanie „hanysowskich” zespołów w celu „świętowania” czegoś, za co wielu Bielszczan patrzy z wrogością na Górny Śląsk to… nietrafiony pomysł. To tak jak przyjść do sąsiada, przywalić mu w mordę i wyciągnąć flaszkę najtańszej wódki, żeby to oblać.

Dzisiaj mamy 16 województw zamiast 49. Podział kraju obecnie jest trzystopniowy, najwyższa jednostka to województwo, poniżej powiat a na samym dole gmina. Warto przypomnieć, że przed 1 stycznia 1999 powiaty nie istniały. Województwa dzieliły się na miasta i gminy. Dziesięć lat po reformie administracyjnej miło byłoby rozpocząć dyskusję o podziale administracyjnym kraju.

Możecie stwierdzić, że jestem nieobiektywny, w końcu Bielsko to jedno z najbardziej niezadowolonych miast, jeśli chodzi o nowy podział. Zostawmy jednak kwestie osobiste i pomyślmy o reszcie kraju. Częstochowa ma identyczny problem jak Bielsko, od czasu do czasu słyszymy o żądaniach utworzenia siedemnastego województwa – częstochowskiego. Nad morzem identyczne chęci przejawia Słupsk i Koszalin. Sporo miast pomimo swojego znaczenia czy potencjału zostało przydzielonych „pod opiekę” większych ośrodków. Nietrafiony podział pokazuje porównanie miast. Moje Bielsko jest większe powierzchniowo i ludnościowo niż wojewódzki Rzeszów. Przykładowy Radom bez przeszkód postawimy obok Torunia.

Według mnie Polska powinna dążyć do decentralizacji. Oczywiście nie na wzór stanów w USA lub landów w Niemczech, żadnych lokalnych parlamentów, własnego prawa, skarbu itd. Decentralizacja powinna polegać na zwiększaniu przepływu pieniędzy z budżetu krajowego do poszczególnych budżetów lokalnych. Szkolnictwo, Policja, opieka zdrowotna powinny być przekazane samorządom. To one powinny ustalać wynagrodzenia dla nauczycieli, policjantów, decydować, jaki szpital jest potrzebny w województwie. Oczywiście byłoby to finansowane w głównej mierze z ich własnego budżetu. Im więcej obowiązków dla województwa tym więcej pieniędzy z budżetu centralnego.

Przy okazji zmian administracyjnych można by ograniczyć liczbę „wybrańców narodu”. Wojewoda, zarząd województwa składający się z przedstawicieli każdego powiatu (po jednej osobie). Zarząd województwa miały de facto wtedy około 6 – 7 osób. Zarząd powiatu składałby się z przedstawicieli gmin. Oczywiście, jeżeli założymy, że gminy będą potrzebne. Gdyby je zlikwidowano, każde miasto czy wieś podlegałoby bezpośrednio pod powiat a ten pod województwo. Z gminami czy bez, wpływ mieszkańców województwa byłby znacznie większy na ich otoczenie niż teraz. Gdyby przyjąć, że województwo wiele kwestii pozostawia powiatom, mielibyśmy niemal demokrację bezpośrednią. Każdy miałby realny wpływ na swoją najbliższą okolicę.

Mieszkańcy mogliby w wielu ważnych sprawach głosować poprzez referendum lokalne. Mogliby decydować o podwyżce pensji lekarzom, policjantom, samorządowcom, o zlikwidowaniu lub budowie nowej szkoły itd. Konsekwencje swoich wyborów ponosiliby oni sami – w końcu, jeżeli pieniądze na te cele pochodzą z ich powiatu czy województwa, to de facto sami za to płacą. A każdy chyba wie, co jest dla niego najlepsze.

Tak jest moja wizja. Można mówić, że obecnie jest dobrze. Myślę jednak, że 49 województw to lepsze rozwiązanie. Wystarczy zapytać górala spod słowackiej granicy czy chce dopłacać do śląskich kopalń ;)

Wizyta w starostwie powiatowym

Dzień w dzień odkrywam coraz straszniejsza prawdę, o rzeczywistości jaka mnie i nas wszystkich otacza. Wczoraj zetknąłem się z urzędem, konkretnie Starostwem Powiatowym w Bielsku-Białej. Nie bywam w takich instytucjach, co najwyżej dawno temu byłem na komisji wojskowej. Poszedłem więc poznać wielki świat biurokracji, w celu dowiedzenia się czegoś więcej o zakładaniu stowarzyszenia (Wspólna Inicjatywa Rozwoju). O założeniu stowarzyszenia zwykłego powiadamia się starostę, tak więc cel raczej obrałem odpowiedni.

Razem z trzema innymi zacnymi członkami WIR-u weszliśmy do starostwa. Połysk, szkło, biurka niczym prosto ze sklepu a ludzie w garniturach, zapowiadał się wyższym poziom obsługi interesanta.

Pierwsze kroki skierowaliśmy do Punktu Obsługi Mieszkańców (albo jakoś tak, nie pamiętam dokładnie nazwy, ale sens zostaje zachowany). Podszedłem do człowieka za okienkiem i zapytałem grzecznie gdzie tu można dowiedzieć się czegoś w sprawie założenia stowarzyszenia zwykłego. Facet zaczął się na mnie gapić, po czym rozłożył ręce. Na początku pomyślałem, że ten gest rozerwał mu struny głosowe, bo dobrą chwilę trzymał te rozłożone ręce przed sobą i nic nie mówił. Patrzył na mnie, patrzył, aż w końcu stwierdził, że nie ma pojęcia, ale żeby iść do pokoju 214. Poszliśmy więc.

Oddział wojewódzkiego urzędu pracy oraz punkt informacyjny EFS. Tabliczka na drzwiach niekoniecznie sugerowała, by w tym pokoju zajmowano się stowarzyszeniami. Wszedłem jednak po pewnej chwili wahania. Kolejny elegancki pan równie elegancko wyśmiał osobę, która mnie do niego skierowała. Zasugerował również, że pokój 214 może być w bloku B. Oczywiście go tam nie było.

Zeszliśmy na dół do kolejnego punktu informacyjnego. Koleżanka Barbara przemówiła do kobiety w okienku, niestety ona w ogóle nie wiedziała, o co chodzi. Odesłała nas do „skrzynki podawczej”. Okazał się nią info-kiosk z ekranem dotykowym. Szkoda tylko, że wypełniony był jedynie ofertami pracy. O stowarzyszeniach oczywiście nic.

Ostatnia deska ratunku to powrót do Punktu Obsługi Mieszkańców. Po dłuższej wymianie zdań dowiedzieliśmy się, że oni się tym tu nie zajmują, i że mamy iść do sądu na Bogusławskiego. Ale do cholery, my się nie chcemy wpisywać do KRS.

Wyszliśmy ze starostwa z wiedzą taką jak przed wejściem.

Niekompetencja osób, na które płacimy podatki, jest porażająca. Żeby nikt tak prostych rzeczy nie wiedział w instytucji, która się tym zajmuje? Wiedziałem, że takie rzeczy się zdarzają, jednak konfrontacja z takimi ludźmi w rzeczywistości boli zdecydowanie bardziej niż w opowieściach.

Wypuszczony by zabijać

Ludzie bywają nieudolni na wiele sposobów. Jeden podłączy odpływ z sedesu do pralki, inny na egzaminie na prawo jazdy będzie chciał kierować autem z tylnego siedzenia. Skutki takich pomyłek są ograniczone i mogą wywołać uśmiech na twarzy. Sprawa robi się poważniejsza, gdy efekty pomyłki, głupoty lub zaniedbania są katastrofalne w skutkach.

Kto włączył dziś jakikolwiek serwis informacyjny w telewizji lub otworzył Onet, Gazetę.pl i im podobne, musiał trafić na informację o wielkopolskiej obławie. Dwustu policjantów i antyterrorystów przeczesywało miasteczko Śmigiel w poszukiwaniu mordercy. Warto zauważyć, że użycie jednostek AT oraz regularnych funkcjonariuszy uzbrojonych w broń długą, wskazuje na powagę sytuacji. Nie są to poszukiwania chłopca, który kradnie batony w supermarkecie. Polowanie wymierzone jest w zdesperowanego i uzbrojonego osobnika, który ma na koncie dwa zabójstwa.

O całej historii można powiedzieć krótko, facet gwałcący swoją żonę stanął w końcu przed sądem i otrzymał trzy lata więzienia. Do czasu uprawomocnienia się wyroku wyszedł na wolność, pojechał do domu szwagierki, która zeznawała przeciwko niemu, zastrzelił ją i jej konkubenta. Teraz szuka swojej żony, by dokonać trzeciej egzekucji.

Można rzec – kolejny psychol, AT postrzeli go w kolano, zakują w kajdanki i on trafi z dożywociem do więzienia i będzie schylał się po mydło. Ważniejsza dla mnie jest jednak nieudolność sędziego i prokuratury.

Morderca otrzymał wyrok trzech lat pozbawienia wolności. Podczas rozprawy odgrażał się, że zabije za to swoją żoną i szwagierkę. Sąd uznał jednak, że do czasu uprawomocnienia się wyroku skazany może przebywać na wolności. Prokurator olał sprawę a jedyną osoba protestującą przeciw temu była żona psychopaty – protestująca w obawie o swoje życie. Jak widać protestująca słusznie.

Tu nasuwa się pytania – czy sąd i prokuratura ponoszą za te morderstwa odpowiedzialność? Oczywiście tak. Czy skład orzekający, jak i prokurator zostaną ukarani? Zapewne nie. Możliwe, że przełożeni udzielą im upomnienia.

Gdyby skazany wyszedł na wolność pomimo skazującego go wyroku wskutek błędu w protokole, ucieczki z konwoju czy ułaskawienia – sprawa byłaby trudniejsza do rozstrzygnięcia. W tym wypadku nie ma co się jednak zastanawiać, wypuszczono gwałciciela z zasądzonym wyrokiem, w dodatku stanowiącego realne zagrożenie dla życia świadka i ofiary. Nie było ku temu żadnych przesłanek, należało wepchnąć go prosto z sali sądowej do aresztu, a potem do więzienia. Teraz wymiar sprawiedliwości ma krew na rękach.

Kiedy doczekam się sytuacji, gdzie za kretyńskie decyzje ich sprawcy będą pociągani do odpowiedzialności?

Napisano w Dziennik. Tagi: , . 3 komentarzy »

Wspólna Inicjatywa Rozwoju

W zasadzie miałem napisać o tym na blogu już po starcie i pierwszych sukcesach. Co mi tam, może jednak ktoś skrytykuje albo pomoże już teraz ;)

Swego czasu napisałem na blogu notkę „Czas w tym kraju coś zmienić”, w której wyraziłem swój zapał do zmiany Polski tak mocny, jak zapał Katona Starszego do zniszczenia Kartaginy. Słynny rzymski mówca wszystkie swoje przemówienia zaczynał i kończył słowami „A poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć”, Andrzej Lepper na koniec swoich marnych popisów oratorskich grzmiał „Balcerowicz musi odejść!”, mi pozostało więc zmieniać Polskę po cichu, w końcu do Katona się nawet nie umywam, z Lepperem wstydzę się konkurować.

Do rzeczy – kilkoro studentów Stosunków Międzynarodowych zniesmaczyło się otaczającą ich rzeczywistością. Polityka dawno sięgnęła dna i nakryła się mułem a ostatni wielki polski polityk żył 80 lat temu. Każdy walczy z każdym mając dobro ogółu w pewnym miejscu. Kraj jest pełen absurdów, kwitnie korupcja, strach wyjść na ulicę a nawet były premier (czyli druga osoba w państwie) nie zna polskiego hymnu. Marazm i zgryzota.

Zmieniajmy coś więc. Koniec pustych narzekań. Zawiązaliśmy grupę o dumnej nazwie Wspólna Inicjatywa Rozwoju. Ale o co chodzi? O to, aby uświadomić społeczeństwu, że Polska to my wszyscy. Każdy z nas tworzy Ojczyznę a ilu z nas (włącznie ze mną) coś dla niej zrobiło? Wrzucanie głosów do urny, płacenie podatków, OK, ale czy tym powinniśmy się zadowolić? Według mnie nie.

Nasza grupa ma zamiar małymi kroczkami realizować swoje cele:

  • wprowadzanie pozytywnych zmian na terenie działania WIR-u,
  • inicjowanie akcji charytatywnych i działań o charakterze społecznym,
  • wpływ na administrację lokalną i współpraca z nią,
  • pobudzenie społeczeństwa do działania,
  • promowanie postaw obywatelskich,
  • walka z patologiami życia codziennego.

Brzmi ładnie, ale jakie są konkrety? Akcje, akcje i jeszcze raz akcje. W błędzie jest ten który myśli, że do poprawy sytuacji trzeba mieć garnitur i występować w nim pięć razy dziennie w sejmie. Zrobić coś dobrego może każdy z nas. Wszystko zaczęło się od mojego pomysłu renowacji małego parku w mojej dzielnicy. Pomysł został odłożony na później z racji wielkości i niedoświadczenia naszej grupy. Możemy jednak zacząć drobne akcje a w przyszłości je kontynuować. Zbiórki książek dla bibliotek, pomoc w rozwijaniu rad osiedli, organizacja kursów komputerowych dla osób starszych, pomoc w organizacji zajęć pozalekcyjnych dla dzieci. Nie uczynimy tym z Polski drugiej Japonii w miesiąc. Będzie to jednak bardzo dobry start do coraz to większych projektów, oraz świetny sposób na integrację społeczności lokalnych.

Nie mam pojęcia czy się to uda. Może za 20 lat WIR będzie największą partią w Parlamencie Europejskim, może za pół roku wszyscy zapomną o tej inicjatywie. Ja wiem jedno – warto się starać i zrobić co w naszej mocy aby dopiąć swego.

Jeżeli ktoś jest zainteresowany naszą działalnością, chce pomóc lub zbesztać, wymienić się poglądami – zapraszamy na naszą stronę i forum. Proszę tylko nie krytykować strony głównej ani innych aspektów technicznych, to tak tymczasowo bo darmowi graficy nie istnieją ;)

Zobacz: Strona internetowa Wspólnej Inicjatywy Rozwoju.

Napisano w Lekkość myśli. Tagi: , , . 3 komentarzy »

Wspaniała polska młodzież

Jak donosi serwis Policyjni.pl, dwie grupy przemiłych młodzieńców, postanowiły rozwiązać spór, do jakiego pomiędzy nimi doszło, w sposób dżentelmeński – przez pojedynek. Tym razem wytrawne stroje zastąpiły bluzy z kapturami, jednostrzałowe pistolety zostały zamienione na pałki, sekundant nie był potrzebny w ogóle. Do starcia doszło w podziemnym przejściu pod rondem Reagana we Wrocławiu. Należy dodać, że uczestnikami tego niecodziennego wydarzenia byli gimnazjaliści, czyli osoby w wieku 13 – 16 lat. Wynik wymiany argumentów pozostaje nieokreślony, gdyż całe zajście przerwała Policja. Powodem „ustawki” był ponoć fakt, że uczeń jednego z dwóch walczących gimnazjów zaczepił niewiastę z drugiej szkoły. Takiej sprawy nie można było pozostawić samej sobie. Wiadomo, chodziło o honor.

Taka informacja jest dobrym punktem wyjścia do rozważań o młodzieży i o tym, czym będzie Polska za 20 – 30 lat mając takich obywateli.

Dyrektorka gimnazjum nr 13 odsłania brutalną prawdę. Uczniowie biorący udział w bójce są w szkole niezwykle spokojni, niestety tylko za sprawą monitoringu w placówce. Poza szkołą już mniej przypominają miłego i grzecznego gimnazjalistę, jakim kiedyś byłem ;) Wielu z nich ma swojego kuratora lub miała przygody z sądem rodzinnym. Ten oto sąd „zobowiązuje nieletniego do poprawy swojego zachowania”. Niezwykle skuteczny środek wychowawczy jak widać. Jedyne co potrafi zrobić oświata to pogadanki ze Strażą Miejską lub psychologiem.

Dlaczego ulubioną rozrywką 15 latków jest naparzanie się po mordach? Bo nie ma za to żadnych kar, obiję komuś gębę, zniszczę przystanek, ukradnę torebkę, i co z tego? Kurator to fikcja, po co w ogóle jest ta instytucja? Przychodzi taki raz na miesiąc do mieszkania, pogada chwilę z rodzicami, i to wszystko. W skrajnych przypadkach poprawczak.

Wszyscy mówią, że trzeba wychowywać, resocjalizować. Kiedy słyszę takich ludzi, to wiem, że kompletnie nie wiedzą, o co chodzi w tej dziedzinie. Spotkania z Policją, pogadanki, rozmowy indywidualne. Którego dzieciaka wykazującego objawy demoralizacji to obchodzi? Trzeba wykazywać się skrajną ignorancją albo dysfunkcją mózgu, żeby wierzyć w skuteczność spotkań osób wypisujących na murach HWDP z Policjantami. Oczywiście szkoły nie wychowują, bo nie mają ani czasu, ani możliwości, rodzice z rodzin patologicznych to inna historia. Więc co zrobić? Powiem Wam ;) Tak, jestem niczym nasz prezydent – znam się na wszystkim.

Za czyny zabronione popełnione przez sprawcę w wieku do 13 lat – odpowiedzialność majątkowa w wysokości pięciokrotności wyrządzonych szkód materialnych i / lub środki wychowawcze takie jak obowiązkowe zajęcia z psychologiem i innymi specjalistami. Do 13 lat można jeszcze dziecko wychować i wykształcić w nim normalnego obywatela. Są to środki „bezinwazyjne”, nikomu jeszcze nie urwało ręki od spokojnego wytłumaczenia co, jak i dlaczego nie w ten sposób. Jeżeli dziecko nie wykazuje poprawy, to w momencie ukończenia 13 roku życia przechodzimy do kolejnego punktu.

Za czyny zabronione popełnione przez sprawcę w wieku od 13 do 18 lat – żółta kartka w postaci dziesięciokrotności wartości wyrządzonych szkód materialnych i kurator. Tym razem nie będzie musiał chodzić za delikwentem krok w krok. Wystarczy, żeby trzymał rękę na pulsie, jeżeli nastolatek wykazuje zauważalną poprawę, to po roku kurator jest odwoływany. Jeżeli poprawy nie widać, a kurator dostaje na przykład zgłoszenia dotyczące tej osoby, to sąd kieruje ją do ośrodka wychowawczego.

Czym jest ośrodek wychowawczy? Na pewno nie tym, co obecny poprawczak. Koniec z Play Station, bilardem i opieprzaniem się cały dzień. Porządek, dyscyplina, żadnych rozrywek i udogodnień dla osób niewykazujących chęci zmiany. Pełna gama prac społecznych niczym na amerykańskich filmach, gdzie więźniowie w upale kopią rowy pod strażą uzbrojonego wartownika. Czyszczenie ulic, zamalowywanie graffiti na pociągach i budynkach, proste prace budowlane na przykład przy tworzeniu autostrad. Oprócz tego coś, co karą nie jest. Dla chcących wykorzystać czas pobytu w ośrodku – nauka wybranych przedmiotów takich jak język angielski czy inny obcy, kursy zawodowe. Dla szczerze wyróżniających się redukcja prac, udogodnienia, przyjemności. Do tego wszystkiego marzę o „wychowaniu patriotycznym” tak aby delikwenci zaczęli rozumieć, o co chodzi w tworzeniu społeczeństwa.

Na inną opowieść pozostawiam fakt, że uwzględniłem tu tylko szkołę podstawową jako obowiązkowy etap edukacji, konsekwentność i stanowczość sądów w wymierzaniu kar oraz sprawny aparat policyjny niewahający się przywalić pała po zębach, gdy następuje taka konieczność.

Porządni obywatele i ci, którzy się pogubili, lecz chcą się poprawić, nie mają się czego bać. Jednostki aspołeczne są eliminowane szybko i skutecznie.

Taka jest moja koncepcja.