Lepiej późno niż wcale. Jak podaje Polskie Radio Online, „Polski rząd rozważa budowę dwóch elektrowni atomowych„. Co prawda nie będę z tego powodu pił przez tydzień i tańczył na ulicy, jednak ten fakt wzbudza we mnie całkiem sporą radość.
Nareszcie ktoś w Polsce postanowił nie ulegać ekoterroryzmowi. Ba, Premier jest jak widać świadom problemów, które powstaną w przyszłości, mowa o drastycznym wzroście zapotrzebowania na energię elektryczną. Daje to podstawy sądzić, że lekką ręką się z tego nie wycofa. Podejście do atomu zmienia się, elektrownia nie kojarzy się już z Nagasaki i Hiroszimą, ale ze źródłem taniej i czystej energii, w dodatku produkowanej bardzo efektywnie. Wystarczy podać, że na Litwie, która ludnościowo jest 10 razy mniejsza od Polski, a terytorialnie 5 razy mniejsza, sama elektrownia w Ignalinie zapewnia 75% energii wykorzystywanej w tym kraju. Francja zaspokaja aż 80% swoich potrzeb energetycznych za pomocą elektrowni jądrowych.
Oczywiście zdania są podzielone. Niemcy, Szwecja, Holandia czy Belgia wycofują się z tego rodzaju energetyki. Francja, USA, Finlandia, Japonia, Chiny czy Indie stawiają na tą energię i budują kolejne reaktory. Przeciwnicy krzyczą, że to niebezpieczne, że składowanie odpadów jądrowych jest ryzykowne. Zwolennicy atomu twierdzą, że technologia obecnie wykorzystywana przy budowie współczesnych reaktorów jest niezwykle bezpieczna, odpady radioaktywne przy zanieczyszczeniu powietrza z tradycyjnych elektrowni to pikuś, a nad wszystkim czuwa Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej.
Zdania na pewno nie można wyrobić sobie na temat po przeczytaniu wpisu na blogu
Jednak zachęcam do trochę głębszego poznania tematu. Do rozważenia plusów i minusów. Ja atom popieram w pełnej rozciągłości.
