Rozsądna twarz katolicyzmu

Kościół przewija się u mnie ostatnimi czasy dość często, jednak dzisiejszy wpis nie będzie wytykał niczego złego, a nawet będzie to pean ku zdrowemu rozsądkowi pewnej persony z kręgu katolickiego. Oczywiście postawa ojca Ludwika Wiśniewskiego nie jest powszechna w Kościele, jednak trzeźwe spojrzenie na własne gniazdo warte jest docenienia. Nie każdy ma odwagę uderzyć w swoje kręgi w trosce o ogół. (więcej…)

Napisano w Różności. Tagi: , . 1 komentarz »

Gdzie jest krzyż?

Znowu depczę swoje zasady i piszę o religii, jednak sytuacja w naszym kraju ostatnimi czasy opiera się głównie na mieszaniu religii do polityki, więc obojętnie przejść nie mogę. Najpierw grupa religijnych fanatyków w przypływie amoku wywołuje walki uliczne na Krakowskim Przedmieściu, potem SLD proponuje usuwanie krzyży w imię przestrzegania konstytucji. Dwie skrajne postawy, ile rozwiązań problemu? I czy on faktycznie istnieje? (więcej…)

Kościół otrzeźwia

Obiecałem sobie, że na blogu nie będzie już notek o Kościele. Każdy niech sobie wierzy w co zechce, mi nic do tego. Ja jestem niewierzący i na co dzień kompletnie mnie religia nie obchodzi. Całkowita obojętność, na krzyże nie pluję, Koranu nie podpalam, nie wnikam, jakie nakazy dostają wierzący w kościołach. Gdy Kościół decyduje się jednak ingerować w moje życie, sprawa staje się niemal honorowa. (więcej…)

Napisano w Wydarzenia. Tagi: , . 6 komentarzy »

Kościół i in vitro

Ustawa bioetyczna Jarosława Gowina od pewnego czasu rozpala opinię publiczną. Głównym punktem wzbudzającym emocje jest element dotyczący zapłodnień in vitro. Obecnie w Polsce nie ma żadnych przepisów regulujących ten problem, założenia ustawy mają być zgodne z Konwencją Bioetyczną Rady Europy, co wypełni dziurę w polskim prawodawstwie zgodnie z europejskimi normami.

O co toczy się spór i kto stoi na barykadach? Z jednej strony mamy pary, które nie mogą mieć potomstwa w tradycyjny sposób, z drugiej strony stoi Kościół mówiący o „wyrafinowanej aborcji” i niedopuszczalnym tworzeniu życia w inny niż czysto naturalny sposób.

Mamy tu problem natury moralnej, który każdy powinien przeanalizować i ustosunkować się do niego samemu, bez ślepego zapatrzenia w jedną stronę lub jej adwersarza. Ja twardo stoję po stronie aprobującej in vitro. W dużym stopniu jest to zdeterminowane tym, że jestem niewierzący, jednak dostrzegam też inne aspekty przemawiające „za”.

Osoby niezwykle wrażliwe na punkcie swojej religii ostrzegam, że wyrażenia użyte w dalszej części mogą je oburzyć, jednak nie mają na celu obrażenia ani ataku na kogokolwiek.

Problem jest skomplikowany, jednak moim zdaniem główną przyczyną sporu jest „imperialne” podejście Kościoła Katolickiego (czy ktoś już się oburzył?). Według szacunkowych i nieobiektywnych statystyk działających na korzyść Kościoła wynika, że około 90% Polaków to katolicy różnych obrządków. Takie dane niejako uprawniają Kościół do terroryzowania swoimi poglądami całego społeczeństwa, a także de facto wpływania na władzę w Polsce, który bogobojny polityk odważy się sprzeciwić 9 na 10 mieszkańcom kraju? Problem zaczyna się, gdy przemyślimy wyniki tych szacunków.

Badanie przeprowadzone w ostatnią niedzielę października 2008 polegające na liczeniu wiernych uczestniczących w niedzielnej mszy świętej wykazało, że w Polsce średnio tylko 44,2% osób ochrzczonych postanawia wybrać się na weekendowe spotkanie z Bogiem. Przymnijmy sobie, że jako katolicy deklaruje się 90% ludzi. Gdyby od tych 44% odjąć osoby idące do kościoła z przymusu (mama / babcia każe, ksiądz patrzy) lub będące tam z innych powodów (pochwalę się nowym autem przed ludźmi, zajeżdżając przed kościół) to otrzymalibyśmy wynik w okolicach 30 – 35%, Kościół zostałby znokautowany. Oczywiście można krzyknąć, że kocham Boga ale nie kościół, jednak udział we mszy to obowiązek prawdziwego katolika ustanowiony przez Kościół – tak jak zabronione jest przez niego in vitro.

Warto w tym momencie wspomnieć o podatku kościelnym. W Polsce Kościół opodatkowany jest na super preferencyjnych zasadach, na przykład księża płacą 20% składki zdrowotnej (resztę dopłaca społeczeństwo), państwo płaci za lekcje religii w szkołach itd. W Niemczech istnieje normalne opodatkowanie kościoła, wierni deklarujący się jako osoby należące do związku wyznaniowego płacą podatek wynoszący około 8% dochodów, przekazywany on jest na cele Kościoła. W Polsce niestety Kościół broni się przed tego typu rozwiązaniami. Nic dziwnego – powszechna deklaracja przynależności do Kościoła pokazałaby faktyczną ilość katolików Polsce. To z kolei obaliłoby Kościół na kolana jako instytucję mogącą ingerować w politykę i życie społeczne.

Wyciągnijmy kolejny wniosek – około 60% osób nie przestrzega nakazów Kościoła. Jeżeli nie chodzi na obowiązkową mszę to dlaczego by nie zostać matką lub ojcem inaczej niż chce tego Kościół? Okazuje się, że religijne autorytety przemawiają w imieniu mniejszości (a przynajmniej mniejszość stosuje się do jego zaleceń). Powstaje logiczne pytanie – dlaczego instytucja religijna chce wpływać na życie osób niewierzących, będących innego wyznania lub niechcących uznać jej decyzji? Jeżeli jestem niewierzący, to chciałbym się dowiedzieć – dlaczego Kościół jako organizacja, z którą nie mam nic wspólnego, chce decydować o moim życiu? Naprawdę nie znajduję argumentu, którym mogą obrzucić mnie katolicy. Zwłaszcza że in vitro nie koliduje z żadnym innym prawem, zwłaszcza moralnym (dla osoby niewierzącej).

Co oprócz terroryzowania społeczeństwa może powiedzieć Kościół? Argumentuje on, że podczas in vitro morduje się zarodki. Niestety ja mówienie półprawd uznaję za kłamstwo. Fakt faktem, że w dzikich klinikach odbywają się takie procedery. Jako że skuteczność metody nie jest 100% dla oszczędzenia czasu i z innych powodów tworzy się kilka bądź kilkanaście zarodków, któryś w końcu „zadziała”. Reszta oddawana jest do utylizacji lub trafia na czarny rynek, gdzie sprzedaje się go za wysoką cenę. Kościół nie wspomina, że zabiegi te będą mogły wykonywać tylko kliniki ze specjalną licencją, zakazany będzie handel i selekcja zarodków, a maksymalna ich liczba będzie mogła wynosić dwa. Nie jestem specjalistą, ale autorzy zapewniają, że żaden z nich nie zostanie zmarnowany, możliwe że można skorzystać z obu za jednym podejściem, nie studiuję biologii, więc nie wiem. Wierzę specjalistom.

Ostatnim argumentem jest przekazywanie życia inaczej niż klasycznie. Dla osób niewierzących on się nie liczy, to już jedynie kwestia sumienia i poglądów dotyczących nauki Kościoła.

Reasumując – jeżeli to ja miałbym wybierać pomiędzy leczeniem choroby, jaką jest bezpłodność a moralnymi nakazami instytucji religijnej, wybiorę spełnienie marzeń wielu osób, które nie chcą żadnej zabawki, tylko swojego potomstwa, którego nie mogą mieć w inny sposób.

Napisano w Lekkość myśli. Tagi: . 13 komentarzy »