Archiwum dla 'Polityka'

Jaja się ma albo nie ma

napisane Sierpień 7, 2010, 13:18, w Polityka.

Ręka do góry, kto choć raz w życiu został zaczepiony przez Cygana, sepleniącego coś w swoim języku, co po polsku mniej więcej brzmiało jak „dawaj drobne”. Dziękuję. Kto dał drobne Cygance trzymającej niemowlaka w przejściu podziemnym na mrozie? Dziękuję. Kogo Cyganie okradli? Dziękuję. U nas to chyba już całkiem normalne. Jednak we Francji są politycy, u nas tylko ich imitacje. Tak, Sarkozy naprawdę ma jaja! (więcej…)

Wybory prezydenckie 2010

napisane Czerwiec 20, 2010, 10:58, w Polityka.

Wybory. Tak, to znowu one. Po raz kolejny trzeba się zebrać, niektórzy na ciężkim kacu albo po nocce w pracy. Trzeba iść, patrzeć na tych wszystkich ludzi, których głos i tak nic nie zmieni. Trzeba odebrać tę kartkę, znaleźć długopis w tej drewnianej budce, o ile nikt go nie ukradł. Na koniec wystarczy walnąć krzyżyk przy jakimś nazwisku, i już jesteśmy wolni. Czas do domu, w końcu mecz w telewizji. (więcej…)

Mała polityka w ręce wielkich ludzi

napisane Marzec 13, 2010, 21:40, w Polityka.

Ludzie mają różne hobby. Niektórzy zbierają znaczki, inni leją w mordę przechodniów na ulicy. Moją pasją jest jednak polityka. Nie jest to ani przyjemne, ani relaksujące, jednak ktoś musi to robić. Z tego samego założenia wychodzą też inni, więc siłą rzeczy powinno się ich podglądać jak „politykują”. O ile posłów na sejm widzi każdy, to z najmniejszą polityką mało kto ma do czynienia. To na nią dzisiaj krótko ponarzekam, co wychodzi mi w życiu najlepiej. (więcej…)

ZPP, PiS, jad

napisane Listopad 24, 2009, 00:01, w Polityka.

Dzisiejszą notkę sponsorują wyrażenia „ZPP” (Zespół Pracy Państwowej), „PiS” (Prawo i Sprawiedliwość) oraz „jad” (coś, czym PiS zajmuje się w 70% swojej działalności). Niestety zachowanie polityków partii Jarosława Kaczyńskiego jest już na tyle żenujące, że nie potrafię oglądać ich w telewizji. Za każdym razem, gdy widzę tych „fachowców” muszę zmienić kanał, niestety nie jestem wystarczająco odporny psychicznie. (więcej…)

Desmond Tutu nakazuje Polsce pomagać Afryce

napisane Październik 31, 2009, 13:32, w Polityka.

Desmond Tutu to w Polsce raczej średnio znana postać. Nie wspomina się o nim w telewizji, w gazetach o nim nie piszą. Facet nawet wielkich skandali nie wywołuje. Nic dziwnego, że najprędzej kojarzyć go będą osoby interesujące się historią lub sytuacją w kościele, szczególnie anglikańskim. (więcej…)

Manewry „Zapad 2009″

napisane Wrzesień 25, 2009, 18:07, w Polityka.

Rosja znowu otworzyła teatrzyk kukiełkowy. Na scenie wesoło pląsa drewniany Łukaszenka. Sprawny lalkarz siedzący na Kremlu pokazuje swój kunszt, bez najmniejszego wysiłku sprawiając, że lalka uśmiecha się, tańczy do muzyki granej przez drugiego lalkarza, w końcowej partii przedstawienia bije ukłony, dziękując swojemu opiekunowi. Widownia nie jest wielka, ale z przejęciem patrzy na scenę. Kilku europejskich przywódców z wypiekami na twarzy ogląda spektakl. Kilkunastu innych w swoich pałacach czeka na pierwsze recenzje występu. (więcej…)

Chaotycznie o sejmie i zarobkach posłów

napisane Sierpień 26, 2009, 00:01, w Polityka.

Przypadkowo trafiłem dziś na TVP INFO, które uraczyło mnie czymś w rodzaju dyskusji pomiędzy politykiem, który wywołuje we mnie największe zażenowanie na polskiej scenie politycznej, czyli Korwinem-Mikke a Tadeuszem Iwińskim. Akurat zrobiłem sobie kolację, więc do posiłku postanowiłem posłuchać, co dyskutanci mają do powiedzenia o zarobkach polityków. Zacząłem oglądać chyba w połowie, dzięki Korwinowi nie wytrwałem nawet do końca, jednak postanowiłem napisać kilka słów od siebie. (więcej…)

Związkowa hołota

napisane Maj 14, 2009, 00:01, w Polityka.

Jak widzicie, dziś mam zamiar ponarzekać na związkowców z Sierpnia 80. Naprawdę szlag mnie trafia, jak widzę tych ludzi. Ich zachowanie aż prowokuje do napisania notki o polskiej mentalności. Kiedyś chyba się skuszę na ten temat, dzisiaj wyżalę się tylko na temat związków zawodowych.

Przed paroma dniami związkowcy przetoczyli się przez biura poselskie Platformy Obywatelskiej w kilku miastach kraju. Miejsca tam nie zagrzali na długo, twierdzili co prawda, że będą tam siedzieć aż do spełnienia ich postulatów, jednak przyszła Policja i wyniosła motłoch na zewnątrz. Trochę żałuję, że się tak z nimi cackano, gaz łzawiący do biura, a potem pałą przez plecy. Okrutne? Nieludzkie? Skandaliczne? Oczywiście. Inni wolą głaskać bandytów po główce, ja chce za to aby ktoś, kto dopuszcza się takich akcji, wiedział że nie jest bezkarny. Tym bardziej że szef Sierpnia, Bogusław Ziętek kpi z państwa polskiego:

„Wobec tych gróźb [pociągnięcia do odpowiedzialności karnej] premiera, wicepremiera, komendantów policji, prokuratorów śmiejemy się w nos. Byliśmy pół roku temu w biurze poselskim Donalda Tuska. Wtedy też nam grożono. Do dziś nikt nie został skazany”.

Na pewno pamiętacie wcześniejsze ekscesy w Warszawie, przyjechali do stolicy, wypadli na ulice (z czego wielu „zmęczonych”), podpalili opony i kukły, po czym zrobili regularną zadymę. Policja rozgoniła to towarzystwo, a oni jeszcze pozowali na pokrzywdzonych. Tylko w imię czego to wszystko?

W imię 21 postulatów. Takie symboliczne nawiązanie do postulatów Solidarności, która w 1980 roku wywiesiła swoje żądania w Stoczni Gdańskiej. Wtedy walczono z komuną, teraz Sierpień 80 chce jej powrotu.

Co znajdziemy w związkowych postulatach roku 2009?

Bzdury, głupoty, populizm, socjalizm, kłamstwa i kto wie co jeszcze. Hasła „Polska obywateli, nie elit!” jestem w stanie zrozumieć. Widziałem już tylu żenujących populistów, że mnie to specjalnie nie rusza. Jednak kiedy widzę żądania darmowego internetu dla wszystkich, europejskiej płacy minimalnej (która nie istnieje), ratowania chyba wszystkich polskich przemysłów i podwyżek dla każdego, to chcę napluć panu Ziętkowi w twarz.
Po pierwsze dlatego, że robi bandyckie burdy, chce spełniania żądań, a nie pokazał ani jednej drogi ich realizacji. Dlatego, że są niemożliwe do spełnienia. Gdybyśmy chcieli zrobić tu socjalizm i każdemu dać podwyżkę o kilka tysięcy PLN oraz ratować każdy przemysł, to polskie finanse padłyby po pierwszym tygodniu. Związkowcy chcą rozwalić gospodarkę z premedytacją albo mają mniejsze pojęcie o finansach ode mnie.
Po drugie dlatego, że związkowcy takimi hasłami mieszają w głowach naiwnym ludziom, którzy rzeczywiście zaczną myśleć, że wszystko im się należy i można coś wywalczyć walcząc z Policją. W końcu pana Ziętka to nie obchodzi, ważna jest spektakularna inauguracja kampanii do Parlamentu Europejskiego przez Polską Partie Pracy, której jest prezesem. Przyznał to nawet przed kamerami. Ma tupet.

Związkowcy pomimo tego, że walczyli o demokrację, kompletnie jej nie zrozumieli. Uznali, że demokracja to ten sam ustrój co socjalizm, jednak można w nim legalnie walczyć o swoje bandyckimi sposobami.
Chciałbym, żeby któregoś dnia okazało się, że Sierpień 80 przyszedł z delegacją do premiera, usiadł z nim w Centrum Dialogu, wyciągnął na stół konkretny plan dla gospodarki i obradował o nim, używając argumentów.
Bez pałek, cegieł i wyrywanej kostki brukowej.

Rocznica wejścia do Unii Europejskiej i Libertas Polska

napisane Maj 1, 2009, 13:16, w Polityka.

Od rana media zajmują się niemal wyłącznie jedną sprawą, piątą rocznicą wstąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej. Od pierwszego maja jest blisko do siódmego czerwca. Rocznica przystąpienia do UE ładnie komponuje się z kilkoma słowami o ruchu Libertas.

Czasem warto powspominać lata, kiedy dopiero zmierzaliśmy do UE. Wtedy Unia Europejska była symbolem dobrobytu i braku kontroli granicznych. Przed oczami Polaków ukazywały się wtedy luksusowe hotele nad francuskim morzem, zalane słońcem uliczki Hiszpanii czy widowiskowe gmachy unijnych instytucji.

1 maja wystrzeliły korki od szampana, a sztuczne ognie oświetlały niebo w dziesięciu nowych krajach Unii Europejskiej. Było pięknie i cudownie, ale co tak de facto zmieniło się dla mnie czy Ciebie drogi Czytelniku?

Szybko weszliśmy do strefy Schengen. Teraz możemy pojechać do Portugalii bez zatrzymywania nas przez Policję czy Straż Graniczną. Pod warunkiem, że nie jedziemy na przykład czołgiem ;) Co prawda możliwym jest wejście do strefy Schengen bez akcesji do Unii Europejskiej, jednak znając nasz kraj, nie byłoby to możliwe. Polityczne kłótnie i spory wprowadziłyby nas do bezgranicznej Europy może za dwadzieścia lat.

Fundusze unijne. To dzięki nim inwestycje w naszym kraju dostały pokaźnego kopa. Drogi są często budowane za pieniądze z tych funduszy, kanalizacje, przebudowa dworców, sieci kolejowych, wydarzenia kulturalne, kursy dla bezrobotnych, programy dla osób niepełnosprawnych i setki innych rzeczy dofinansowywane są poprzez Unię Europejską. W większości wypadków Unia każe wykazać się inicjatywą i nie daje całości sumy, trzeba wnieść też swoją część. Nie przeszkadza to korzystać z funduszy w Polsce dość dynamicznie. W samym Bielsku znam kilka miejsc, gdzie znajdziemy tablice mówiące, że inwestycja została dofinansowana z konkretnego programu unijnego.

Korzyści polityczne. Kiedyś powiedziano, że Unia Europejska powstała, by rękami wszystkich jej członków dbać o interesy Francji i Niemiec. To fakt, że te dwa państwa graja pierwsze skrzypce w Unii, jednak stwierdzenie jest bardzo mocno przesadzone. Polska zaczyna być postrzegana jako poważny gracz na scenie europejskiej. Oczywiście mieliśmy też potknięcia, pamiętamy jak za rządów kłótliwego PiS-u, zostaliśmy okrzyknięci „hamulcowym Europy” a Lech Kaczyński w sobie charakterystyczny sposób skompromitował kraj obiecując podpisanie Traktatu Lizbońskiego, czego nie uczynił do dziś. Uznajmy to jednak za przeszłość, dzisiaj realizujemy partnerstwo wschodnie (fakt, zasługa w tym również Prezydenta), nasze spory z Rosją zostały uznane za „problem europejski” ustami pana Barroso za szczycie Unia – Rosja w 2007 roku. Jeżeli Prezydent nie wpycha się na siłę na krzesło, to Polska potrafi nawet zdobyć szacunek w Europie za rzeczową dyskusję.

Tylko wódki żal, nie udało się nam przepchnąć uznania za wódkę tylko wyrobów ze zbóż, ziemniaków i melasy buraków cukrowych. Po tej porażce Europejczycy mogą zakosztować „wódki” z bananów czy jakiegoś egzotycznego figo fago.

Z prawdziwych minusów nie wyłania się wiele konkretnego. Straszenie nas stworzeniem z Polski guberni czy utraty świadomości narodowej to tylko kłapanie dziobem z powodu spadku notowań polityków. Takie są skutki przywalenia czołem o koryto, kompletne oderwanie od rzeczywistości z powikłaniami.
Prawdziwe minusy to jednak na przykład rozdmuchana biurokracja, z którą trzeba walczyć, absurdalne przepisy (na przykład dopuszczalna krzywizna ogórka) czy czasami niekorzystne przepisy górujące nad prawem krajowym. Pamiętajmy, że to się da zmienić, polskich „polityków” się nie da.

Żeby coś jednak zmienić, trzeba iść na wybory. 7 czerwca będziemy mieli okazję. Całkiem niedawno pisałem o moim poparciu dla Libertasu, partii zwolenników integracji europejskiej, jednak nie w obecnej formie. Od tego czasu trochę się zmieniło, konkretnie zostały przedstawione listy wyborcze. Europejski Libertas popieram jak najbardziej. Moje uczucia zmieniły się jednak co do jego polskiego ramienia.

Smutnym jest fakt, że pan Declan Ganley został tak oszukany przez polskich twórców tych struktur. Libertas miał być polskim sprzeciwem wobec obecnej drogi, jaką zmierza Unia Europejska, stał się niestety politycznym śmietnikiem, na który trafiają sprzedające się ideologicznie odpady rodzimej sceny politycznej. Znajdziemy tu na przykład Wojciecha Wierzejskiego z LPR, która to partia była głównym przeciwnikiem Unii Europejskiej w Polsce. Jest tu też na przykład Anna Sobecka, pierwsza obrończyni moralności z Radia Maryja, przeciwniczka prezerwatyw, seksu i wszystkiego, co potępia Ojciec Rydzyk ;) Znajdziemy tu katolicko-narodowy beton taki jak pan Ryszard Bender, czy innych „polityków” z półki narodowej, katolickiej i anty unijnej. Bycie narodowcem, katolikiem czy eurosceptykiem nie jest niczym złym, oczywiście do czasu aż nie sprzedaje się swoich ideałów za fotel w parlamencie europejskim.

Idea Libertasu w Polsce została zdeptana przez jego członków. Czyżby już kompletnie nie było na kogo głosować? Pięć lat po naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej zwyczaje polskiej sceny politycznej nie zmieniły się. Cieszmy się więc Unią bez spoglądania na tak żenujące elementy.

Eurowybory – są, a jakby ich nie było

napisane Kwiecień 17, 2009, 17:32, w Polityka.

7 czerwca bieżącego roku odbędą się w Polsce wybory do Parlamentu Europejskiego. Czy kogoś zaskoczyła ta informacja? Jeśli tak to nic dziwnego. W mediach nie ma praktycznie żadnych informacji o tym kiedy pójdziemy do urn, gdzie ani tym bardziej na kogo możemy oddać głos.

Informacyjna cisza jest po części zrozumiała. W końcu to dopiero drugie wybory, w których możemy głosować jako Polacy. Europejskie wybory dla osób mniej interesujących się polityką są zdecydowanie mniej ważne niż wybory na przykład do polskiego sejmu.

Kiedy głosujemy na pana Zdzicha, który będzie blokował mównice na Wiejskiej, wiemy że zobaczymy go w telewizji, a potem wyśmiejemy przy pierwszej możliwej sposobności. Kiedy głosujemy na pana Zdzicha, który będzie grzał tyłek w europejskim fotelu, wiemy że o jego wyczynach będzie ciężko się nam dowiedzieć. A gdzie tam w ogóle do Brukseli czy innych Strasburgów leżących za siedmioma górami. Więc co taki pan Zdzich dla mnie może zrobić?

Osoba interesująca się kwestiami europejskimi może narzekać, że kompetencje parlamentu nie są takie, jak się by ich wymagało (choćby w kwestii inicjatywy ustawodawczej). Że posłów za dużo, że Polaków za mało, że…

Osobiście pójdę na wybory. Mam świadomość, że kompetencje parlamentu ciągle rosną. Że biurokracja i absurdalne pomysły w UE czasem są bliskie rozsadzenia dość sporego pudełeczka z napisem „rozum”. Wiem, że Unia dąży mniej lub bardziej świadomie do przybrania formy gigantycznego państwa (ale bez „guberni” jak mówią posłowie pewnej partii ze schizofrenią polityczną).

Sam jestem wielkim zwolennikiem Unii Europejskiej. Zwolennikiem od zawsze, nie jak posłowie LPR wykonujący rejtanowskie gesty przed 1 mają 2004, dziś miłujący Unię bezgranicznie, a może po prostu jej pieniądze. Odrzucam jednak ideę tworzenia państwa europejskiego. Wyznaję Unię Europejską formie Europy Ojczyzn – związku państw współpracujących ze sobą na zasadzie równości i wolności, a nie grupy narzucającej innym, jaka powinna być krzywizna ogórka. Hołduję Unii, która nie ograniczy nam zmniejszenia VAT-u poniżej bariery 15% ani nie wypnie się na nas w czasie problemów tylko dlatego, że powstała by pilnować interesów Francji
i Niemiec.

Moją Europę widzą identycznie politycy partii Libertas. Partii, która jest żenująco słabo promowana, ma żenującą stronę WWW, a jej polski oddział utworzyły odrzuty z LPR.

Czemu więc zagłosuję na Libertas (o ile jej udział w wyborach dojdzie do skutku)? Bo rodzime partie są nieudolne i z polityką mają niewiele wspólnego. Bo głos oszołomów z LPR zostanie zagłuszony partyjną dyscypliną. Bo pomimo kiepskiej kampanii informacyjnej, podstawowe założenia partii są najbliższe moim poglądom.

Partia na swojej stronie pisze: „Libertas jest paneuropejskim ruchem politycznym, pragnącym stworzyć nową, bardziej demokratyczną, otwartą, a przede wszystkim odpowiedzialną przed swoimi obywatelami Unię Europejską.”. Z tym i innymi twierdzeniami dostępnym pod podanym linkiem w słowach o UE trudno mi się nie zgodzić.

Właśnie takiej Unii chcę. Pójdę do wyborów. Zagłosuję na Libertas.