Archiwum dla 'Polityka'
ZPP, PiS, jad
napisane Listopad 24, 2009, 00:01, w Polityka.
Dzisiejszą notkę sponsorują wyrażenia „ZPP” (Zespół Pracy Państwowej), „PiS” (Prawo i Sprawiedliwość) oraz „jad” (coś, czym PiS zajmuje się w 70% swojej działalności). Niestety zachowanie polityków partii Jarosława Kaczyńskiego jest już na tyle żenujące, że nie potrafię oglądać ich w telewizji. Za każdym razem, gdy widzę tych „fachowców” muszę zmienić kanał, niestety nie jestem wystarczająco odporny psychicznie. (więcej…)
Desmond Tutu nakazuje Polsce pomagać Afryce
Desmond Tutu to w Polsce raczej średnio znana postać. Nie wspomina się o nim w telewizji, w gazetach o nim nie piszą. Facet nawet wielkich skandali nie wywołuje. Nic dziwnego, że najprędzej kojarzyć go będą osoby interesujące się historią lub sytuacją w kościele, szczególnie anglikańskim. (więcej…)
Manewry “Zapad 2009″
Rosja znowu otworzyła teatrzyk kukiełkowy. Na scenie wesoło pląsa drewniany Łukaszenka. Sprawny lalkarz siedzący na Kremlu pokazuje swój kunszt, bez najmniejszego wysiłku sprawiając, że lalka uśmiecha się, tańczy do muzyki granej przez drugiego lalkarza, w końcowej partii przedstawienia bije ukłony, dziękując swojemu opiekunowi. Widownia nie jest wielka, ale z przejęciem patrzy na scenę. Kilku europejskich przywódców z wypiekami na twarzy ogląda spektakl. Kilkunastu innych w swoich pałacach czeka na pierwsze recenzje występu. (więcej…)
Chaotycznie o sejmie i zarobkach posłów
Przypadkowo trafiłem dziś na TVP INFO, które uraczyło mnie czymś w rodzaju dyskusji pomiędzy politykiem, który wywołuje we mnie największe zażenowanie na polskiej scenie politycznej, czyli Korwinem-Mikke a Tadeuszem Iwińskim. Akurat zrobiłem sobie kolację, więc do posiłku postanowiłem posłuchać, co dyskutanci mają do powiedzenia o zarobkach polityków. Zacząłem oglądać chyba w połowie, dzięki Korwinowi nie wytrwałem nawet do końca, jednak postanowiłem napisać kilka słów od siebie. (więcej…)
Związkowa hołota
Jak widzicie, dziś mam zamiar ponarzekać na związkowców z Sierpnia 80. Naprawdę szlag mnie trafia, jak widzę tych ludzi. Ich zachowanie aż prowokuje do napisania notki o polskiej mentalności. Kiedyś chyba się skuszę na ten temat, dzisiaj wyżalę się tylko na temat związków zawodowych.
Przed paroma dniami związkowcy przetoczyli się przez biura poselskie Platformy Obywatelskiej w kilku miastach kraju. Miejsca tam nie zagrzali na długo, twierdzili co prawda, że będą tam siedzieć aż do spełnienia ich postulatów, jednak przyszła Policja i wyniosła motłoch na zewnątrz. Trochę żałuję, że się tak z nimi cackano, gaz łzawiący do biura, a potem pałą przez plecy. Okrutne? Nieludzkie? Skandaliczne? Oczywiście. Inni wolą głaskać bandytów po główce, ja chce za to aby ktoś, kto dopuszcza się takich akcji, wiedział że nie jest bezkarny. Tym bardziej że szef Sierpnia, Bogusław Ziętek kpi z państwa polskiego:
“Wobec tych gróźb [pociągnięcia do odpowiedzialności karnej] premiera, wicepremiera, komendantów policji, prokuratorów śmiejemy się w nos. Byliśmy pół roku temu w biurze poselskim Donalda Tuska. Wtedy też nam grożono. Do dziś nikt nie został skazany”.
Na pewno pamiętacie wcześniejsze ekscesy w Warszawie, przyjechali do stolicy, wypadli na ulice (z czego wielu “zmęczonych”), podpalili opony i kukły, po czym zrobili regularną zadymę. Policja rozgoniła to towarzystwo, a oni jeszcze pozowali na pokrzywdzonych. Tylko w imię czego to wszystko?
W imię 21 postulatów. Takie symboliczne nawiązanie do postulatów Solidarności, która w 1980 roku wywiesiła swoje żądania w Stoczni Gdańskiej. Wtedy walczono z komuną, teraz Sierpień 80 chce jej powrotu.
Co znajdziemy w związkowych postulatach roku 2009?
Bzdury, głupoty, populizm, socjalizm, kłamstwa i kto wie co jeszcze. Hasła “Polska obywateli, nie elit!” jestem w stanie zrozumieć. Widziałem już tylu żenujących populistów, że mnie to specjalnie nie rusza. Jednak kiedy widzę żądania darmowego internetu dla wszystkich, europejskiej płacy minimalnej (która nie istnieje), ratowania chyba wszystkich polskich przemysłów i podwyżek dla każdego, to chcę napluć panu Ziętkowi w twarz.
Po pierwsze dlatego, że robi bandyckie burdy, chce spełniania żądań, a nie pokazał ani jednej drogi ich realizacji. Dlatego, że są niemożliwe do spełnienia. Gdybyśmy chcieli zrobić tu socjalizm i każdemu dać podwyżkę o kilka tysięcy PLN oraz ratować każdy przemysł, to polskie finanse padłyby po pierwszym tygodniu. Związkowcy chcą rozwalić gospodarkę z premedytacją albo mają mniejsze pojęcie o finansach ode mnie.
Po drugie dlatego, że związkowcy takimi hasłami mieszają w głowach naiwnym ludziom, którzy rzeczywiście zaczną myśleć, że wszystko im się należy i można coś wywalczyć walcząc z Policją. W końcu pana Ziętka to nie obchodzi, ważna jest spektakularna inauguracja kampanii do Parlamentu Europejskiego przez Polską Partie Pracy, której jest prezesem. Przyznał to nawet przed kamerami. Ma tupet.
Związkowcy pomimo tego, że walczyli o demokrację, kompletnie jej nie zrozumieli. Uznali, że demokracja to ten sam ustrój co socjalizm, jednak można w nim legalnie walczyć o swoje bandyckimi sposobami.
Chciałbym, żeby któregoś dnia okazało się, że Sierpień 80 przyszedł z delegacją do premiera, usiadł z nim w Centrum Dialogu, wyciągnął na stół konkretny plan dla gospodarki i obradował o nim, używając argumentów.
Bez pałek, cegieł i wyrywanej kostki brukowej.
Rocznica wejścia do Unii Europejskiej i Libertas Polska
Od rana media zajmują się niemal wyłącznie jedną sprawą, piątą rocznicą wstąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej. Od pierwszego maja jest blisko do siódmego czerwca. Rocznica przystąpienia do UE ładnie komponuje się z kilkoma słowami o ruchu Libertas.
Czasem warto powspominać lata, kiedy dopiero zmierzaliśmy do UE. Wtedy Unia Europejska była symbolem dobrobytu i braku kontroli granicznych. Przed oczami Polaków ukazywały się wtedy luksusowe hotele nad francuskim morzem, zalane słońcem uliczki Hiszpanii czy widowiskowe gmachy unijnych instytucji.
1 maja wystrzeliły korki od szampana, a sztuczne ognie oświetlały niebo w dziesięciu nowych krajach Unii Europejskiej. Było pięknie i cudownie, ale co tak de facto zmieniło się dla mnie czy Ciebie drogi Czytelniku?
Szybko weszliśmy do strefy Schengen. Teraz możemy pojechać do Portugalii bez zatrzymywania nas przez Policję czy Straż Graniczną. Pod warunkiem, że nie jedziemy na przykład czołgiem
Co prawda możliwym jest wejście do strefy Schengen bez akcesji do Unii Europejskiej, jednak znając nasz kraj, nie byłoby to możliwe. Polityczne kłótnie i spory wprowadziłyby nas do bezgranicznej Europy może za dwadzieścia lat.
Fundusze unijne. To dzięki nim inwestycje w naszym kraju dostały pokaźnego kopa. Drogi są często budowane za pieniądze z tych funduszy, kanalizacje, przebudowa dworców, sieci kolejowych, wydarzenia kulturalne, kursy dla bezrobotnych, programy dla osób niepełnosprawnych i setki innych rzeczy dofinansowywane są poprzez Unię Europejską. W większości wypadków Unia każe wykazać się inicjatywą i nie daje całości sumy, trzeba wnieść też swoją część. Nie przeszkadza to korzystać z funduszy w Polsce dość dynamicznie. W samym Bielsku znam kilka miejsc, gdzie znajdziemy tablice mówiące, że inwestycja została dofinansowana z konkretnego programu unijnego.
Korzyści polityczne. Kiedyś powiedziano, że Unia Europejska powstała, by rękami wszystkich jej członków dbać o interesy Francji i Niemiec. To fakt, że te dwa państwa graja pierwsze skrzypce w Unii, jednak stwierdzenie jest bardzo mocno przesadzone. Polska zaczyna być postrzegana jako poważny gracz na scenie europejskiej. Oczywiście mieliśmy też potknięcia, pamiętamy jak za rządów kłótliwego PiS-u, zostaliśmy okrzyknięci “hamulcowym Europy” a Lech Kaczyński w sobie charakterystyczny sposób skompromitował kraj obiecując podpisanie Traktatu Lizbońskiego, czego nie uczynił do dziś. Uznajmy to jednak za przeszłość, dzisiaj realizujemy partnerstwo wschodnie (fakt, zasługa w tym również Prezydenta), nasze spory z Rosją zostały uznane za “problem europejski” ustami pana Barroso za szczycie Unia – Rosja w 2007 roku. Jeżeli Prezydent nie wpycha się na siłę na krzesło, to Polska potrafi nawet zdobyć szacunek w Europie za rzeczową dyskusję.
Tylko wódki żal, nie udało się nam przepchnąć uznania za wódkę tylko wyrobów ze zbóż, ziemniaków i melasy buraków cukrowych. Po tej porażce Europejczycy mogą zakosztować “wódki” z bananów czy jakiegoś egzotycznego figo fago.
Z prawdziwych minusów nie wyłania się wiele konkretnego. Straszenie nas stworzeniem z Polski guberni czy utraty świadomości narodowej to tylko kłapanie dziobem z powodu spadku notowań polityków. Takie są skutki przywalenia czołem o koryto, kompletne oderwanie od rzeczywistości z powikłaniami.
Prawdziwe minusy to jednak na przykład rozdmuchana biurokracja, z którą trzeba walczyć, absurdalne przepisy (na przykład dopuszczalna krzywizna ogórka) czy czasami niekorzystne przepisy górujące nad prawem krajowym. Pamiętajmy, że to się da zmienić, polskich “polityków” się nie da.
Żeby coś jednak zmienić, trzeba iść na wybory. 7 czerwca będziemy mieli okazję. Całkiem niedawno pisałem o moim poparciu dla Libertasu, partii zwolenników integracji europejskiej, jednak nie w obecnej formie. Od tego czasu trochę się zmieniło, konkretnie zostały przedstawione listy wyborcze. Europejski Libertas popieram jak najbardziej. Moje uczucia zmieniły się jednak co do jego polskiego ramienia.
Smutnym jest fakt, że pan Declan Ganley został tak oszukany przez polskich twórców tych struktur. Libertas miał być polskim sprzeciwem wobec obecnej drogi, jaką zmierza Unia Europejska, stał się niestety politycznym śmietnikiem, na który trafiają sprzedające się ideologicznie odpady rodzimej sceny politycznej. Znajdziemy tu na przykład Wojciecha Wierzejskiego z LPR, która to partia była głównym przeciwnikiem Unii Europejskiej w Polsce. Jest tu też na przykład Anna Sobecka, pierwsza obrończyni moralności z Radia Maryja, przeciwniczka prezerwatyw, seksu i wszystkiego, co potępia Ojciec Rydzyk
Znajdziemy tu katolicko-narodowy beton taki jak pan Ryszard Bender, czy innych “polityków” z półki narodowej, katolickiej i anty unijnej. Bycie narodowcem, katolikiem czy eurosceptykiem nie jest niczym złym, oczywiście do czasu aż nie sprzedaje się swoich ideałów za fotel w parlamencie europejskim.
Idea Libertasu w Polsce została zdeptana przez jego członków. Czyżby już kompletnie nie było na kogo głosować? Pięć lat po naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej zwyczaje polskiej sceny politycznej nie zmieniły się. Cieszmy się więc Unią bez spoglądania na tak żenujące elementy.
Eurowybory – są, a jakby ich nie było
7 czerwca bieżącego roku odbędą się w Polsce wybory do Parlamentu Europejskiego. Czy kogoś zaskoczyła ta informacja? Jeśli tak to nic dziwnego. W mediach nie ma praktycznie żadnych informacji o tym kiedy pójdziemy do urn, gdzie ani tym bardziej na kogo możemy oddać głos.
Informacyjna cisza jest po części zrozumiała. W końcu to dopiero drugie wybory, w których możemy głosować jako Polacy. Europejskie wybory dla osób mniej interesujących się polityką są zdecydowanie mniej ważne niż wybory na przykład do polskiego sejmu.
Kiedy głosujemy na pana Zdzicha, który będzie blokował mównice na Wiejskiej, wiemy że zobaczymy go w telewizji, a potem wyśmiejemy przy pierwszej możliwej sposobności. Kiedy głosujemy na pana Zdzicha, który będzie grzał tyłek w europejskim fotelu, wiemy że o jego wyczynach będzie ciężko się nam dowiedzieć. A gdzie tam w ogóle do Brukseli czy innych Strasburgów leżących za siedmioma górami. Więc co taki pan Zdzich dla mnie może zrobić?
Osoba interesująca się kwestiami europejskimi może narzekać, że kompetencje parlamentu nie są takie, jak się by ich wymagało (choćby w kwestii inicjatywy ustawodawczej). Że posłów za dużo, że Polaków za mało, że…
Osobiście pójdę na wybory. Mam świadomość, że kompetencje parlamentu ciągle rosną. Że biurokracja i absurdalne pomysły w UE czasem są bliskie rozsadzenia dość sporego pudełeczka z napisem „rozum”. Wiem, że Unia dąży mniej lub bardziej świadomie do przybrania formy gigantycznego państwa (ale bez „guberni” jak mówią posłowie pewnej partii ze schizofrenią polityczną).
Sam jestem wielkim zwolennikiem Unii Europejskiej. Zwolennikiem od zawsze, nie jak posłowie LPR wykonujący rejtanowskie gesty przed 1 mają 2004, dziś miłujący Unię bezgranicznie, a może po prostu jej pieniądze. Odrzucam jednak ideę tworzenia państwa europejskiego. Wyznaję Unię Europejską formie Europy Ojczyzn – związku państw współpracujących ze sobą na zasadzie równości i wolności, a nie grupy narzucającej innym, jaka powinna być krzywizna ogórka. Hołduję Unii, która nie ograniczy nam zmniejszenia VAT-u poniżej bariery 15% ani nie wypnie się na nas w czasie problemów tylko dlatego, że powstała by pilnować interesów Francji
i Niemiec.
Moją Europę widzą identycznie politycy partii Libertas. Partii, która jest żenująco słabo promowana, ma żenującą stronę WWW, a jej polski oddział utworzyły odrzuty z LPR.
Czemu więc zagłosuję na Libertas (o ile jej udział w wyborach dojdzie do skutku)? Bo rodzime partie są nieudolne i z polityką mają niewiele wspólnego. Bo głos oszołomów z LPR zostanie zagłuszony partyjną dyscypliną. Bo pomimo kiepskiej kampanii informacyjnej, podstawowe założenia partii są najbliższe moim poglądom.
Partia na swojej stronie pisze: „Libertas jest paneuropejskim ruchem politycznym, pragnącym stworzyć nową, bardziej demokratyczną, otwartą, a przede wszystkim odpowiedzialną przed swoimi obywatelami Unię Europejską.”. Z tym i innymi twierdzeniami dostępnym pod podanym linkiem w słowach o UE trudno mi się nie zgodzić.
Właśnie takiej Unii chcę. Pójdę do wyborów. Zagłosuję na Libertas.
Nie mam na kogo głosować
Mój światopogląd każdego dnia coraz bardziej zawęża polską scenę polityczną. Kiedy byłem jeszcze małym embrionem
świat polityki był dla mnie banalny, sprowadzał się do wielkiej sali, którą widziałem w telewizji publicznej, oraz transmitowanego przemówienia Lecha Wałęsy. Nie wiedziałem, o co chodzi temu panu, wiedziałem tylko, że jest prezydentem. To były wspaniałe czasy
Obecnie mam jakieś tam poglądy, studiuję, to co studiuję (z wyboru, a nie przymusu), interesuję się tym całym polskim bagnem. Dzięki temu wiem, na kogo nie zagłosuję.
Nie zagłosuję na PiS – można napisać o tej partii epopeję, jednak jej styl uprawiania polityki odrzuca mnie najbardziej. Robienie z Polaków debili kłamstwami w stylu trzech milionów mieszkań albo zdegenerowanie kultury politycznej dziadkiem z Wehrmachtu to tylko dwa przykłady z morza standardowych zagrań PiS-u.
Nie zagłosuję na SLD, Lewicę, PZPR, Socjaldemokrację, sam już straciłem rachubę, jak nazywa się główna siła polityczna po lewej stronie. Co jakiś czas zmienia się nazwa, a te same twarze uczestniczą w wymianach pomiędzy partiami. Nawet na prawicy ugrupowania nie zanikają i nie powstają tak szybko, jak po tej stronie. Pomijam, że obecnie lewica to żadna opozycja. A może mają jakieś pomysły, tylko nie potrafią ich przekazać ludziom?
Nie zagłosuję na PSL. Nie głosuję na ludzi broniących KRUS-u i przejmujących program od partii, z którą są w koalicji.
Nie zagłosuję na UPR, Prawicę Rzeczpospolitej, Partię Kobiet ani inne podobne wynalazki.
Nie zagłosuję na Platformę.
Na PO głosowałem w ostatnich wyborach. Był to jedyny sensowny wybór, tylko PO mogła odsunąć od władzy PiS. Platforma wygrała i byłoby OK, gdyby nie ostatnie cięcia w Policji. Mogli ciąć służbę zdrowia, edukację, armię, podgrzewane schody w kancelariach i wszystko inne, tylko nie Policję. Dla mnie jest to instytucja, której nie można pozbawiać ani grosza. Osobiście wolę stać w kolejkach w szpitalach czy uczyć się w 100 osobowej klasie niż na ulicach przekradać się bokiem, żeby nie dostać po mordzie. Oczywiście cięcia to wymysł ludzi, którzy mają BOR i wisi im bezpieczeństwo w Polsce. W dodatku Julia Pitera stwierdzeniem, że policjanci nie potrzebują radiowozów pogrzebała w moich oczach PO całkowicie.
Policjanci do pracy przynoszą własne ołówki. W komisariatach wykręcana jest co druga żarówka w ramach oszczędności. Radiowozy mogą miesięcznie przejechać 30 kilometrów, a ci idioci obcinają 900 milionów PLN. Polski rząd wspiera bandytyzm i bezprawie. Polska polityka zapadła w śpiączkę i jeszcze długo się nie wybudzi.
Nie mam na kogo głosować.
Żydowska Palestyna
Wszyscy wiemy co dzieje się obecnie na Bliskim Wschodzie. Izraelczycy mając dość terrorystycznych zagrań ze strony Arabów, weszli do Strefy Gazy i przeczesują dom po domu w poszukiwaniu gadżetów Hamasu – wyrzutni rakiet, broni ręcznej i innych tym podobnych.
Jak to bywa w Polsce i na całym świecie, ruchy lewackie i pacyfistyczne popierają każdego terrorystę, pod warunkiem, że jest dobrze eksponowany w mediach. Poczytajmy polskie blogi, zobaczmy demonstracje, oto obrońcy pokoju walczą o obronę Palestyńczyków. Jakież to romantyczne, garstka dzielnych Arabów kamieniami odpiera najazd syjonistycznego okupanta.
Kto się zgadzał z powyższym zdaniem i nie zauważył w nim ironii, teraz się zdziwi. Nigdy nie popierałem mieszkańców Autonomii Palestyńskiej, zawsze popierałem Izrael. Dlaczego? Bo w przeciwieństwie do krzyczących pacyfistów zadałem sobie, i to już dawno, trud czytania i dociekania, jak to jest z tą Palestyną.
Sprawę można przedstawić dosłownie w kilku słowach. W miejscu Palestyny, istniało państwo Żydowskie. Potem zostało podbite przez Mameluków z Egiptu, później Turcję. Jeśli ktoś chce dociec co i kiedy – zapraszam do biblioteki albo na Google.pl. Dowiemy się wtedy, że Żydzi byli w tym miejscu na długo przed przybyciem Arabów. To tak jakby ktoś myślał, że Palestyńczycy byli tam przed dinozaurami a Żydzi przyszli i zaczęli do nich strzelać. Co ciekawe, aż do lat 20 XX wieku, Palestyńczycy myśleli, że są Syryjczykami. Daje do myślenia?
Dzisiaj nie chodzi mi o to aby pisać 40 stron eseju o historii Palestyny. Chciałbym po prostu, aby każdy spojrzał na konflikt z drugiej strony, inaczej niż próbują nam to pokazać media czy lewacy.
Jeśli ktoś chce, może zerknąć na Palestynę i Palestyńczyków. Możecie poczytać o tym, jak Palestyńczycy dziękują Żydom, najciekawsze jednak mogą okazać się artykuły o palestyńskich kłamstwach: Jak rozpoczęła się Intifada? oraz Jak stworzono największe kłamstwo Intifady?.
Nie trzeba komentować, wystarczy przemyśleć.
Obroni cię tylko prawdziwy liberał
Są w Polsce rzeczy, które na poważnie brane są tylko przez ich autorów. Czy ktoś w ogóle uwierzył w trzy miliony mieszkań? Dla zobrazowania, dzień w dzień przez 8 lat – dwie kadencje PiS-u, trzeba by oddawać do użytku 13,69 czteropiętrowych bloków, z pięcioma klatkami i trzema mieszkaniami na piętrze. To niemal jak autostrada A1 z Gdańska do granicy czeskiej, którą powinniśmy pojechać do 2010 roku.
Człowiekiem, który wierzy w swoje pomysły, jest na pewno Janusz Korwin-Mikke. Jedyny prawdziwy liberał walczący z otaczającymi go na każdym kroku socjalistami. Od dawna nie czytam jego wypowiedzi, gdyż kiedy to czynię, ciśnienie podskakuje mi niezwykle zdecydowanie, ręce same łapią za głowę a usta krzyczą „Boże chroń Polskę!”. Czasem tylko zerknę dla zasady, by sprawdzić, na jakim etapie tworzenia swoich poglądów jest pan Janusz, oraz być na bieżąco z jedyną słuszną wizją świata.
Oto jest dzień, w którym przypomniałem sobie o tym panu. Wszedłem na jego blog i przejrzałem wpis „Sprywatyzować armię!!”. Na początku zastanawiałem się czy to sarkazm. Nie, to nie w jego stylu. Cała notka została popełniona najwyraźniej zgodnie z gospodarczo liberalnym duchem autora. Czego dowiemy się w owym wpisie?
Na samym początku niczego nowego – demokracja jest zła. Sam nie jestem jej wielkim entuzjastą, lecz wypisywanie tego w każdym możliwym miejscu, tak jak nazywanie każdego, kogo popadnie socjalistą, jest dość nużące dla czytelnika. Jest to niczym prawda o torcie, który jedzony bez przerwy powszednieje i robi się niestrawny.
Czytamy, że w wojsku to dopiero są przekręty! W zasadzie nie mamy żadnego ich przykładu podanego, ale nie to jest ważne tym razem. Ważne, że w demokracji i obecnym ustroju łapówki przy dostawach broni i sprzętu dla wojska to normalka i nie da się jej zlikwidować. Oczywiście nie w tym systemie. Wspominałem już, że demokracja jest zła?
‘Znajdź dla mnie radę, wuju” powiedział Ryszard Ochódzki do Wujka Dobrej Rady w słynnym Misiu. Pan Janusz również znajduje radę. Armię po prostu prywatyzujemy niczym fabrykę gwoździ. I już!
Wojsko składające się z żołnierzy to kiepska taktyka. Drogie to, strachliwe, na emeryturę chce iść, po co komu taka armia? Armię należy zlikwidować a w jej miejsce wprowadzić wynajem grup najemników. Polskie dowództwo wynajmowałoby na wolnym rynku odziały, na przykład Eskimosów. Oddziały już uzbrojone i gotowe walczyć za Polskę. Głupie? Jasne. Pan Janusz nie zrozumiał, że wartość takich jednostek byłaby znikoma. Bo czemu nie można by ich przekupić? Albo zapłacić by oddział żądał niskiej zapłaty, zaciągnął się do wroga, podczas starcia go opuścił i walczył dla nas? Fan pana Janusza pisze w komentarzach, że tacy najemnicy nie mogą zdradzić, bo straciliby reputację i wypadli z rynku. Czy to w ogóle trzeba komentować?
Pominę fakt przekazywania tajemnic wojskowych uzyskanych w danym kraju nowym właścicielom.
Pan Janusz chyba spotkał się z niezrozumieniem społeczeństwa, bo napisał kolejną notkę w tym temacie.
Tym razem na poparcie swoich teorii podaje nam wojska, które nie zdradziły – Gwardię Szwajcarską strzegącą papieża oraz Ghurków, indyjskich górali walczących dla Wielkiej Brytanii. Oczywiście nie zastanawia się nad tym, że Gwardia Szwajcarska to oddział opierający się na religii i miłości do katolicyzmu – jak mogliby zdradzić papieża? Ghurkowie za to nie byli oddziałami najemników tylko ochotnikami, zaciągającymi się również do angielskiej armii po zdobyciu przez Indie niepodległości. Mentorski ton pana Janusza zagłusza jednak w wielu czytelnikach głos mówiący „zweryfikuj to, sprawdź”.
Kolejna teorią pana Janusza jest pochodzenie swastyki na samolotach fińskiego lotnictwa od roku 1918, według której swastyka była tym znakiem z powodu posiadania własnych samolotów przez niemieckich ochotników służących w fińskim lotnictwie. Niestety prawda jest całkiem inna, w 1918 niemieccy ochotnicy ani zapewne nawet Adolf Hitler nie wiedzieli czym jest swastyka. Finowie przejęli ją od herbu Ericha von Rosen – ofiarodawcy pierwszego samolotu dla powstających sił lotniczych Finlandii.
Niby taka anegdota, ale pokazuje to wiarygodność wypowiedzi JKM. Tak jak śpiewka o amerykańskich poborowych (pomimo faktu, że w USA nie ma czegoś takiego jak pobór, wszyscy żołnierze to zawodowcy).
Tak czy inaczej, pomyślcie o Wojsku Polskim, które daje ogłoszenie do gazety: „żołnierzy wynajmę”, wybiera sobie oddział aborygenów, a Polska zostaje zaatakowana przez Rosję. Jak zachowają się aborygeni? To już nie moja broszka. To nie ja o to postuluję.
