Archiwum dla 'Linux'

Mandriva 2010.0 One – rzut oka

napisane Listopad 17, 2009, 00:01, w Linux.

Nowy komputer oznacza dla mnie nowe możliwości. Obecna maszyna w porównaniu z poprzednią jest jak północnokoreańska rakieta międzykontynentalna, jak Ludwik Dorn poza PiS-em, jak polski pociąg jadący 100 kilometrów na godzinę. Nie da się w to uwierzyć, póki się tego nie zobaczy. Ja zobaczyłem i zamarłem z zachwytu. W końcu wszystko działa tak szybko, jak powinno. Pierwsza myśl – nawet KDE nie będzie ciąć jak na pokazie slajdów. (więcej…)

Linux for human beings

napisane Czerwiec 7, 2009, 00:01, w Linux.

Aż sam się zdziwiłem, że Linux może być taki sympatyczny. Co prawda nadal podtrzymuję opinię, że kompletnie nie nadaje się na pierwszy system dla dziecka, które dostaje komputer na komunię, jednak dla osób bardziej obeznanych z samym Windowsem może być bardzo miłą alternatywą. Ale po kolei.

Od zawsze używam Windowsa. Przyzwyczaiłem się do niektórych niedoróbek, jednak XP jest bardzo dobrym systemem, pomimo narzekań internetowych „ekspertów”. W ciągu kilku lat pracy na nim, zawiesił mi się kilka razy (co ciekawe – Ubuntu w czasie kilku godzin też załapało parę zwiech, na szczęście w dość starych wersjach systemu). Mnogość oprogramowania, wyjątkowa łatwość użytkowania, to podstawowe cechy. W międzyczasie miałem kilka przygód z Linuksem, jednak kończyły się dość szybko, zazwyczaj za sprawą niedziałających sterów do neostradowego modemu.

W ostatnim czasie znowu naszła mnie ochota wypróbować jakąś dystrybucję Linuksa. Spowodowane było to w dużej mierze chęcią poznania czegoś nowego oraz pracy na czymś, co nie będzie włączało Firefoksa w dwie minuty. W końcu mój komputer to rakieta nie jest – Duron 1200, 768 mega RAM-u, GeForce 2 64 megabajty.

Innym pośrednim powodem był nadmiar czasu i spowodowane nim ciekawe (dla mnie) rozważania. Zastanawiałem się bardzo hipotetycznie, jak wyglądałyby komputery w biurze Wspólnej Inicjatywy Rozwoju, gdyby takowe miało kiedykolwiek w przyszłości powstać. Oprócz używania tam otwartych standardów takich jak Open Document, stwierdziłem, że ze względu na koszty jedynym wyjściem jest użytkowanie Linuksa, nie Windowsa. Miałem naprawdę dużo wolnego czasu i doszedłem do różnych konkluzji, między innymi do wyboru dystrybucji.

Linux w biurze, jak i na komputerze domowym musi być oczywiście banalnie prosty. Mówię tu o systemie do pracy, nie do zabawy pokroju najnowszych gier. Oprócz prostoty musi oferować stabilność, nawet kosztem najnowszych wersji programów. Nikt nie chce postawić Fedory w biurze i pewnego dnia stwierdzić, że zapomniał zrobić backupu, co okazało się złym rozwiązaniem ;) Pamiętajmy, że w biurach organizacji ani w normalnych sytuacjach domowych nie mamy pod ręką kogoś obeznanego z pingwinem, kto w razie wysypania się środowiska graficznego albo systemu plików od razu wszystko naprawi. Na domowych pecetach Linux ma być prostym zamiennikiem Windowsa, w biurach prostym, darmowym systemem.

Po takich przemyśleniach na placu boju pozostało openSUSE i Ubuntu. openSUSE pewnie dlatego, że przez pewien czas je miałem i powaliło mnie prostotą obsługi. Może nie był to szczyt stabilności, szczególnie na moim słabszym sprzęcie, jednak faktycznie wszystko dawały nam graficzne konfiguratory. Centrum sterowania, każde menu, genialne „one-click-install”. Niestety przerzuciłem się na Ubuntu z racji wymagań sprzętowych susła. I tu kolejna niespodzianka – system stabilny dzięki wersjom programów z repozytoriów Canonical, prosty w obsłudze.

Na moim komputerze po instalacji Ubuntu niewiele pozostało mi do zrobienia. Za pomocą kilku kliknięć system sam zainstaluje nam odpowiednie sterowniki karty graficznej, dźwięk działa „z pudełka”, w miarę sensowny zestaw oprogramowania. Za pomocą Dodaj/Usuń, dodałem sobie Flasha, Javę, Rhythmbox pobrał sam kodeki. W parę chwil miałem gotowy system. Nic tylko używać, w sam raz dla osób początkujących. Niemal genialne.

A tu zrzut mojego pulpitu:

Kompletnie zmieniłem zdanie o Linuksie. Ubuntu 9.04 czy openSUSE 11.1 mogą naprawdę bez przeszkód stanowić zamiennik Windowsa. Dla mnie pozostanie na razie tylko zabawką, z racji mojego uwielbienia dla Mirandy oraz chęci pogrania w te nieliczne gry, które chcą u mnie działać ;)
Na blogu pojawia się dziś kategoria „Linux” oraz można się spodziewać tu moich odkryć, które mogą się przydać zielonym w tej dziedzinie, tak od nooba dla noobów ;)