Archiwum dla 'Dziennik'
Przerwa
napisane Styczeń 24, 2010, 00:23, w Dziennik.
Tak. Znowu na tym blogu zrobiła się dziura jak na A4 po zimie. Niestety nic nie wskazuje na to, że do końca stycznia pojawi się coś nowego. Uderzam się w moją wątłą pierś i posypuję głowę popiołem. Ba, pomysłów na notki mam nawet sporo. Znowu mam chęci. I znowu na przeszkodzie staje mi to, co zazwyczaj – sesja. System eliminacji studentów znowu jest aktywny, więc priorytety ustalają się same. (więcej…)
Nikt nie będzie rozklejał reklam!
Zasady to zasady. Jeżeli wiata przystankowa służy mieszkańcom miasta, to można powiedzieć, że jest wspólnym dobrem. Wychowałem się w III RP, więc siłą rzeczy ominęło mnie myślenie z czasów sowieckiej okupacji, że „państwowe” znaczy „niczyje”. Choć w tym przypadku nie do końca chodzi o mienie państwowe, gdyż w Bielsku wiaty nalezą (jeszcze) do Fundacji Rozwoju Miasta Bielska-Białej. (więcej…)
Życzenia świąteczne
W naszym kraju zdecydowana większość ludzi obchodzi święta Bożego Narodzenia. Nawet taki ateista jak ja ubierze choinkę i zje ze smakiem barszczyk, po czym stoczy bój, w którym przeciwnikiem będą ości karpia. (więcej…)
Nowy komputer
Pora wyjaśnić tą twórcza niemoc, która zapanowała na blogu. Jak napisałem poprzednio, początkiem września wybrałem się na koncerty Sabatonu. Po moim powrocie do domu czekała mnie niezbyt przyjemna niespodzianka. (więcej…)
Czas na Always Remember Tour
Nadszedł czas na wyruszenie w trasę. Sabaton po raz kolejny przyjeżdża do Polski. Osobiście wybieram się na trzy z sześciu koncertów:
- 02 września – Zielona Góra,
- 04 września – Siemianowice Śląskie,
- 06 września – Strękowa Góra.
Palić trawkę, ale się nie zaciągać?
Trawka to dość popularna używka w polityce, Bill Clinton palił, ale się nie zaciągał, Donald Tusk też lubił czasem zagrać w zielone. Publiczne wyznania o swoich przygodach z miękkimi narkotykami im nie zaszkodziły. Bill Clinton podczas kampanii prezydenckiej, gdy wyszło na jaw, że ma empiryczne doświadczenia z marihuaną, tłumaczył że co prawda palił, ale się nie zaciągał. Wybory prezydenckie wygrał. Donald Tusk stwierdził, że też popalał w przeszłości. Komentarze były przychylne, premier stał się bardziej ludzki dla sporej części społeczeństwa. (więcej…)
Gaz w KDT
“Gaz, gaz, gaz na ulicach” śpiewał swojego czasu Kazik Staszewski, czym zyskał sobie sporą popularność. Dzisiaj od rana na swoją sławę pracują handlarze z warszawskich Kupieckich Domów Towarowych. Sława to wątpliwa, gdyż zdobywana w wyniku bandyckich starć z Policją, zacietrzewienia i samozaparcia w łamaniu postanowień sądu i warszawskiego magistratu, oraz wdychania gazu łzawiącego, wpuszczonego do ostatniej twierdzy straganiarzy, którą jest blaszak na placu Defilad. (więcej…)
Semestr czwarty zakończony
Są takie dni w życiu, których się nie spodziewamy. Ja zaliczam do nich dziś dzień, w którym zakończyłem tegoroczną sesję letnią. Przekonany po egzaminie z prawa pracy, że dwója to szczyt moich możliwości, zaopatrzyłem się w kodeks pracy i ruszyłem na uczelnię celem poprawy oceny. Wykładowca chyba nie zrozumiał moich oczekiwań, gdyż bez uprzedzenia zaliczył mi egzamin na 4,0. Nie za bardzo wiem, jak to się stało, jednak fakt to fakt – sesję letnią, jak i semestr czwarty uznaję za oficjalnie zakończony
(więcej…)
Sprawiedliwość zaczyna się od jednego grosza
Zapewne większość z Was spotkała się z historią pewnej kioskarki, która została wczoraj (26.06.2009) skazana przez łódzki sąd rejonowy na zapłatę 130 PLN grzywny i 170 PLN kosztów procesowych. Za co? Za fakt niewystawienia paragonu z kasy fiskalnej za usługę ksero. Wartość usługi wynosiła 30 groszy, podatek z tego to 5 groszy. Niewystawienie paragonu skutkuje de facto uszczupleniem wpływów państwa za daną usługę. (więcej…)
Wizyta w starostwie powiatowym
Dzień w dzień odkrywam coraz straszniejsza prawdę, o rzeczywistości jaka mnie i nas wszystkich otacza. Wczoraj zetknąłem się z urzędem, konkretnie Starostwem Powiatowym w Bielsku-Białej. Nie bywam w takich instytucjach, co najwyżej dawno temu byłem na komisji wojskowej. Poszedłem więc poznać wielki świat biurokracji, w celu dowiedzenia się czegoś więcej o zakładaniu stowarzyszenia (Wspólna Inicjatywa Rozwoju). O założeniu stowarzyszenia zwykłego powiadamia się starostę, tak więc cel raczej obrałem odpowiedni.
Razem z trzema innymi zacnymi członkami WIR-u weszliśmy do starostwa. Połysk, szkło, biurka niczym prosto ze sklepu a ludzie w garniturach, zapowiadał się wyższym poziom obsługi interesanta.
Pierwsze kroki skierowaliśmy do Punktu Obsługi Mieszkańców (albo jakoś tak, nie pamiętam dokładnie nazwy, ale sens zostaje zachowany). Podszedłem do człowieka za okienkiem i zapytałem grzecznie gdzie tu można dowiedzieć się czegoś w sprawie założenia stowarzyszenia zwykłego. Facet zaczął się na mnie gapić, po czym rozłożył ręce. Na początku pomyślałem, że ten gest rozerwał mu struny głosowe, bo dobrą chwilę trzymał te rozłożone ręce przed sobą i nic nie mówił. Patrzył na mnie, patrzył, aż w końcu stwierdził, że nie ma pojęcia, ale żeby iść do pokoju 214. Poszliśmy więc.
Oddział wojewódzkiego urzędu pracy oraz punkt informacyjny EFS. Tabliczka na drzwiach niekoniecznie sugerowała, by w tym pokoju zajmowano się stowarzyszeniami. Wszedłem jednak po pewnej chwili wahania. Kolejny elegancki pan równie elegancko wyśmiał osobę, która mnie do niego skierowała. Zasugerował również, że pokój 214 może być w bloku B. Oczywiście go tam nie było.
Zeszliśmy na dół do kolejnego punktu informacyjnego. Koleżanka Barbara przemówiła do kobiety w okienku, niestety ona w ogóle nie wiedziała, o co chodzi. Odesłała nas do „skrzynki podawczej”. Okazał się nią info-kiosk z ekranem dotykowym. Szkoda tylko, że wypełniony był jedynie ofertami pracy. O stowarzyszeniach oczywiście nic.
Ostatnia deska ratunku to powrót do Punktu Obsługi Mieszkańców. Po dłuższej wymianie zdań dowiedzieliśmy się, że oni się tym tu nie zajmują, i że mamy iść do sądu na Bogusławskiego. Ale do cholery, my się nie chcemy wpisywać do KRS.
Wyszliśmy ze starostwa z wiedzą taką jak przed wejściem.
Niekompetencja osób, na które płacimy podatki, jest porażająca. Żeby nikt tak prostych rzeczy nie wiedział w instytucji, która się tym zajmuje? Wiedziałem, że takie rzeczy się zdarzają, jednak konfrontacja z takimi ludźmi w rzeczywistości boli zdecydowanie bardziej niż w opowieściach.
