Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda ochrona zabytków w Polsce? Dla mnie do niedawna sprawa była prosta i logiczna – jest zabytek, to się go nie rusza, tylko konserwuje. I tyle. Rzeczywistość okazała się zdecydowanie inna.
Wypoczynkowa dzielnica Bielska-Białej, czyli Cygański Las pod koniec XIX wieku była osobną wsią. Bielscy potentaci włókienniczy oraz inni zamożni mieszkańcy miasta chętnie budowali tam sobie domy, obecność lasów, czystego powietrza, idealne miejsce na wypoczynek. Jedną z takich osób był Karl Hauptig, właściciel bielskiej pralni wełny, który w 1888 roku przy ulicy Olszówki 27 buduje małą willę.
W XXI wieku willa jest własnością gminy Bielsko-Biała, mieści się w niej bielski Sanepid. W okolicach 2006 – 2007 roku gmina sprzedaje willę prywatnej osobie. Zastrzega w przetargu, że willi nie będzie można zburzyć. Inwestor składa jednak prośbę do wydziału architektury o pozwolenie na wyburzenie, dostaje odpowiedź odmowną. Nie zraża się i pisze odwołanie do wojewody śląskiego (tak, z Katowic). Wojewoda oczywiście wyraża zgodę. Willa wpisana była do gminnej ewidencji zabytków, a nie do rejestru zabytków. Willa zostaje zburzona.
Jak tu człowieka może szlag nie trafić? Wojewoda śląski pomimo sprzeciwu miasta, miejskiego konserwatora zabytków i mieszkańców Bielska-Białej lekką ręką zakreśla podpis na decyzji o wyburzeniu zabytku. Czy jeszcze ktoś ma wątpliwości, dlaczego w Bielsku nie lubi się ogółu Górnego Śląska? Mamy tu przykład lekceważenia lokalnych struktur samorządowych. Skandalicznego lekceważenia.
Z drugiej strony widzimy beztroskę miasta. Nikt nie zadbał o wpis do krajowego rejestru zabytków, który pozwoliłby ochronić willę. Gminna ewidencja zabytków to nic innego jak nic niewarta lista. Ale czego można spodziewać się po władzach miasta, które prowadziły walkę z ministerstwem o wyburzenie zabytkowej szkoły z 1880 roku po to, aby poszerzyć drogę przelotową z Katowic do Szczyrku? Wystarczy nadmienić, że droga przelatuje przez ścisłe centrum miasta i tworzą się na niej kilometrowe korki. A miasto zamiast wyprowadzić z centrum ruch, jeszcze bardziej go tu kumuluje (sic!).
W jakim kraju ja żyję? Z każdym dniem utwierdzam się w przekonaniu, że do bycia politykiem nie trzeba mieć żadnych zdolności. A osoba ze zdrowym rozsądkiem mogłaby zastąpić z powodzeniem z 10 lub 20 „dygnitarzy”.