Kościół otrzeźwia

Obiecałem sobie, że na blogu nie będzie już notek o Kościele. Każdy niech sobie wierzy w co zechce, mi nic do tego. Ja jestem niewierzący i na co dzień kompletnie mnie religia nie obchodzi. Całkowita obojętność, na krzyże nie pluję, Koranu nie podpalam, nie wnikam, jakie nakazy dostają wierzący w kościołach. Gdy Kościół decyduje się jednak ingerować w moje życie, sprawa staje się niemal honorowa.

Ostatnio nawet w pewien sposób zacząłem doceniać księży, bo już całkiem dawno nikt nie grzmiał z ambony, jak ma być urządzona ultra katolicka Polska. Nawet jeżeli dawali wytyczne, to optymistycznie zakładam, że tylko wiernym i tylko w kościołach, co automatycznie wykluczało mnie z adresatów. Każda polityka tolerancji musi się kiedyś zakończyć, więc i tym razem zostałem uraczony wskazówkami dotyczącymi mojego życia.

Gdyby były to tylko wskazówki (zrób tak a tak bo spłoniesz w piekle poganinie!) to nawet bym się nie zastanawiał o co chodzi, to ich prawo nawracać kogo się da. Oprócz wskazówek dostajemy też jednak apel o działania, które dotkną wszystkich, nie tylko katolików. I w tym momencie „pałka się przegięła”. Apel Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości ma na celu przekonanie władz, że pić nikt nie będzie. Alkohol najlepiej zbanować. Każdemu.

Biskupi wystrzelili ze swoimi pomysłami na uczynienie Polski krajem bez procentów. Proponują ograniczenie ilości miejsc gdzie można kupić małe jasne (a czasem duże czyste), alkohol wyrzucić ze stacji benzynowych, a także zakazać sprzedaży szatana w butelce pomiędzy 22:00 a 08:00 rano. Zastanówmy się krótko nad pomysłami i ich uzasadnieniem.

Założenia mają szczytne oczywiście, też bym chciał, żeby dzieciaki z osiedla nie katowały Amareny nad rzeką. Chciałbym, aby pijani dżentelmeni nie zatruwali mojej przestrzeni życiowej. Wolałbym, aby nawaleni bohaterowie nie lali żon do nieprzytomności. Na boga, nie w taki sposób!

Zespół Episkopatu nie zna się na zarządzaniu państwem, więc niczym aktywny laik uderza z grubej rury i bez pomysłu: jeżeli jest 5 sklepów monopolowych i kupuje tam 5 osób, zamknijmy 4 sklepy, pić będzie tylko jedna osoba. Słysząc takie rozumowanie można nabawić się migreny. Cóż da ograniczenie ilości punktów? Większy zysk dla tych, które pozostaną. Nie jest problemem wyskoczyć po piwko choćby do centrum miasta. Czy to powstrzyma kogoś przed kupnem „dubeltówki”? Zdecydowanie nie.

Likwidacja alkoholu na stacjach benzynowych usunie tylko ten produkt na noc, kto w dzień kupuje piwo na stacji, przepłacając? Jeżeli dodamy do tego zakaz sprzedaży w nocy, wyłania się nawet jakiś zamysł: alkohol tylko w dzień i w kilku miejscach. Oczywiście nic to nie da, ale dla biskupów będzie to sukces: hej, nikt nie kupuje w nocy i jest dalej do sklepu, liczba pijących musi spaść! W dodatku może wzrosnąć liczba wypadków samochodowych: ktoś, kto w trakcie imprezy wychodził do monopola pod blokiem po flaszkę, teraz będzie wsiadał za kółko, żeby pojechać do monopola na innym osiedlu. Zastanawiam się, czy w tym zespole są jacyś specjaliści, czy też trafiają tam ludzie z łapanki.

Na razie ja wyciągam jeden wniosek: nie łączy mnie nic z Kościołem, ale dostałem przez niego bana na alkohol w nocy i muszę robić zapasy za dnia. Skuteczność zerowa, ale spójrzmy na argumentację.

„Spożywanie alkoholu to główna przyczyna śmierci i długotrwałego kalectwa”. Nie mam pojęcia skąd takie dane, aczkolwiek ja zatrucia etanolem nie stawiam na pierwszym miejscu w Polsce pod względem liczby zgonów. Podobnie z kalectwem, bardziej obstawiam wypadki samochodowe, ale może faktycznie to piwo jest najgroźniejsze. Zaczynam się bać kandyzowanych wiśni w likierze. Choć w to, że to główne źródło przemocy w rodzinie, mogę uwierzyć. Faktycznie możliwe, że najczęściej mąż bije żonę po kilku flaszkach, a nie na trzeźwo.

Zachęta Kościoła do abstynencji często wzbudza kontrowersje i sprzeciw. Wynika to z niezrozumienia, czym jest abstynencja i jak wielką wartość niesie. W wymiarze religijnym abstynencja jest wynagrodzeniem Bogu za grzechy związane z alkoholizmem. W wymiarze duchowym abstynencja odkrywa przed nami nowe możliwości i życiowe szanse, dzięki czemu stajemy się dojrzalszymi ludźmi. Abstynencja pozwala nam przezwyciężać egoizm i podejmować troskę o bliźnich. Jest też znakiem sprzeciwu wobec towarzyskiego przymusu picia, a zatem również jasnym przykładem dla innych.

Abstynentem nie jestem, więc czego dowiaduję się o sobie? Nie rozumiem co to ta abstynencja jest, nie odkrywam swoich życiowych szans(?), jestem niedojrzałym egoistą mającym gdzieś bliźnich. A dlaczego piję? Bo to towarzyski przymus, nie chcem, ale muszem. W zasadzie nie za bardzo wiem jak to skomentować. To, że lubię czasem wypić dobre piwo (Pilsner Urquell ftw!) lub dwa, czyni widocznie ze mnie świnię bez skrupułów. Co smutne, nie twierdzą tak nawiedzeni pastorzy rodem z USA, ale wykształceni duchowni z Europy.

Gdyby ten list adresowany był tylko do wierzących i miał formę apelu do nich, aby powstrzymali się od kupowania alkoholu – nie ma problemu. W swoim gronie róbcie co chcecie, ja nie mam prawa ingerować. W drugą stronę jednak to nie działa. A szkoda. Mam nadzieję, że to tylko wyskok tego zespołu, a nie oficjalne stanowisko całego Kościoła.

Kościół nie ma wielkich tendencji reformatorskich. Od wieków zakaz trzyma się najlepiej. A co dzisiaj możemy zrobić z alkoholizmem? Wysokie kary i odbieranie licencji na sprzedaż alkoholu za jego upłynnianie nieletnim. Likwidacja zasiłków dla alkoholików, którzy i tak je przepijają. Przymusowe leczenie dla takich delikwentów + prace, dzięki którym zarobią oni na swoje terapie. Kampanie społeczne, odpowiedzialne podejście producentów do reklamy i sponsoringu np. imprez sportowych. W sądach zaprzestanie traktowania upojenia alkoholowego jako okoliczności łagodzącej dla sprawców przestępstw, a uczynienie z tego dodatkowej kary.

Jest mnóstwo sposobów na walkę z alkoholizmem, nie tylko wśród ateistów. Kościół jednak tnie równo z trawą nie tylko swoich, ale wszystkich. Jeżeli chce zajmować się polityką, niech to robi przez PiS albo LPR, wtedy będziemy dyskutować na gruncie polityki. Jeżeli jednak chce formować na swoją modłę nawet ateistów, sam wyciąga przed bykiem czerwoną płachtę. Całkowicie niepotrzebnie.

Dodaj do:
  • RSS
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Digg
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz
  • Live
  • Twitter

6 komentarzy

  1. Łukasz Tkacz pisze:

    Zgadzam się z Twoją krytyką. Sam jestem abstynentem z własnego wyboru – po prostu spróbowałem i stwierdziłem, że alkohol mi nie podchodzi (i nie była to wcale próba typu picie do nieprzytomności) – ale nie mam nic do tego, że inni „piją” i wcale mi to nie przeszkadza. Idąc do baru / pubu ja po prostu mogę wziąć wodę, sok, herbatę i jeżeli ktoś na mnie patrzy się jak na idiotę, to świadczy tylko o jego poziomie intelektualnym. No ale nie o tym miałem mówić ;)
    Alkohol podobnie jak wszystko inne jest dla ludzi, oczywiście co niektórzy nie potrafią zachować umiaru, ale to przecież nie przekreśla całego społeczeństwa!
    Chciałbym również zauważyć, że Kościół, który upoważnia się do regulowania takich kwestii, sam nie potrafi zadbać o porządek w swoich szeregach związany nie tylko z problemem alkoholizmu, ale i np. łamania celibatu, czy jeszcze gorszych afer. Tak więc gdyby iść tym tokiem, to świecka część państwa powinna już dawno zabronić kapłaństwa, ponieważ potencjalnie jest ono szkodliwe dla nieletnich (afery dotyczące molestowania).
    W „coś” wierzę, ale nie zgadzam się z Kościołem Katolickim i od dłuższego czasu wypieram się przynależności do niego, tak więc również jest bardzo zniesmaczonym tym faktem, że apel uderza we wszystkich.

  2. Pijący księża to nawet temat na bardziej rozległą notkę, i nie mówimy tu o rozcieńczonym winie mszalnym, ale trunkach wysokoprocentowych. Wiadomo, że ksiądz to tez człowiek, ale czy wierni nie powinni wymagać więcej od „pasterza”?

    Choć Arthur Schopenhauer, który moralizował ludzi, zapytany czemu pije wódkę i korzysta z usług prostytutek odpowiedział „A czy drogowskaz musi pójść do miasta?” ;)

  3. Amarthe pisze:

    Łukaszu, przypomnę Ci, że Kościół to ludzie. Zwykli ludzie ze swoimi wadami, słabościami i grzechami. Kościół to nie zbiór chodzących ideałów. Bardzo łatwo jest krytykować i oceniać ludzi. Idąc Twoim tokiem rozumowania państwo powinno zabronić wszystkiego bo potencjalnie wszystko jest szkodliwe, a już szczególnie dla nieletnich.

    Konstruktywna krytyka była, jest i będzie potrzebna Kościołowi. Zgadzam się, że Zespół Episkopatu Polski uderzył z grubej rury i trochę bez pomysłu. Kościół powinien zachęcać, a nie przymuszać. Skoro abstynencja wzbudza liczne kontrowersje i sprzeciw co wynika z niezrozumienia czym ona tak właściwie jest to czy nie lepiej rozmawiać z ludźmi? Uświadomić ich, że to nie zło konieczne i przekonać do dobrowolnego zrezygnowania z alkoholu? Poza tym jak ktoś nie związany z religią katolicka może odkryć bogaty wymiar duchowy abstynencji?

    Jako katolik nie jestem wstanie stwierdzić czy jest to oficjalne stanowisko Kościoła czy też tylko pomysł Episkopatu. Co ciekawe ja dowiedziałam się o tym nie z ambony kościelnej a z internetu.

    Wszystkich urażonych w imieniu Kościoła przepraszam.

  4. Kk jak każda organizacja religijna (lub przedsiębiorstwo) walczy o wiernych (lub wpływy/nowe rynki). Metod jest bardzo wiele, a praktyki akurat Oni mają ponad 2000 lat…

  5. Nie wiem jak Ciebie Jakubie, ale mnie to oni z każdym dniem coraz bardziej zniechęcają, niż pozyskują ;)

  6. Niby czym mają mnie pozyskiwać? :) Jakoś tego nie widzę…

Zostaw komentarz