Dzisiaj obchodzimy już 66 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Uważni czytelnicy mojego bloga zauważą, że może pomijam inne wydarzenia, ale co roku 1 sierpnia nie odpuszczam notki o kolejnych rocznicach zrywu Warszawiaków (i nie tylko ich!). Według mnie, Powstanie oprócz Święta Konstytucji 3 Maja to najbardziej niedoceniane wydarzenie w kraju, warto więc o nim przypomnieć.
Odpuszczę tu podawanie faktów w stylu daty, godziny wybuchu czy czasu trwania, bo nieznajomość takich rzeczy jest powodem do wstydu, i skłania do nadrobienia braków, chociażby na Wikipedii. Mam w sobie przeświadczenie, że wszyscy wiedzą co, jak i gdzie, choć patrząc na obecny poziom na przykład gimnazjów, jestem w stanie uwierzyć, że są ludzie łączący Powstanie Warszawskie z 1 września 1939 albo inną datą.
Cieszę się, że w ostatnich latach coś drgnęło, o Powstaniu jest jakby głośniej. Mamy jego świetne muzeum (na powstanie którego naciskał nielubiany przez mnie Lech Kaczyński, co trzeba mu oddać), w telewizji coraz więcej materiałów o tym wydarzeniu, powstają rekonstrukcje historyczne itd. Być może to skłoni ludzi do zainteresowania się tym wydarzeniem, bo tragicznie prowadzone lekcje historii w szkołach raczej mają na to nikłe szanse. Takie czasy, że szkoła nie uczy, a jej rolę przejmują na przykład komiksy o Powstaniu. Upadek edukacji czy świadomości narodowej?
O słuszności wybuchu powstania można dyskutować długo i obficie. Niezależnie jednak od poglądu na tę kwestię, należy oddać Powstańcom, że dla swojej Ojczyzny rzucili się z butelkami benzyny na najlepszą armię ówczesnego świata. Walki trwały prawie miesiąc dłużej niż opór Niemcom stawiała dumna Francja z pomocą Brytyjczyków. Sam Himmler uznał walki na ulicach stolicy za tak ciężkie, jak w Stalingradzie. Ile wysoko postawionych osób dzisiaj zdecydowałoby się na coś takiego, skoro politycy w trosce o Ojczyznę najbardziej boją się sondaży wyborczych?
Wspomniałem już o komiksach, dodam też muzykę. Dzisiaj premierę w TVP1 ma teledysk Sabatonu do utworu Uprising (Powstanie). Gra tam na przykład Mateusz Damięcki, Peter Stormare (znany na przykład z Prison Break) czy Waldemar Skrzypczak, nasz były głównodowodzący w Iraku. Polecam obejrzeć, niedługo pewnie na YT, dzisiaj w TVP1 o 12:47, 16:48, 22:29 i 00:27.
Mam nadzieję, że dzisiaj nikt nie przejdzie obojętnie wobec tej rocznicy i ofiary Powstańców, szczególnie o godzinie 17:00.
Cześć ich pamięci!





Chyba pierwszy raz się z Tobą nie zgodzę, jeśli chodzi o sprawy polityczno-historyczne (zazwyczaj myślimy dość podobnie).
W mojej ocenie to powstanie było totalną porażką, tak naprawdę to nic ale to nic nie zyskała Polska ani naród. Wolałbym osobiście abyśmy bardziej świętowali te kampanie, bitwy i powstania (tylko jedno), które rzeczywiście udało się wygrać – bo to są prawdziwe wzorce!
Zgadzam się za to, że szkoła uczy historii i innych przedmiotów coraz gorzej… My możemy sobie dyskutować o powstaniu – Ty świętujesz, ja oceniam negatywnie ale możemy porozmawiać. Przeciętny gimnazjalista albo licealista po pierwsze nie będzie do końca wiedział o co chodzi, a po drugie może nie zrozumieć zupełnie problemu, a po trzecie powiem nam, że ma lepsze pomysły na rozmowę i spędzanie czasu
Z drugiej jednak strony mogę jeszcze przyznać, że Muzeum Powstania to była bardzo dobra inicjatywa i przynajmniej dzięki temu mam za co chwalić LK. Pamięć uczestników powstania trzeba czcić, a ich dowódców porządnie ocenić…
To że Powstanie nie dało nam politycznie nic, wiemy teraz. Należałoby jednak cofnąć się do 1944 roku, wtedy kilkudniowe walki na ulicach wsparte po pewnym czasie Armią Czerwoną miały sens. Sowieci jednak zatrzymali się i wtedy plan spalił na panewce. Czy w tamtych dniach można było być pewnym, że tak się stanie? Teraz możemy chyba tylko dywagować.
Po pierwsze chciałem powiedzieć, że trzeba rozróżnić dwie sprawy:
1) jak oceniamy sens powstania, jego organizację itd.
2) czy lepiej jest świętować i ekscytować się rocznicami wygranych bitew i powstań, czy lepiej organizować wielkie fety narodowe z okazji klęsk i upadków…
Ad 1. O tym już pisałem – powstanie według mnie nie miało sensu i było totalnie nieprzemyślane. Od tego są dowódcy aby wszystko zaplanować i przekalkulować – jak widać zabrakło tego trochę w tym przypadku… Według materiałów, które czytałem wynikało, że nie bardzo mieli się co spodziewać pomocy ze strony Rosjan. Raczej poza walką z Niemcami chodziło o pokazanie Rosjanom – „kto tu rządzi” – no i pokazali…
Ad 2. Już od szkoły (czasu kiedy intensywnie poznawałem historię) nie mogłem zrozumieć dlaczego bardziej świętowaliśmy 1 września albo wybuch i upadek 63(66)-dniowego powstania warszawskiego niż zakończenie I albo II wojny – nawet w postaci umownej daty. Po jeszcze większym uświadomieniu zacząłem się zastanawiać, czemu nie obchodzi się radośnie jedynego (dużego) wygranego polskiego powstania – powstania wielkopolskiego z 1918 r. (bo o mniejszym też wygranym powstaniu wielkopolskim z 1806 roku to już praktycznie nikt nie pamięta). Itd. itd.