Nikt nie będzie rozklejał reklam!
Napisane: 6 stycznia 2010, 00:01, w Dziennik.
Zasady to zasady. Jeżeli wiata przystankowa służy mieszkańcom miasta, to można powiedzieć, że jest wspólnym dobrem. Wychowałem się w III RP, więc siłą rzeczy ominęło mnie myślenie z czasów sowieckiej okupacji, że „państwowe” znaczy „niczyje”. Choć w tym przypadku nie do końca chodzi o mienie państwowe, gdyż w Bielsku wiaty nalezą (jeszcze) do Fundacji Rozwoju Miasta Bielska-Białej.
W niedzielę wieczorem (około 22:10) czekałem na Alę na przystanku pod IV komisariatem Policji w Bielsku-Białej. Kiedy przyjechała, ruszyliśmy do domu bo ciemno, zimno i późno. W tym momencie pod przystanek wjeżdża auto oblepione reklamami szkoły nauki jazdy. Zatrzymałem się więc, bo ze środka wypada nerwowo jakiś młodzieniec. Rozgląda się, podbiega do wiaty przystankowej, nakleja plakacik reklamujący ową szkołę, po czym wskakuje do auta i rusza. Wystrzelił dość nerwowo, bo na zakręcie nosiło go, jakby jeździł na łyżwach. Potańczył trochę pojazdem na lodzie i zniknął. Ciekawe czy w tej szkole uczą wyprowadzać auto z poślizgu
Nawet nie skupiłem się, co to za auto było. Na pewno białe. Dopiero teraz dociera do mnie, że jak nauka jazdy to pewnie Yaris (w Bielsku na takich egzaminuje WORD, więc każda szkoła chce uczyć na Yarisach). Tak czy inaczej, wzburzyło mnie to tak, że odruchowo skupiłem się na zapamiętaniu numerów pojazdu. Nawet nagraliśmy je na dyktafon w telefonie, aby ich nie zapomnieć
Na przystankach bez zezwolenia nie można rozklejać reklam.
Pomyślałem prosto – jak ja nie zareaguje, to kto to zrobi? Sprawa błaha, bo w końcu kto zawracałby sobie głowę tym, że ktoś przykleja jakąś kartkę na przystanku, którego nawet nie jestem właścicielem. Ja mam za to taki pogląd, który uwzględnia teorię wybitych szyb. Uważam, że może to dla wielu nie jest warte zawracania sobie głowy, ale zasady zobowiązują, jak mawiał klasyk. Jeżeli nie wolno, to nie wolno. A ktoś takie rzeczy musi zgłaszać. To tak jakbym wyjechał na wakacje, ktoś wypróżniłby mi się na wycieraczkę, a sąsiadów by to nie interesowało. Przystanek ma właściciela, a jeżeli on sobie nie życzy ogłoszeń, dbajmy o porządek i na jego własności. Oszczędzę już gadek o tym, jaki piękny byłby kraj, gdyby każdy szanował prawo, czy to karne, czy prywatne
Wracając jednak do spraw – pomyślałem sobie: „o ty cwaniaczku (tu nieparlamentarne słowo), przystanek będziesz zaśmiecał? U mnie w dzielnicy?”. Przeszedłem więc na drugą stronę ulicy i wszedłem do komisariatu. Podszedłem do dyżurnego i mówię „panie władzo, sprawa taka a taka, chciałem się dowiedzieć, co w takiej sytuacji się robi”. Nie wiedziałem czy to Policji zgłaszać, czy do właściciela przystanku, więc tu szukałem odpowiedzi. Czego się dowiedziałem – w zasadzie co bym nie zrobił to będzie OK. Dyżurny powiedział, że może przyjąć zgłoszenie, więc dałem mu dowód, spisał dane, numer telefonu do mnie, podałem też numery rejestracyjne. Dowiedziałem się, że dzielnicowy skontaktuje się z właścicielem wiaty i sprawdzi, czy koleś miał pozwolenie na takie rozklejanie reklam, czy też może działał bezprawnie. Pożegnałem się i poszedłem, byłem tam może z 5 minut.
Ciekawi mnie jak to się teraz potoczy. Mają mój numer, może więc zadzwonią. Albo dojadą „reklamiarza” bez informowania mnie o tym. Albo będę musiał składać zeznania. Jak tylko się to nie potoczy, pozostaje mi satysfakcja i poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Bo sprawa może mała, ale od czegoś trzeba zacząć. I nigdy nie olewać takich sytuacji. W imię zasad i hipotetycznej sytuacji w przyszłości, gdy na nasze problemy ktoś inny machnie ręką.
Jeżeli pojawi się dalszy ciąg historii, na pewno na blogu zmaterializuje się kolejna notka.
Mogą Cię zainteresować:
Komentarzy: 7 dla "Nikt nie będzie rozklejał reklam!"
Marcin Łuniewski 6 stycznia 2010, 17:44
No jak to, ktoś będzie jakieś ograniczenia na mnie nakładał?
Przecież tak być nie może, mogę robić co chce
I dlatego łamią zasady, które nie są po ich myśli.
Łukasz 7 stycznia 2010, 21:56
Ja rozumiem wybicie szyb, to tak, ale rozwieszanie reklam… Moim zdaniem, jest to strata czasu, bo jest to tak powszechne i za przyzwoleniem społeczeństwa, tak więc było, jest i będzie. Co z tego, że złapią tego gościa i zapłaci karę? albo i nie… Narobisz mu tylko problemów
Niedozwolonej reklamy na przystankach i w miejscach publicznych, tak jak piractwa nie powstrzymasz, tym bardziej tego pierwszego. Jak widać nie pomagają żadne akcje, groźba wysokich kar czy inne konsekwencje, piratami jest 95% internautów, co najmniej. Przeszkadza Ci tak ta reklama? Namawia do czegoś złego? Niszczy coś? Nie sądzę
Moim zdaniem przesadnie podchodzisz do przestrzegania zasad i mam wrażenie, że donosisz Policji jak tylko coś ciekawego zobaczysz. Wiem, jest to trochę złośliwe, może i ja przesadziłem, ale na pewno Ty z tą akcja też.
Pzdr
Amarthe 8 stycznia 2010, 20:03
Dlaczego jak spada ranga wykroczenia to większość myśli, że może być bezkarna? Poza tym zawsze zaczyna się od drobnostek, a kończy na poważnych sprawach. Skoro nikt się tym nie zainteresował i nikt mnie nie złapał jak wywieszałem reklamę to może będzie podobnie jak rozbiję szybę czy wsiądę po wpływem za kierownicę i tak dalej… Łukasz, piszesz tak bo to nie Twój przystanek i nie Twoja sprawa, ale jakby ktoś wywieszał reklamy na Twoich drzwiach to krzyczałbyś głośno, że ktoś narusza Twoje prawo i Ty sobie tego nie życzysz.
Marcin Łuniewski 8 stycznia 2010, 22:25
Widzisz Łukasz, odbierasz takie rzeczy jak wiele osób. Taka reklama przecież mi nie szkodzi, więc po co komuś robić problem, niech rozwiesza.
Pomińmy już problem własności, myślę że to zrozumiesz, jak w przyszłości pojedziesz autem do Warszawy i z rana znajdziesz kilka ton ulotek za wycieraczką
To trochę co innego ale podobne.
Pomyśl w ten sposób – ktoś nakleja plakat. Nikomu to nie przeszkadza. Wpada więc na przystanek drugi typ, zachęcony tym, że na poprzedni plakat nikt nie reaguje i nakleja swój. Potem pojawia się trzeci, czwarty, dziesiąty. Przystanek wygląda jak chlew. Chlew to chlew, ktoś robi na nim graffiti. Potem wybija szyby. Kłania się teoria wybitych szyb.
Jeżeli właściciel przystanku zgodziłby się na to – proszę, czemu nie. Ale jeżeli nie chce, to wypada uszanować jego wolę. Zakładam, że gdyby był to Twój przystanek, chciałbyś aby nikt na dziko tam nie wieszał nic, tylko płacił Ci za reklamę :]
I przypominam – nie ma czegoś takiego, jak niska szkodliwość społeczna.
Jakub Milczarek 9 stycznia 2010, 13:01
Widzę, że mamy podobne podejście do sprawy respektowania nawet podstawowych zasad…
Podobny problem jak z tym rozklejaniem reklam (niby drobnostka) mają niestety uczestnicy wielu forów dyskusyjnych, na których się udzielam. Ostatnio na GoldenLine w grupie Łódź ktoś umieścił film z youtube – niewygodny dla wielu osób ale nie łamiący prawa. Za to kilka osób i ja zgłosiliśmy, że nie podoba nam się brak reakcji moderatora na to, że film został umieszczony przez osobę anonimową – regulamin GL nakazuje posiadanie w profilu imienia i nazwiska. I oczywiście część towarzystwa naskoczyła na nas, że ograniczamy wolność słowa, że film jest ważny i nie interesuje ich to, że jest wbrew regulaminowi itd…
Żeby nie było, na pewno sam łamię jakieś większe lub mniejsze zasady ale uczciwie przyznam, że staram się to ograniczać, zwłaszcza jeśli jestem przez kogoś uświadamiany…
PrzemCio 11 stycznia 2010, 01:04
Zazdroszczę wzroku i pamięci
I cieszy mnie to, że są jeszcze tacy jak Ty.
Pozdrawiam
PrzemCio





Amarthe 6 stycznia 2010, 15:45
Haha! Na pewno każdy „porządny” obywatel posiadający pozwolenie rozwiesza nerwowo reklamy w środku nocy!
Zastanawiam się skąd ten dziwny pogląd u większości, że jak prawo czegoś zakazuje ograniczając naszą wolność i fantazję to od razu musi być złe i trzeba je naginać lub bezczelnie łamać?