Mandriva 2010.0 One – rzut oka
Napisane: 17 listopada 2009, 00:01, w Linux.
Nowy komputer oznacza dla mnie nowe możliwości. Obecna maszyna w porównaniu z poprzednią jest jak północnokoreańska rakieta międzykontynentalna, jak Ludwik Dorn poza PiS-em, jak polski pociąg jadący 100 kilometrów na godzinę. Nie da się w to uwierzyć, póki się tego nie zobaczy. Ja zobaczyłem i zamarłem z zachwytu. W końcu wszystko działa tak szybko, jak powinno. Pierwsza myśl – nawet KDE nie będzie ciąć jak na pokazie slajdów.
Koniec końców i tak postanowiłem pozostać przy wypróbowanym GNOME. Pozostało jedynie wybrać system do zabawy. Ubuntu miałem już kilka razy i za każdym nie nadawał się na biurko. Kwestia dociągania kodeków, wysypujący się Flash, brak zamkniętych sterowników i tak dalej, i tak dalej. Wszystko to dyskwalifikowało Ubuntu. Sam poradziłbym sobie z tym bez kłopotu, ale już dawno temu postanowiłem znaleźć system „dla babci i dziadka”. System, który obsłuży każdy bez konieczności szukania w internecie jak odtworzyć jego muzykę, system ma po prostu działać.
Dużo słyszałem o Mandrivie. Akurat wyszła wersja 2010.0, więc postanowiłem się jej przyjrzeć. Jeszcze kiedy nazywała się Mandrake nazywana była dystrybucją najprostszą w użytkowaniu. Istnieje kilka wersji systemu, ja zdecydowałem się na wersję One. Posiada ona w sobie dodatkowe zamknięte sterowniki, wtyczki by odtwarzać muzykę czy plugin Flasha. Wersja Free jest ich pozbawiona, gdyż zawiera tylko oprogramowanie open source. Pobrałem, wypaliłem, wrzuciłem w napęd. Czy faktycznie jest przyjazna dla każdego?
Na samym początku trzeba uruchomić Mandrivę jako LiveCD. Odpowiadamy następnie na kilka pytań o nasz kraj, czy synchronizować zegar systemowy przez internet itp. Dzięki temu dostajemy sprawny system uruchomiony z płyty, jesteśmy też gotowi do instalacji.
Instalator specjalnym cudem nie jest. Proste okienko i trochę opcji. Niestety nie dzieliłem dysku druidem z Mandrivy, jednak też nie powinien być specjalnie trudny w obsłudze. Minus dla instalatora, że czasem znikały mi krawędzie okna, czasem nakładał się na siebie tekst, nie wiem czy to wina karty graficznej, czy samej dystrybucji. Warto też odnotować, że instalator jest w pełni spolszczony.
Pingwinka zainstalowałem obok Windowsa, posiadając teraz dwa systemy. Podczas włączania komputera muszę oczywiście wybrać system, dzieje się to za pomocą ładnej planszy z logiem Mandrivy, w przypadku Ubuntu był to ekran, który nowicjuszowi kojarzył się z ekranami komputerów w amerykańskich filmach szpiegowskich lat 80 (czarny ekran i jakieś dziwne białe literki). Tutaj plus, że wygląda to tak „z pudełka”. Tak samo przejrzysty ekran logowania zostawia pozytywne wrażenie (i miło, że dodano konto gościa).
Niestety po zalogowaniu zgrzyt. Przynajmniej dla mnie. Motyw dość brzydki, w kolorach, których mój męski umysł nie potrafi trafnie nazwać. Poza tym ładna tapeta i standardowe GNOME. Domyślny wygląd nie wywołuje przyjemnego podniecenia, jednak dla standardowego użytkownika powinien być OK.
Czas więc na konfigurację. Tutaj faktycznie przychodzi na nią moment, jednak nie za bardzo jest co konfigurować. Opcji trochę mamy do dyspozycji (ale też bez przesady), jednak wszystko działa z pudełka i nie trzeba wiele z tym robić.
Internet – to chyba pierwsze, na co się zerka. Mandriva wykryła moją sieciówkę, nawet nic mi o tym nie mówiąc
Obok niej pojawił się mój modem do Neostrady, posiadam Sagem F@st 800. Tutaj okazuje się, że instalacja Neostrady jest prostsza niż w Windowsie. Wystarczy kliknąć przycisk Konfiguruj przy naszym modemie, z listy wybrać Telekomunikację Polską, wpisać login i hasło. Tyle. Liczyłem na walkę ze sterami, brakiem synchronizacji modemu, wolnym wczytywaniem stron. Nic z tego, kilka kliknięć i kilkanaście sekund później moja Neostrada chodzi jak złoto. Ogromny plus dla Mandrivy.
Sterowniki? Wtyczki, dodatki? Oczywiście. Nie musiałem nic instalować. Od razu mogłem odtwarzać pliki .mp3, przeglądać w internecie flashowe reklamy
czy cieszyć się obrazem i dźwiękiem. Po prostu włączamy system po raz pierwszy i wszystko działa. Nawet na Windowsie trzeba było mieć sterowniki do karty graficznej i dźwiękowej. Krótko mówiąc: łał!
Wszystko działa, nic nie trzeba ustawiać. Więc czy są minusy? Drobne. Jedyne co wychwyciłem to fakt, że Firefox lubi czasem wysypać się bez powodu. U mnie bodajże XSane w ogóle odmawiało włączenia się. No i ta brzydka skórka.
To w zasadzie moje krótkie przemyślenia na temat Mandrivy 2010.0 One. Jak na razie jestem bardzo zadowolony z tego systemu. To jeden z moich głównych faworytów do tytułu „System przyjazny dla każdego„.
Zobacz: Strona domowa Mandrivy.
Mogą Cię zainteresować:
Komentarzy: 11 dla "Mandriva 2010.0 One – rzut oka"
inzaghi89 17 listopada 2009, 11:05
Od Mandrivy bardziej przyjazny jest OpenSUSE. Na tym PC, którego masz teraz powinien bardzo ładnie działać. Poza tym Mandriva jest płatna (pomijając wersję One), a SUSE ładny i bezpłatny
.
Marcin Łuniewski 17 listopada 2009, 18:07
@stivo – jeżeli masz czas na instalację to polecam spróbować ponownie, też kiedyś (z 5 lat temu?) miałem podejście do tej dystrybucji i zaszła kolosalna rewolucja.
@inzaghi – suseł podoba mi się bardziej niż mandarynka, jednak tu akurat pisałem w kontekście systemu jak najprostszego, w suśle musisz na przykład kodeki instalować osobno (co może być dla kogoś trudne, nawet pomimo One Click Install).
Minio 17 listopada 2009, 20:42
Okołotematycznie — zawsze możesz spróbować Minta. To dystrybucja stworzona na bazie Ubuntu której twórcy stwierdzili że mają gdzieś czy programy są open source czy nie. Pamiętam że z miejsca odtwarzał mp3 i avi. Flashów nie pamiętam. Generalnie z jego używania miałem znacznie lepsze wrażenia niż po Ubuntu.
Marcin Łuniewski 17 listopada 2009, 21:01
Minta miałem, ba, mam do teraz z nim płytę. Nie pamiętam dlaczego, ale odpadł z zawodów dość szybko.
Killer 18 listopada 2009, 11:58
Dla mnie niemożliwością jest przesiąść się na Linuksa. Nie po tylu latach z Windowsem. Kwestia przyzwyczajenia robi swoje.
Chociaż Mandrivy nigdy nie próbowałem. Zaliczyłem dystrybucje: Ubuntu, Aurox, openSUSE.
szuman 18 listopada 2009, 14:13
na Mandrake 10.1 sparzyłem się dość mocno, potem poprawiłem niepowodzeniem z Suse 9.3 i tym sposobem zraziłem się do dystrybucji z rpm-ami.
Ciekaw jestem, jak z wydajnością flasha w tym systemie? Bo ogólnie u Linuxa ta kwestia kuleje – taki wniosek na bazie przygód z Debianem i Ubuntu.
Marcin Łuniewski 18 listopada 2009, 14:49
Osobiście do Flasha nie mam zastrzeżeń, nie muli ani nie tnie. Ogólnie flaszowe wstawki jak na Windowsie.
szuman 18 listopada 2009, 15:38
nawet jak jest ich dużo?
aha, no i istotne w kontekscie wydajności pytanie: jaka karta graficzna i procek?
Marcin Łuniewski 18 listopada 2009, 17:45
AMD Phenom II X3 720 2.8 Ghz, Radeon 4850 512 MB. Nawet jak jest dużo flaszek to nie widzę spowolnienia
szuman 18 listopada 2009, 19:26
na takim sprzęcie to faktycznie spowolnienia doskwierać nie powinny
u mnie, niestety, trochę słabiej (P4 2,6 Ghz przykręcony do 1,8 i GeForce 6200 256MB) i może być różnie – przynajmniej do czasu, aż flashem zajmie się GPU






stivo 17 listopada 2009, 02:14
Pamiętam, że jak testowałem Mandrive 2006, to nawet mi podchodziła, bo można ją było dostosować na podobieństwo Windowsa, dzięki czemu przejście byłoby mniej bolesne. Jednak dwa razy wywaliła mi się na amen podczas aktualizacji i od tamtej pory nie siadam przy linuksie..
W każdym razie Mandriva już wtedy była całkiem przyjazna.