Sprawiedliwość zaczyna się od jednego grosza

Zapewne większość z Was spotkała się z historią pewnej kioskarki, która została wczoraj (26.06.2009) skazana przez łódzki sąd rejonowy na zapłatę 130 PLN grzywny i 170 PLN kosztów procesowych. Za co? Za fakt niewystawienia paragonu z kasy fiskalnej za usługę ksero. Wartość usługi wynosiła 30 groszy, podatek z tego to 5 groszy. Niewystawienie paragonu skutkuje de facto uszczupleniem wpływów państwa za daną usługę.

Chyba wszystkie media donosiły wczoraj i dziś o tym wyroku. Nie wiem czemu, ale te, które najłatwiej było mi znaleźć były pisane raczej pod wpływem emocji, a kto wie czego jeszcze, niż za pomocą chłodnego i obiektywnego dziennikarskiego pióra. Może to dlatego, że o prawdziwych dziennikarzy dziś coraz trudniej, ale to nie na dzisiejszą przypowieść.

Znalazłem na przykład „artykuł” w elektronicznej wersji najpopularniejszej gazety w Polsce – Faktu („Skandal! Skazana za 5 groszy„). Specjaliści od ludzi trzymających kredensy, od wróżek, ufo w ogródku i tysiąca przejmujących historii znowu stanęli na wysokości zadania. Ba, nie musieli wznosić się na szczyty, ich styl jest doskonale wyrobiony. Fakt stworzył wyciskającą łzy z oczu opowieść o biednej, aczkolwiek szlachetnej bohaterce, która gnębiona jest przez bezlitosne tryby nieczułej Temidy. Niedaleko pada Pardon od Faktu, który jako typowy internetowy brukowiec również uderza w rozczulający ton („Skazana za 5 groszy! Wspaniali polscy sędziowie„). Gdzie nie spojrzeć w komentarzach internautów dominują stwierdzenia, że jak tak można, że 5 groszy, że skandal, że co to za kraj.

Znowu przychodzi mi wybić się z tego zwartego tłumu i stanąć po drugiej stronie barykady. Nawet to całkiem miłe, że moje poglądy nie idą w parze z poglądami tak licznej grupy osób. Jak już widać, podzielam w pełni decyzję sądu.

Okazuje się, że ta sprawa niczym dobra afera szpiegowska ma podwójne dno. Gdyby się dobrze przyjrzeć to znajdziemy nawet trzecie. Nazwijmy to jednak po prostu kilkoma możliwościami spojrzenia na sprawę.

Cóż wywołuje powszechne oburzenie? Odpowiedź jest oczywista – sąd skazuje za 5 groszy. Można faktycznie stwierdzić, że 5 groszy nie stanowi majątku. Przyrównując to do dochodów rocznych skarbu państwa, pozostaje nam tylko uśmiech politowania. Tą notką jednak chcę pokazać, że ten uśmiech nie jest właściwy.

Sąd wydał wyrok za niewystawienie paragonu i bardzo dobrze zrobił. Skarb państwa poniósł stratę niezaprzeczalnie. Wszyscy obrońcy kioskarki muszą zrozumieć jedną oczywistą oczywistość, prawo zostało ustanowione, żeby go przestrzegać. Nie jest ważne czy szkoda wynosi 1 grosz, czy 100 000 PLN. Uniewinnienie kioskarki stworzyłoby groźny precedens. Od tego czasu każdy mógłby oskubać Rzeczpospolitą i tłumaczyć się, że to tylko 5 groszy, to tylko 80 PLN, to tylko 500 PLN. Takie wyrok wskazywałby, że można naginać prawo aż poza jego ustawowe granice. Praktyka ta mogłaby przenieść się na inne dziedziny.

Tu dochodzimy do drugiego dna sprawy. Okazuje się, że kioskarka jest sama sobie winna. Chamstwo z mojej strony? Nie, to fakt. Sama twierdzi, że właściciel kiosku nie dał jej kodu do kasy fiskalnej, więc nie mogła nic zrobić. Sąd trzeźwo stwierdził, że skazana powinna odmówić wykonywania poleceń właściciela kiosku, które były niezgodne z procedurami. Może bała się zwolnienia, nie wiem. Kodeks pracy i sądy jednak regulują fakt zwolnienia z pracy. Niewykonanie polecenia polegającego na złamaniu prawa raczej świadczyłoby na korzyść kioskarki, a nie pracodawcy.

Tu mamy nawet trzecie dno, społeczne. Po raz kolejny objawia się stosunek społeczeństwa do państwa polskiego. Cała masa ludzi oburza się, że sąd karze za złamanie prawa. Media robią ze skazanej biedną ofiarę. Ludzie wolą wykonywać bezprawne czynności niż postawić się pracodawcy i walczyć o praworządność. Tu się oburzymy na 5 groszy, tam damy lekarzowi kopertę, przecież nic się nie stanie a można coś szybciej załatwić. Sprawa rozgrywa się o 5 groszy, a ja chwytam się za głowę, zastanawiając się, gdzie to może doprowadzić.

Mam swój WIR i zastanawiam się, jak długo będzie musiał działać, aby zmienić takie ludzkie postawy.

Dodaj do:
  • RSS
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Digg
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz
  • Live
  • Twitter

6 komentarzy

  1. yanek11 pisze:

    No tak… podobny stosunek maja ludzie (zwlaszcza mlodzi) do policji… zadajmy wiec sobie pytanie skad sie bierze ta wrodzona wrogosc do panstwa, a moze raczej skad ludzie ja „wynosza”?

  2. midv pisze:

    A są i tacy, co zarabiają 2000 zł miesięcznie, nie odprowadzają od tego podatków. A jak? Po prostu – zarabiają z 4 różnych krajów, po 500 zł ;-)

  3. lsr pisze:

    Naruszenie prawa niewątpliwie miało miejsce, więc sąd postąpił słusznie. Ci, którzy twierdzą inaczej, działają chyba ze złej woli. Prawo musi być przestrzegane, bo jeśli zaczniemy tworzyć precedensy, to rychło będziemy tu mieli anarchię. W tym przypadku sąd mógłby jednak wymierzyć jakąś symboliczną karę – żeby prawu stało się zadość.

  4. elgo pisze:

    Prawo to prawo i sąd musi się tym kierować. Według mnie niewłaściwe jest skazanie tej Pani, a nie ukaranie właściciela kiosku. Kwota jest oczywiście śmieszna i stąd oburzenie. Ale ile osób/firm nie wydaję paragonów – pomnożone przez klientów, w niektórych miejscach daję pokaźną kwotę na „szaro”.

  5. Marcin Łuniewski pisze:

    Ta pani w zasadzie nie została skazana za niewydanie paragonu, co za samo wykonanie usługi ksero wiedząc, że paragonu wydać nie może. Mogła odmówić usługi.

  6. Nie martw się Marcinie, ja też czuję się inny wśród ludzi na ulicy, bo podobnie podchodzę do tej sprawy! Prawo jest prawem, jeśli nawet byłoby bez sensu to warto starać się je zmieniać, ale nie łamać! Oczywiście inną sprawą jest sam akt podpuszczania przez inspektora US… Wydaje mi się, że mógłby on spożytkować swój czas pracy na wyszukiwanie większych przekrętów! To tak samo jak ze Strażą Miejską, która goni babcię sprzedającą czosnek na ulicy, a „nie zauważa” ogromnego handlu w podziemiach (Łódź, Kraków)…

Zostaw komentarz