Linux for human beings

Napisane: 7 czerwca 2009, 00:01, w Linux.

Aż sam się zdziwiłem, że Linux może być taki sympatyczny. Co prawda nadal podtrzymuję opinię, że kompletnie nie nadaje się na pierwszy system dla dziecka, które dostaje komputer na komunię, jednak dla osób bardziej obeznanych z samym Windowsem może być bardzo miłą alternatywą. Ale po kolei.

Od zawsze używam Windowsa. Przyzwyczaiłem się do niektórych niedoróbek, jednak XP jest bardzo dobrym systemem, pomimo narzekań internetowych „ekspertów”. W ciągu kilku lat pracy na nim, zawiesił mi się kilka razy (co ciekawe – Ubuntu w czasie kilku godzin też załapało parę zwiech, na szczęście w dość starych wersjach systemu). Mnogość oprogramowania, wyjątkowa łatwość użytkowania, to podstawowe cechy. W międzyczasie miałem kilka przygód z Linuksem, jednak kończyły się dość szybko, zazwyczaj za sprawą niedziałających sterów do neostradowego modemu.

W ostatnim czasie znowu naszła mnie ochota wypróbować jakąś dystrybucję Linuksa. Spowodowane było to w dużej mierze chęcią poznania czegoś nowego oraz pracy na czymś, co nie będzie włączało Firefoksa w dwie minuty. W końcu mój komputer to rakieta nie jest – Duron 1200, 768 mega RAM-u, GeForce 2 64 megabajty.

Innym pośrednim powodem był nadmiar czasu i spowodowane nim ciekawe (dla mnie) rozważania. Zastanawiałem się bardzo hipotetycznie, jak wyglądałyby komputery w biurze Wspólnej Inicjatywy Rozwoju, gdyby takowe miało kiedykolwiek w przyszłości powstać. Oprócz używania tam otwartych standardów takich jak Open Document, stwierdziłem, że ze względu na koszty jedynym wyjściem jest użytkowanie Linuksa, nie Windowsa. Miałem naprawdę dużo wolnego czasu i doszedłem do różnych konkluzji, między innymi do wyboru dystrybucji.

Linux w biurze, jak i na komputerze domowym musi być oczywiście banalnie prosty. Mówię tu o systemie do pracy, nie do zabawy pokroju najnowszych gier. Oprócz prostoty musi oferować stabilność, nawet kosztem najnowszych wersji programów. Nikt nie chce postawić Fedory w biurze i pewnego dnia stwierdzić, że zapomniał zrobić backupu, co okazało się złym rozwiązaniem ;) Pamiętajmy, że w biurach organizacji ani w normalnych sytuacjach domowych nie mamy pod ręką kogoś obeznanego z pingwinem, kto w razie wysypania się środowiska graficznego albo systemu plików od razu wszystko naprawi. Na domowych pecetach Linux ma być prostym zamiennikiem Windowsa, w biurach prostym, darmowym systemem.

Po takich przemyśleniach na placu boju pozostało openSUSE i Ubuntu. openSUSE pewnie dlatego, że przez pewien czas je miałem i powaliło mnie prostotą obsługi. Może nie był to szczyt stabilności, szczególnie na moim słabszym sprzęcie, jednak faktycznie wszystko dawały nam graficzne konfiguratory. Centrum sterowania, każde menu, genialne „one-click-install”. Niestety przerzuciłem się na Ubuntu z racji wymagań sprzętowych susła. I tu kolejna niespodzianka – system stabilny dzięki wersjom programów z repozytoriów Canonical, prosty w obsłudze.

Na moim komputerze po instalacji Ubuntu niewiele pozostało mi do zrobienia. Za pomocą kilku kliknięć system sam zainstaluje nam odpowiednie sterowniki karty graficznej, dźwięk działa „z pudełka”, w miarę sensowny zestaw oprogramowania. Za pomocą Dodaj/Usuń, dodałem sobie Flasha, Javę, Rhythmbox pobrał sam kodeki. W parę chwil miałem gotowy system. Nic tylko używać, w sam raz dla osób początkujących. Niemal genialne.

A tu zrzut mojego pulpitu:

Kompletnie zmieniłem zdanie o Linuksie. Ubuntu 9.04 czy openSUSE 11.1 mogą naprawdę bez przeszkód stanowić zamiennik Windowsa. Dla mnie pozostanie na razie tylko zabawką, z racji mojego uwielbienia dla Mirandy oraz chęci pogrania w te nieliczne gry, które chcą u mnie działać ;)
Na blogu pojawia się dziś kategoria „Linux” oraz można się spodziewać tu moich odkryć, które mogą się przydać zielonym w tej dziedzinie, tak od nooba dla noobów ;)

Dodaj do:
  • RSS
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Digg
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz
  • Live
  • Twitter

Komentarzy: 8 dla "Linux for human beings"

gravatar

Minio 7 czerwca 2009, 00:23

Jakaś przekorna opozycja względem mojej ostatniej notki? ;)

A serio — jeśli zależy Ci na stabilności, to tylko i wyłącznie Debian. Co prawda nie ma graficznego instalatora, ale ostatecznie chodzi o prostotę obsługi, nie prostotę instalacji i przygotowania środowiska docelowego. Stąd można podjąć ten jednorazowy wysiłek by później móc zapomnieć o istnieniu systemu i skupić się na pracy.

gravatar

Marcin Łuniewski 7 czerwca 2009, 11:35

Twoje problemu z Ubuntu wynikały głównie z braku sieci, moja Neostrada śmiga bez problemu :) Fakt jednak faktem, że bez internetu pewnie po dziesięciu minutach rozbiłbym głową monitor. W notce założyłem, że masz internet przez jakieś WiFi czy fajny modem do Neo ;)

gravatar

Jakub Milczarek 7 czerwca 2009, 12:14

Jesteś kolejną osobą, która mnie kusi do zainstalowania jakiegoś pingwina :) Jak na razie raz tylko zdarzyło mi się zainstalować z wielkimi problemami jakąś dystrybucję dobre parę, jak nie 10 lat temu. Od tamtej próby jeszcze może z 5 razy odpaliłem dystrybucję na CD – Knopixa i tyle mojej przygody. Czas się przekonać i znów spróbować…

gravatar

inzaghi89 7 czerwca 2009, 12:46

Zapewne gdyby nie ta miranda to siedziałbyś teraz na Ubuntu, a nie na XP.

Debian, Debian… ciągle to słyszę, ale desktop to nie serwer, gdzie musi być zajebiście stabilny. Czasem urozmaicenia ze zwiechami są wskazane, bo można poszukać przyczyn :D .

gravatar

Marcin Łuniewski 7 czerwca 2009, 12:51

@ Jakub:
Przez ostatnie dwa lata zaszło mnóstwo zmian, podejrzewam ze przez ostatnie dziesięć to była rewolucja ;) Szczerze polecam wypróbować na przykład Ubuntu z LiveCD.

@ inzaghi89:
Jak kiedyś kupię sobie lapka to na 100% poleci na niego Linux. Na pececie zostawię Windowsa ze względu na gry.

gravatar

inzaghi89 7 czerwca 2009, 13:01

Na takiej rakiecie to i tak lepiej Linuksa jakiegoś mieć :>. Postaw sobie Ubuntu obok Windowsa i po problemie.

gravatar

Rafał 8 czerwca 2009, 06:57

Od prawie 2 lat używam wyłącznie Linuksa. Też miałem dylemat co wybrać, przećwiczyłem Slackwara (mój osobisty wybór na serwer :) ), różne odmiany Gentoo, nawet się raz porwałem na Fedorę czy Mandrivę – stanęło na Debianie najepierw stabilnym, oficjalnym (wówczas 4.0), a potem (obecnie) zacząłem używać Sid’a (eksperymentalna gałąź Debiana udostępniona dzięki dystrybucji Sidux). Wyszedł z tego całkiem niezły kompromis – nowe (bliskie najnowszym) programy są w dystrybucyjnych paczkach, są okresowe problemy z zależnościami (wystarczy poczekać parę dni i ponowić aktualizację). Działa wszytko co jest mi potrzebne łącznie z oprogramowaniem do APRS’u (czyli również GPS’em na bluetooth), a ostatnio ćwiczyłem z dobrym skutkiem zabawy klawiaturą pianinową na USB/MIDI. Nieprzekonanych zachęcam i służę swoją, już nie tak skromną, wiedzą.

gravatar

Jurrr 6 kwietnia 2010, 10:14

Linux nie jest dla ludzi. W systemie dla ludzi nie muszę wpisywać jakiś komend, których pamiętać nie mam zamiaru, bo i po co. Nie muszę się zastanawiać co zrobić, żeby coś zainstalować, bo po ściągnięciu czegoś, co powinno być instalką, mam tylko pliki źródłowe. Nie mam też problemów z konfiguracją karty dźwiękowej tak, aby uzyskać znany z windowsa ‘miks-stereo’. Nie muszę rezygnować z ogromnej ilości programów, których w wersji pod linuxa… ba, pod linuxa, pod konkretną jego wersję, które mnie interesują. W systemie dla ludzi do instalacji wystarcza mi 10 kliknięcić, bo nie obchodzi mnie wolne oprogramowanie, ściąganie rzeczy potrzebnych dodatkowo przy instalacji oraz maksymalne bezpieczeństwo czy kompatybilność. Linux nie jest dla ludzi

Zostaw komentarz