Okres kampanii wyborczej to wspaniały czas. Powstają nowe chodniki, dowiadujemy się o tym, jak już niedługo będzie wspaniale, bandyci, alkoholicy, złodzieje i kłamcy stają się głęboko wierzący a polityków można nawet spotkać w swoich biurach poselskich. Zaiste, dziwny to czas.
W srogim błędzie jest jednak ten, który odbiera politykom resztki inteligencji. Nie tylko bezpośrednio przed wyborami doznają oni cudownej przemiany. Ich szare komórki kombinują przez cały rok. Nawet oni wiedzą, że swoją pozycję należy wyrabiać nieustannie. Dziś zboże wysypane na tory oznacza kolegium, jutro po tym zbożu można będzie dostać się do Sejmu. Kilka wypitych kieliszków może pozostawić w świadomości ludzi wizerunek „równego chłopa co nasz jest”.
W naszym kraju najlepiej być wierzącym. Katolikiem oczywiście. Można wtedy przez cały rok podkreślać jak bardzo dba się o rodzinę, licytować się kto więcej razy bywa w kościele, kto ma zdjęcie z papieżem a kto tylko z biskupem. Obowiązkowo trzeba przypominać też nauki Jana Pawła II, nieważne czy się je zna, wspomnieć wypada. Jakiż to elektorat można wtedy zdobyć! Twardy, stały i niezmienny. Jeszcze tylko wizyta na radiowej antenie z bożą pomocą i sukces murowany.
Czy może być lepsza okazja do demonstracji swoich przekonań religijnych niż trzydziesta rocznica pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski? Można to splatać z rocznicą wyborów do sejmu kontraktowego w telewizyjnych spotach. Czemu by nie odsłonić kolejnego pomnika papieża, najlepiej w sejmowej kaplicy. Można też nazwać nowy most budowany w stolicy imieniem największego Polaka od czasów Bolesława Chrobrego. W końcu za kilka dni wybory.
Obecnie w naszym kraju imienia Jana Pawła II nie mają jedynie szalety miejskie (jeszcze?). Papież Polak jest czczony przez ulice, aleje, skwery, ronda, mosty, setki pomników, popiersia, pociągi, szkoły, tablice pamiątkowe, krzyże, ołtarze, obeliski i setki innych rzeczy, o których strach nawet myśleć. Ja rozumiem, że Polska puka od dawna do drzwi państwa wyznaniowego, w którym de facto od dawna Kościół sprawuje spora część realnej władzy (bo kto odmówi racji proboszczowi, który z ambony wskazuje na kogo głosować?). Ja rozumiem, że dla wielu Jan Paweł II był postacią wybitną jak rzadko kto, rozumiem że się go ceni, bo ciskał gromy na PZPR, czym wydatnie obalił komunizm. Wiem, że był sympatyczny, zażartował i tak dalej.
Ile jednak można chwalić się zdjęciami z audiencji u niego? Ile jeszcze ulic i pomników powstanie w Polsce aż społeczeństwo się opamięta? Jaka postać ma więcej pomników w Polsce? Ryzykuję stwierdzenie, że żadna. Ciekawe czy doczekam czasów, gdy przedostając się na drugi koniec miasta, będę jechał ulicą Jana Pawła II, przejadę przez jego rondo, skręcę w jego aleję, po czym wjadę na most jego imienia.
Czy mało jest innych osób, organizacji i wydarzeń do upamiętnienia? Nie, jednak nie są one tak medialne, jak papież. Prawdziwy katolik zagłosuje na posła, który ufunduje pomnik Jana Pawła II, a nie tablicę pamiątkową ku czci Narodowych Sił Zbrojnych.
Ze wszystkim można przesadzić. Papież miał swoje zasługi, ale nie ulegajmy paranoi. Masa Polaków w naszej historii była od niego dużo ważniejsza, jednak jak tu zbić kapitał polityczny na Legionach Polskich we Włoszech?
Nie widzę nic złego w uczczeniu papieża tablicą, pomnikiem czy nazwą ulicy. Hipokryzji nadającej jego imię wszystkiemu, czemu tylko można, w imię wyciągnięcia na pokaz swojego przybrudzonego katolicyzmu, mówię stanowcze nie.