Od rana media zajmują się niemal wyłącznie jedną sprawą, piątą rocznicą wstąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej. Od pierwszego maja jest blisko do siódmego czerwca. Rocznica przystąpienia do UE ładnie komponuje się z kilkoma słowami o ruchu Libertas.
Czasem warto powspominać lata, kiedy dopiero zmierzaliśmy do UE. Wtedy Unia Europejska była symbolem dobrobytu i braku kontroli granicznych. Przed oczami Polaków ukazywały się wtedy luksusowe hotele nad francuskim morzem, zalane słońcem uliczki Hiszpanii czy widowiskowe gmachy unijnych instytucji.
1 maja wystrzeliły korki od szampana, a sztuczne ognie oświetlały niebo w dziesięciu nowych krajach Unii Europejskiej. Było pięknie i cudownie, ale co tak de facto zmieniło się dla mnie czy Ciebie drogi Czytelniku?
Szybko weszliśmy do strefy Schengen. Teraz możemy pojechać do Portugalii bez zatrzymywania nas przez Policję czy Straż Graniczną. Pod warunkiem, że nie jedziemy na przykład czołgiem
Co prawda możliwym jest wejście do strefy Schengen bez akcesji do Unii Europejskiej, jednak znając nasz kraj, nie byłoby to możliwe. Polityczne kłótnie i spory wprowadziłyby nas do bezgranicznej Europy może za dwadzieścia lat.
Fundusze unijne. To dzięki nim inwestycje w naszym kraju dostały pokaźnego kopa. Drogi są często budowane za pieniądze z tych funduszy, kanalizacje, przebudowa dworców, sieci kolejowych, wydarzenia kulturalne, kursy dla bezrobotnych, programy dla osób niepełnosprawnych i setki innych rzeczy dofinansowywane są poprzez Unię Europejską. W większości wypadków Unia każe wykazać się inicjatywą i nie daje całości sumy, trzeba wnieść też swoją część. Nie przeszkadza to korzystać z funduszy w Polsce dość dynamicznie. W samym Bielsku znam kilka miejsc, gdzie znajdziemy tablice mówiące, że inwestycja została dofinansowana z konkretnego programu unijnego.
Korzyści polityczne. Kiedyś powiedziano, że Unia Europejska powstała, by rękami wszystkich jej członków dbać o interesy Francji i Niemiec. To fakt, że te dwa państwa graja pierwsze skrzypce w Unii, jednak stwierdzenie jest bardzo mocno przesadzone. Polska zaczyna być postrzegana jako poważny gracz na scenie europejskiej. Oczywiście mieliśmy też potknięcia, pamiętamy jak za rządów kłótliwego PiS-u, zostaliśmy okrzyknięci „hamulcowym Europy” a Lech Kaczyński w sobie charakterystyczny sposób skompromitował kraj obiecując podpisanie Traktatu Lizbońskiego, czego nie uczynił do dziś. Uznajmy to jednak za przeszłość, dzisiaj realizujemy partnerstwo wschodnie (fakt, zasługa w tym również Prezydenta), nasze spory z Rosją zostały uznane za „problem europejski” ustami pana Barroso za szczycie Unia – Rosja w 2007 roku. Jeżeli Prezydent nie wpycha się na siłę na krzesło, to Polska potrafi nawet zdobyć szacunek w Europie za rzeczową dyskusję.
Tylko wódki żal, nie udało się nam przepchnąć uznania za wódkę tylko wyrobów ze zbóż, ziemniaków i melasy buraków cukrowych. Po tej porażce Europejczycy mogą zakosztować „wódki” z bananów czy jakiegoś egzotycznego figo fago.
Z prawdziwych minusów nie wyłania się wiele konkretnego. Straszenie nas stworzeniem z Polski guberni czy utraty świadomości narodowej to tylko kłapanie dziobem z powodu spadku notowań polityków. Takie są skutki przywalenia czołem o koryto, kompletne oderwanie od rzeczywistości z powikłaniami.
Prawdziwe minusy to jednak na przykład rozdmuchana biurokracja, z którą trzeba walczyć, absurdalne przepisy (na przykład dopuszczalna krzywizna ogórka) czy czasami niekorzystne przepisy górujące nad prawem krajowym. Pamiętajmy, że to się da zmienić, polskich „polityków” się nie da.
Żeby coś jednak zmienić, trzeba iść na wybory. 7 czerwca będziemy mieli okazję. Całkiem niedawno pisałem o moim poparciu dla Libertasu, partii zwolenników integracji europejskiej, jednak nie w obecnej formie. Od tego czasu trochę się zmieniło, konkretnie zostały przedstawione listy wyborcze. Europejski Libertas popieram jak najbardziej. Moje uczucia zmieniły się jednak co do jego polskiego ramienia.
Smutnym jest fakt, że pan Declan Ganley został tak oszukany przez polskich twórców tych struktur. Libertas miał być polskim sprzeciwem wobec obecnej drogi, jaką zmierza Unia Europejska, stał się niestety politycznym śmietnikiem, na który trafiają sprzedające się ideologicznie odpady rodzimej sceny politycznej. Znajdziemy tu na przykład Wojciecha Wierzejskiego z LPR, która to partia była głównym przeciwnikiem Unii Europejskiej w Polsce. Jest tu też na przykład Anna Sobecka, pierwsza obrończyni moralności z Radia Maryja, przeciwniczka prezerwatyw, seksu i wszystkiego, co potępia Ojciec Rydzyk
Znajdziemy tu katolicko-narodowy beton taki jak pan Ryszard Bender, czy innych „polityków” z półki narodowej, katolickiej i anty unijnej. Bycie narodowcem, katolikiem czy eurosceptykiem nie jest niczym złym, oczywiście do czasu aż nie sprzedaje się swoich ideałów za fotel w parlamencie europejskim.
Idea Libertasu w Polsce została zdeptana przez jego członków. Czyżby już kompletnie nie było na kogo głosować? Pięć lat po naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej zwyczaje polskiej sceny politycznej nie zmieniły się. Cieszmy się więc Unią bez spoglądania na tak żenujące elementy.





My chcemy Euro. Dlaczego nie możemy mieć tej waluty?
zgadzam sie przecierz ludzie chcą a ci durnie z urzędów nawet sie tym nie zastanawiają kaczyński i reszta to oni juz nie powinni kandydować prawda???????
Dzięki za pomoc, przyda się na jutrzejszym egzaminie.
Pozdrawiam
Do tego chyba jeszcze nikt mojego bloga nie wykorzystywał
Tak czy inaczej miło mi, że mogę pomóc.
@Hoss nasz kraj nie jest przygotowany do „strefy euro”.
Zastanawiam sie jakie wlasciwie korzysci przyniosla nam UE w ciagu tych paru lat?