Archiwum dla Maj, 2009
Zmiana motywu w Windows XP
napisane Maj 18, 2009, 00:01, w Komputer.
Szczerze mówiąc, to nigdy nie miałem tej notki w planach. Nie potrzebowałem nigdy zapisywać sobie tego na przyszłość w obawie, że mogę zapomnieć. Nie wpadło mi też do głowy, że komuś taka wiedza może być przydatna.
Już sporo czasu minęło, od kiedy dostałem maila z prośbą o wytłumaczenie jak zmienić skórkę w Windowsie XP. Autorka zobaczyła któryś ze zrzutów ekranu na mojej stronie WWW. Sam używam innego motywu niż standardowe dostarczane z Windowsem, więc raz dwa wytłumaczyłem co i jak. Zauważyłem też, że na mój blog trafiają ludzie z Google.pl poszukujący właśnie instrukcji zmiany wyglądu XP. Co prawda ten system już odchodzi do lamusa, jednak czemu by nie napisać notki.
Sam proces jest banalny i pewnie okaże się, że wstęp do notki był dłuższy niż sama instrukcja
Całość procesu sprowadza się do podmiany pliku systemowego uxtheme.dll. Pliku nie zamienimy poprzez kopiuj-wklej, więc posłużymy się małą pomocą.
Na sam początek musimy wiedzieć, którą wersję Service Packa mamy zainstalowaną w systemie. W tym celu klikamy prawym przyciskiem myszy na Mój Komputer i wybieramy Właściwości. Wersja Service Packa wyświetlona będzie na zakładce Ogólne. Jeżeli mamy wersję drugą, pierwszą lub nie mamy go w ogóle, pobieramy Universal UXTheme Patcher. Jeżeli mamy wersję trzecią, musimy pobrać UXtheme SP3 Patcher. Postępowanie w przypadku obu plików wygląda tak samo – uruchamiamy plik i klikamy w przycisk Patch. Teraz wystarczy zrestartować komputer i jesteśmy gotowi do zmiany wyglądu systemu.
Pozostaje nam znaleźć odpowiedni motyw. Polecam motywy ze strony Deviantart.com. Pobieramy wybrany przez nas i rozpakowujemy go. Zawartość archiwum polecam wrzucić do folderu Windows\Resources\Themes. W każdym motywie znajdziemy plik .msstyles. Jedyne co nam pozostaje to uruchomić go a w znanym chyba każdemu okienku zmiany wyglądu kliknąć OK.
Jeżeli do stylu dołączone były czcionki, kopiujemy je do folderu Windows\Fonts.
I to wszystko. Prosto i skutecznie.
Związkowa hołota
Jak widzicie, dziś mam zamiar ponarzekać na związkowców z Sierpnia 80. Naprawdę szlag mnie trafia, jak widzę tych ludzi. Ich zachowanie aż prowokuje do napisania notki o polskiej mentalności. Kiedyś chyba się skuszę na ten temat, dzisiaj wyżalę się tylko na temat związków zawodowych.
Przed paroma dniami związkowcy przetoczyli się przez biura poselskie Platformy Obywatelskiej w kilku miastach kraju. Miejsca tam nie zagrzali na długo, twierdzili co prawda, że będą tam siedzieć aż do spełnienia ich postulatów, jednak przyszła Policja i wyniosła motłoch na zewnątrz. Trochę żałuję, że się tak z nimi cackano, gaz łzawiący do biura, a potem pałą przez plecy. Okrutne? Nieludzkie? Skandaliczne? Oczywiście. Inni wolą głaskać bandytów po główce, ja chce za to aby ktoś, kto dopuszcza się takich akcji, wiedział że nie jest bezkarny. Tym bardziej że szef Sierpnia, Bogusław Ziętek kpi z państwa polskiego:
„Wobec tych gróźb [pociągnięcia do odpowiedzialności karnej] premiera, wicepremiera, komendantów policji, prokuratorów śmiejemy się w nos. Byliśmy pół roku temu w biurze poselskim Donalda Tuska. Wtedy też nam grożono. Do dziś nikt nie został skazany”.
Na pewno pamiętacie wcześniejsze ekscesy w Warszawie, przyjechali do stolicy, wypadli na ulice (z czego wielu „zmęczonych”), podpalili opony i kukły, po czym zrobili regularną zadymę. Policja rozgoniła to towarzystwo, a oni jeszcze pozowali na pokrzywdzonych. Tylko w imię czego to wszystko?
W imię 21 postulatów. Takie symboliczne nawiązanie do postulatów Solidarności, która w 1980 roku wywiesiła swoje żądania w Stoczni Gdańskiej. Wtedy walczono z komuną, teraz Sierpień 80 chce jej powrotu.
Co znajdziemy w związkowych postulatach roku 2009?
Bzdury, głupoty, populizm, socjalizm, kłamstwa i kto wie co jeszcze. Hasła „Polska obywateli, nie elit!” jestem w stanie zrozumieć. Widziałem już tylu żenujących populistów, że mnie to specjalnie nie rusza. Jednak kiedy widzę żądania darmowego internetu dla wszystkich, europejskiej płacy minimalnej (która nie istnieje), ratowania chyba wszystkich polskich przemysłów i podwyżek dla każdego, to chcę napluć panu Ziętkowi w twarz.
Po pierwsze dlatego, że robi bandyckie burdy, chce spełniania żądań, a nie pokazał ani jednej drogi ich realizacji. Dlatego, że są niemożliwe do spełnienia. Gdybyśmy chcieli zrobić tu socjalizm i każdemu dać podwyżkę o kilka tysięcy PLN oraz ratować każdy przemysł, to polskie finanse padłyby po pierwszym tygodniu. Związkowcy chcą rozwalić gospodarkę z premedytacją albo mają mniejsze pojęcie o finansach ode mnie.
Po drugie dlatego, że związkowcy takimi hasłami mieszają w głowach naiwnym ludziom, którzy rzeczywiście zaczną myśleć, że wszystko im się należy i można coś wywalczyć walcząc z Policją. W końcu pana Ziętka to nie obchodzi, ważna jest spektakularna inauguracja kampanii do Parlamentu Europejskiego przez Polską Partie Pracy, której jest prezesem. Przyznał to nawet przed kamerami. Ma tupet.
Związkowcy pomimo tego, że walczyli o demokrację, kompletnie jej nie zrozumieli. Uznali, że demokracja to ten sam ustrój co socjalizm, jednak można w nim legalnie walczyć o swoje bandyckimi sposobami.
Chciałbym, żeby któregoś dnia okazało się, że Sierpień 80 przyszedł z delegacją do premiera, usiadł z nim w Centrum Dialogu, wyciągnął na stół konkretny plan dla gospodarki i obradował o nim, używając argumentów.
Bez pałek, cegieł i wyrywanej kostki brukowej.
49 województw
napisane Maj 10, 2009, 16:37, w Lekkość myśli.
Na krótką refleksję natchnęła mnie dzisiejsza „impreza” odbywająca się w Bielsku-Białej. Tak lubiani w moim mieście ludzie z Katowic wykazali się ogromnym tupetem, większy to chyba tylko na jednym końcu targu konia ukraść, a na drugim sprzedać.
Przeczytałem dziś, że TV Silesia oraz Fundacja Rozwoju Miasta Bielsko-Biała (!) połączyły siły, aby pod patronatem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego, uczcić wielce radosne dla Bielszczan dziesięciolecie likwidacji Województwa Bielskiego i przyłączenie nas do Górnego Śląska. Na małym zatęchłym placyku wystąpią regionalne gwiazdy pokroju „Hanys Bynd”. Pewnie osoby za imprezę nie są zbytnio rozgarnięte, więc podpowiadam: sprowadzanie „hanysowskich” zespołów w celu „świętowania” czegoś, za co wielu Bielszczan patrzy z wrogością na Górny Śląsk to… nietrafiony pomysł. To tak jak przyjść do sąsiada, przywalić mu w mordę i wyciągnąć flaszkę najtańszej wódki, żeby to oblać.
Dzisiaj mamy 16 województw zamiast 49. Podział kraju obecnie jest trzystopniowy, najwyższa jednostka to województwo, poniżej powiat a na samym dole gmina. Warto przypomnieć, że przed 1 stycznia 1999 powiaty nie istniały. Województwa dzieliły się na miasta i gminy. Dziesięć lat po reformie administracyjnej miło byłoby rozpocząć dyskusję o podziale administracyjnym kraju.
Możecie stwierdzić, że jestem nieobiektywny, w końcu Bielsko to jedno z najbardziej niezadowolonych miast, jeśli chodzi o nowy podział. Zostawmy jednak kwestie osobiste i pomyślmy o reszcie kraju. Częstochowa ma identyczny problem jak Bielsko, od czasu do czasu słyszymy o żądaniach utworzenia siedemnastego województwa – częstochowskiego. Nad morzem identyczne chęci przejawia Słupsk i Koszalin. Sporo miast pomimo swojego znaczenia czy potencjału zostało przydzielonych „pod opiekę” większych ośrodków. Nietrafiony podział pokazuje porównanie miast. Moje Bielsko jest większe powierzchniowo i ludnościowo niż wojewódzki Rzeszów. Przykładowy Radom bez przeszkód postawimy obok Torunia.
Według mnie Polska powinna dążyć do decentralizacji. Oczywiście nie na wzór stanów w USA lub landów w Niemczech, żadnych lokalnych parlamentów, własnego prawa, skarbu itd. Decentralizacja powinna polegać na zwiększaniu przepływu pieniędzy z budżetu krajowego do poszczególnych budżetów lokalnych. Szkolnictwo, Policja, opieka zdrowotna powinny być przekazane samorządom. To one powinny ustalać wynagrodzenia dla nauczycieli, policjantów, decydować, jaki szpital jest potrzebny w województwie. Oczywiście byłoby to finansowane w głównej mierze z ich własnego budżetu. Im więcej obowiązków dla województwa tym więcej pieniędzy z budżetu centralnego.
Przy okazji zmian administracyjnych można by ograniczyć liczbę „wybrańców narodu”. Wojewoda, zarząd województwa składający się z przedstawicieli każdego powiatu (po jednej osobie). Zarząd województwa miały de facto wtedy około 6 – 7 osób. Zarząd powiatu składałby się z przedstawicieli gmin. Oczywiście, jeżeli założymy, że gminy będą potrzebne. Gdyby je zlikwidowano, każde miasto czy wieś podlegałoby bezpośrednio pod powiat a ten pod województwo. Z gminami czy bez, wpływ mieszkańców województwa byłby znacznie większy na ich otoczenie niż teraz. Gdyby przyjąć, że województwo wiele kwestii pozostawia powiatom, mielibyśmy niemal demokrację bezpośrednią. Każdy miałby realny wpływ na swoją najbliższą okolicę.
Mieszkańcy mogliby w wielu ważnych sprawach głosować poprzez referendum lokalne. Mogliby decydować o podwyżce pensji lekarzom, policjantom, samorządowcom, o zlikwidowaniu lub budowie nowej szkoły itd. Konsekwencje swoich wyborów ponosiliby oni sami – w końcu, jeżeli pieniądze na te cele pochodzą z ich powiatu czy województwa, to de facto sami za to płacą. A każdy chyba wie, co jest dla niego najlepsze.
Tak jest moja wizja. Można mówić, że obecnie jest dobrze. Myślę jednak, że 49 województw to lepsze rozwiązanie. Wystarczy zapytać górala spod słowackiej granicy czy chce dopłacać do śląskich kopalń
Rocznica wejścia do Unii Europejskiej i Libertas Polska
Od rana media zajmują się niemal wyłącznie jedną sprawą, piątą rocznicą wstąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej. Od pierwszego maja jest blisko do siódmego czerwca. Rocznica przystąpienia do UE ładnie komponuje się z kilkoma słowami o ruchu Libertas.
Czasem warto powspominać lata, kiedy dopiero zmierzaliśmy do UE. Wtedy Unia Europejska była symbolem dobrobytu i braku kontroli granicznych. Przed oczami Polaków ukazywały się wtedy luksusowe hotele nad francuskim morzem, zalane słońcem uliczki Hiszpanii czy widowiskowe gmachy unijnych instytucji.
1 maja wystrzeliły korki od szampana, a sztuczne ognie oświetlały niebo w dziesięciu nowych krajach Unii Europejskiej. Było pięknie i cudownie, ale co tak de facto zmieniło się dla mnie czy Ciebie drogi Czytelniku?
Szybko weszliśmy do strefy Schengen. Teraz możemy pojechać do Portugalii bez zatrzymywania nas przez Policję czy Straż Graniczną. Pod warunkiem, że nie jedziemy na przykład czołgiem
Co prawda możliwym jest wejście do strefy Schengen bez akcesji do Unii Europejskiej, jednak znając nasz kraj, nie byłoby to możliwe. Polityczne kłótnie i spory wprowadziłyby nas do bezgranicznej Europy może za dwadzieścia lat.
Fundusze unijne. To dzięki nim inwestycje w naszym kraju dostały pokaźnego kopa. Drogi są często budowane za pieniądze z tych funduszy, kanalizacje, przebudowa dworców, sieci kolejowych, wydarzenia kulturalne, kursy dla bezrobotnych, programy dla osób niepełnosprawnych i setki innych rzeczy dofinansowywane są poprzez Unię Europejską. W większości wypadków Unia każe wykazać się inicjatywą i nie daje całości sumy, trzeba wnieść też swoją część. Nie przeszkadza to korzystać z funduszy w Polsce dość dynamicznie. W samym Bielsku znam kilka miejsc, gdzie znajdziemy tablice mówiące, że inwestycja została dofinansowana z konkretnego programu unijnego.
Korzyści polityczne. Kiedyś powiedziano, że Unia Europejska powstała, by rękami wszystkich jej członków dbać o interesy Francji i Niemiec. To fakt, że te dwa państwa graja pierwsze skrzypce w Unii, jednak stwierdzenie jest bardzo mocno przesadzone. Polska zaczyna być postrzegana jako poważny gracz na scenie europejskiej. Oczywiście mieliśmy też potknięcia, pamiętamy jak za rządów kłótliwego PiS-u, zostaliśmy okrzyknięci „hamulcowym Europy” a Lech Kaczyński w sobie charakterystyczny sposób skompromitował kraj obiecując podpisanie Traktatu Lizbońskiego, czego nie uczynił do dziś. Uznajmy to jednak za przeszłość, dzisiaj realizujemy partnerstwo wschodnie (fakt, zasługa w tym również Prezydenta), nasze spory z Rosją zostały uznane za „problem europejski” ustami pana Barroso za szczycie Unia – Rosja w 2007 roku. Jeżeli Prezydent nie wpycha się na siłę na krzesło, to Polska potrafi nawet zdobyć szacunek w Europie za rzeczową dyskusję.
Tylko wódki żal, nie udało się nam przepchnąć uznania za wódkę tylko wyrobów ze zbóż, ziemniaków i melasy buraków cukrowych. Po tej porażce Europejczycy mogą zakosztować „wódki” z bananów czy jakiegoś egzotycznego figo fago.
Z prawdziwych minusów nie wyłania się wiele konkretnego. Straszenie nas stworzeniem z Polski guberni czy utraty świadomości narodowej to tylko kłapanie dziobem z powodu spadku notowań polityków. Takie są skutki przywalenia czołem o koryto, kompletne oderwanie od rzeczywistości z powikłaniami.
Prawdziwe minusy to jednak na przykład rozdmuchana biurokracja, z którą trzeba walczyć, absurdalne przepisy (na przykład dopuszczalna krzywizna ogórka) czy czasami niekorzystne przepisy górujące nad prawem krajowym. Pamiętajmy, że to się da zmienić, polskich „polityków” się nie da.
Żeby coś jednak zmienić, trzeba iść na wybory. 7 czerwca będziemy mieli okazję. Całkiem niedawno pisałem o moim poparciu dla Libertasu, partii zwolenników integracji europejskiej, jednak nie w obecnej formie. Od tego czasu trochę się zmieniło, konkretnie zostały przedstawione listy wyborcze. Europejski Libertas popieram jak najbardziej. Moje uczucia zmieniły się jednak co do jego polskiego ramienia.
Smutnym jest fakt, że pan Declan Ganley został tak oszukany przez polskich twórców tych struktur. Libertas miał być polskim sprzeciwem wobec obecnej drogi, jaką zmierza Unia Europejska, stał się niestety politycznym śmietnikiem, na który trafiają sprzedające się ideologicznie odpady rodzimej sceny politycznej. Znajdziemy tu na przykład Wojciecha Wierzejskiego z LPR, która to partia była głównym przeciwnikiem Unii Europejskiej w Polsce. Jest tu też na przykład Anna Sobecka, pierwsza obrończyni moralności z Radia Maryja, przeciwniczka prezerwatyw, seksu i wszystkiego, co potępia Ojciec Rydzyk
Znajdziemy tu katolicko-narodowy beton taki jak pan Ryszard Bender, czy innych „polityków” z półki narodowej, katolickiej i anty unijnej. Bycie narodowcem, katolikiem czy eurosceptykiem nie jest niczym złym, oczywiście do czasu aż nie sprzedaje się swoich ideałów za fotel w parlamencie europejskim.
Idea Libertasu w Polsce została zdeptana przez jego członków. Czyżby już kompletnie nie było na kogo głosować? Pięć lat po naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej zwyczaje polskiej sceny politycznej nie zmieniły się. Cieszmy się więc Unią bez spoglądania na tak żenujące elementy.
