7 czerwca bieżącego roku odbędą się w Polsce wybory do Parlamentu Europejskiego. Czy kogoś zaskoczyła ta informacja? Jeśli tak to nic dziwnego. W mediach nie ma praktycznie żadnych informacji o tym kiedy pójdziemy do urn, gdzie ani tym bardziej na kogo możemy oddać głos.
Informacyjna cisza jest po części zrozumiała. W końcu to dopiero drugie wybory, w których możemy głosować jako Polacy. Europejskie wybory dla osób mniej interesujących się polityką są zdecydowanie mniej ważne niż wybory na przykład do polskiego sejmu.
Kiedy głosujemy na pana Zdzicha, który będzie blokował mównice na Wiejskiej, wiemy że zobaczymy go w telewizji, a potem wyśmiejemy przy pierwszej możliwej sposobności. Kiedy głosujemy na pana Zdzicha, który będzie grzał tyłek w europejskim fotelu, wiemy że o jego wyczynach będzie ciężko się nam dowiedzieć. A gdzie tam w ogóle do Brukseli czy innych Strasburgów leżących za siedmioma górami. Więc co taki pan Zdzich dla mnie może zrobić?
Osoba interesująca się kwestiami europejskimi może narzekać, że kompetencje parlamentu nie są takie, jak się by ich wymagało (choćby w kwestii inicjatywy ustawodawczej). Że posłów za dużo, że Polaków za mało, że…
Osobiście pójdę na wybory. Mam świadomość, że kompetencje parlamentu ciągle rosną. Że biurokracja i absurdalne pomysły w UE czasem są bliskie rozsadzenia dość sporego pudełeczka z napisem „rozum”. Wiem, że Unia dąży mniej lub bardziej świadomie do przybrania formy gigantycznego państwa (ale bez „guberni” jak mówią posłowie pewnej partii ze schizofrenią polityczną).
Sam jestem wielkim zwolennikiem Unii Europejskiej. Zwolennikiem od zawsze, nie jak posłowie LPR wykonujący rejtanowskie gesty przed 1 mają 2004, dziś miłujący Unię bezgranicznie, a może po prostu jej pieniądze. Odrzucam jednak ideę tworzenia państwa europejskiego. Wyznaję Unię Europejską formie Europy Ojczyzn – związku państw współpracujących ze sobą na zasadzie równości i wolności, a nie grupy narzucającej innym, jaka powinna być krzywizna ogórka. Hołduję Unii, która nie ograniczy nam zmniejszenia VAT-u poniżej bariery 15% ani nie wypnie się na nas w czasie problemów tylko dlatego, że powstała by pilnować interesów Francji
i Niemiec.
Moją Europę widzą identycznie politycy partii Libertas. Partii, która jest żenująco słabo promowana, ma żenującą stronę WWW, a jej polski oddział utworzyły odrzuty z LPR.
Czemu więc zagłosuję na Libertas (o ile jej udział w wyborach dojdzie do skutku)? Bo rodzime partie są nieudolne i z polityką mają niewiele wspólnego. Bo głos oszołomów z LPR zostanie zagłuszony partyjną dyscypliną. Bo pomimo kiepskiej kampanii informacyjnej, podstawowe założenia partii są najbliższe moim poglądom.
Partia na swojej stronie pisze: „Libertas jest paneuropejskim ruchem politycznym, pragnącym stworzyć nową, bardziej demokratyczną, otwartą, a przede wszystkim odpowiedzialną przed swoimi obywatelami Unię Europejską.”. Z tym i innymi twierdzeniami dostępnym pod podanym linkiem w słowach o UE trudno mi się nie zgodzić.
Właśnie takiej Unii chcę. Pójdę do wyborów. Zagłosuję na Libertas.





Sam jestem wielkim zwolennikiem Unii Europejskiej. Zwolennikiem od zawsze, nie jak posłowie LPR wykonujący rejtanowskie gesty przed 1 mają 2004, dziś miłujący Unię bezgranicznie, a może po prostu jej pieniądze. Odrzucam jednak ideę tworzenia państwa europejskiego. Wyznaję Unię Europejską formie Europy Ojczyzn – związku państw współpracujących ze sobą na zasadzie równości i wolności, a nie grupy narzucającej innym, jaka powinna być krzywizna ogórka. Hołduję Unii, która nie ograniczy nam zmniejszenia VAT-u poniżej bariery 15% ani nie wypnie się na nas w czasie problemów tylko dlatego, że powstała by pilnować interesów Francji
i Niemiec.
Zgadzam się z tym cytatem w 100%.
To że dana partia ma taki program czy założenia niż inne nie znaczy, że będzie go wypełniać, przykładów można by wymieniać w nieskończoność. Czy politycy partii Libertas sprawowali kiedyś jakieś ważne funkcje? Czy mają o tym pojęcie, skoro są tak słabo rozreklamowani i mają kiepską stronę www. Jak można w ogóle przymierzać się do wyborów bez reklamy, tego nie rozumiem. Jak nie mam pieniędzy to nie startuję, tak mi się przynajmniej wydaje.
Nigdy nie wiesz czy dana partia będzie spełniać to co obiecała. Ja wiem, że PO nie spełniło swoich obietnic, PiS kłamie jak kłamał. Pozostaje mi Libertas.
Reklama i strona WWW nie świadczą o kompetencjach polityków. Polski oddział to może jakieś odrzuty, jednak na przykład Włosi byli już nie raz w koalicji rządowej.
Tak czy inaczej ważne, że mają zapał walczyć o swoje poglądy. Declan Ganley to ojciec chrzestny odrzucenia Traktatu Lizbońskiego, który wydał na to ponad milion euro.
Pozostaje mi zagłosować i monitorować poczynania partii.
Wątpię, że jakakolwiek partia bez dobrej reklamy ma choćby najmniejsze szanse na dostanie się do europarlamentu.
Nie wiem czy wiedzieliście (wszyscy Ci, którzy czytają blog Marcina), że partia Libertas wywodzi się z LiDu (lewica i demokraci) to troszkę dziwne, skoro jest to prawicowa partia
(http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/exclusive/libertas-powstal-z—-lid-u,37950,1)
Tylko, że nie z LiD-u z Olejniczakiem i z SLD tylko LiD-u, o którym pewnie nikt nawet nie słyszał.