Archiwum dla Luty, 2009

Dworce, stacje i przystanki

napisane Luty 28, 2009, 19:50, w Lekkość myśli.

Chyba każdy z nas zna polskie dworce kolejowe. Szczęśliwy ten, kto odwiedził na przykład chlubę województwa śląskiego – subtelna woń moczu i wymiocin delikatnie owiewa ich producentów, podróżnych, bezdomnych oraz różne typy spod ciemnej gwiazdy. Czysta przyjemność pobytu w tym przybytku, polecam szczególnie w nocy. Podobne obrazy zachowane w mojej świadomości pochodzą z warszawskiego dworca wschodniego, z którego odjeżdżałem w kierunku Białegostoku, co prawda jakieś 7 – 10 lat temu, ale jednak. Z tamtych podróży pamiętam też dobrze dworzec z Małkini, gdzie toaleta dla podróżnych nabrała rozkosznego obrazu sławojki z dziurą w podłodze.

Są też pozytywne przykłady. Dworzec główny we Wrocławiu w porównaniu z poprzednimi to niemal hotel z sześcioma gwiazdkami. Dworzec w moim Bielsku, mimo że niekoniecznie gigantyczny też jest czysty i bez meneli – nie widziałem ich tam od czasu, gdy ochrona wywaliła za fraki kilku dżentelmenów chcących odpocząć w środku po alkoholowej libacji.

Dworce są jednak dworcami, w tej notce chciałem kilka słów napisać o stacjach kolejowych. W dobie likwidowania przez PKP kursów jak leci, stają się one dość wdzięcznym tematem dla rozmów, ba, nawet dla wielogodzinnych dyskusji lub monologów.

Stacje kolejowe (de facto przystanki kolejowe) – miejsca gdzie w odróżnieniu od dworców żaden pociąg nie zaczyna ani nie kończy swojego biegu. Miejsca gdzie skład zatrzymuje się na minutę lub dwie w drodze do dworca docelowego. Ofiary płytkiego myślenia ich właścicieli.

Właścicielem tych obiektów w Polsce jest PKP. Firma, która nieustannie jest zadłużona, której jakość usług wzorowana jest prawdopodobnie na kolejach indyjskich bądź somalijskich. Przedsiębiorstwo, którego pracownicy blokują tory, odstraszając pasażerów w imię poprawy jakości usług (a przy okazji zwiększenia sobie pensji za pieniądze owych podróżnych).
Kiedyś zastanawiałem się, dlaczego duże i często dość bogate miasta mają tak ohydne dworce, stacje i przystanki kolejowe. Dopiero po chwili uświadamiałem sobie, że tą kupą gruzów zarządza kolej, która trzyma się ich niczym tonący brzytwy.

Cała infrastruktura tych nieruchomości powinna być oddana darmowo samorządom lokalnym. To właśnie one powinny uświadomić sobie, że chcąc czy nie chcąc, to kolej jest przyszłością transportu. Sieci dróg nie można budować w nieskończoność a ich remonty są dość drogie. Korki raczej też nie sprzyjają efektywnemu transportowi drogowemu. Rosnące ceny paliwa i ograniczenia dotyczące ochrony środowiska wskazują na kolej. Właśnie dlatego lepiej inwestować w lokalną kolej niż np. w PKS (oczywiście bez przesady, nie wszędzie kolej dotrze w odróżnieniu od autobusu). Na zachodzie dość popularny jest model dostarczania towarów koleją, przeładunek ich na miejscu na auta i rozwożenie w odległości maksymalnie powiedzmy 20 km.

Oddanie budynków i ziemi samorządom odciążyłoby kolej, która, tak czy inaczej, musi w jakimś tam stopniu remontować te gruzowiska. Na uczęszczanych dworcach można wynajmować miejsce na kioski czy apteki, pieniądze z wynajmu mogą zasilać choćby samorządową kasę na spółkę z kiesą PKP. Te mniej uczęszczane też znajdą swoją rolę, pod linkiem widok na przystanek kolejowy w mojej dzielnicy (źródło: Wikipedia):

Przystanek kolejowy Bielsko-Biała Komorowice.

Totalnie zdemolowany budynek dawnych kas i poczekalni, dwie sypiące się krawędzie, szczątki ławek. Takich miejsc w Bielsku-Białej jest jeszcze, o ile dobrze liczę, dziesięć. Dwie linie kolejowe przecinają moje miasto w każdym kierunku świata, krzyżując się w centrum. Od kiedy PKP zlikwidowała połączenia z Cieszynem, 4 przystanki oraz cała linia od zachodniej granicy miasta do centrum jest nieużywana, tylko czekać na złomiarzy.
Czemu by nie kupić szynobusu, który nie stałby w korkach, tylko mknął po pustych torach? Stacja początkowa akurat znajdowałaby się przy słynnej fabryce, gdzie wyprodukowano pierwszego w Polsce Malucha ;) Takie miejsca znajdują się nie tylko w Bielsku. Jeżeli znajdzie się zapotrzebowanie (typu fabryka ze sporą liczbą pracowników) to zainteresowanie tematem będzie. Miejski system kolei mógłby poruszać się też po torach obecnie używanych przez kolej.

Los przystanków mógłby się odmienić w połączeniu ze wprowadzeniem szynobusów. Samorządy zaczęłyby dbać o infrastrukturę. Gdyby dodatkowo wpuścić śmielej prywatne firmy do obsługi ruchu nawet na stosunkowo długich trasach (do 100 km?) pewnie byłyby one chętne do partycypowania w kosztach utrzymania danego przystanku w zamian za reklamy, możliwość otworzenia tam własnych kas itp. Pomysłów jest sporo.

Ogólnie według mnie można coś z tym zrobić. Ba, trzeba. Wystarczy tylko trochę odwagi i chęć zmian.

A dla fanów UPR-u, którzy jedyny ratunek widzą w prywatyzacji wszystkiego łącznie z sobą samym, jeśli by się dało, informacja z Nowej Zelandii, która już kolej prywatyzowała: „Nowa Zelandia nacjonalizuje kolej„.

Quintessential Media Player 5.0

napisane Luty 19, 2009, 13:14, w Komputer.

Yes, yes, yes! Od rana cieszę się jak dziecko ;) Włączyłem komputer, włączyłem Quintessential Player, aby jak zwykle posłuchać muzyki. Zaintrygowało mnie jedynie dziwne okienko, którego nie widziałem już 5 lat. Tak, całkiem znienacka wydany został QMP 5.0 :)

Ostatnia stabilna wersja mojego ulubionego odtwarzacza wydana została właśnie 5 lat temu, oznaczona była jako Quintessential Player 4.51. Po jej wydaniu autorzy (zresztą bracia – Matt i Paul Quinn) postanowili (a w zasadzie Paul postanowił, bo to on jest tu programistą) zrobić rewolucję i znacznie przepisać odtwarzacz. Wersja 5.0 dostała nazwę Quintessential Media Player i zaczął się wyjątkowo długi poród.
Przez ten okres wyszło około 8-10 wersji beta. Przez ostatni rok nie było w ogóle żadnych wieści od twórców, żadnych wersji beta, nic. Na oficjalnym forum podejrzewano, że Matt i Paul trafili do Guantanamo ;) Większość osób porzuciła już nadzieję na dalszy rozwój programu, gdy nagle…

… pojawia się wersja stabilna. Z nową nazwą, nową ikonką, nową skórką i nowymi funkcjami. Przede wszystkim widać nową skórkę, nie każdemu przypadnie do gustu, ja się powoli przyzwyczajam.

Quintessential Media Player 5.0

Na szczęście baza dodatków zawiera mnóstwo innych motywów.

Główną zmianą, jeśli chodzi o funkcje, jest dodanie biblioteki mediów. Kto korzysta z Winampa lub WMP będzie wiedział, o co chodzi. Osobiście niekoniecznie jest mi to potrzebne. Tak samo, jak lepsza integracja z Gracenote – internetową bazą informacji muzycznych. Możemy pobierać automatycznie tagi do naszych utworów, nie wiem czy ktoś z tego korzysta, ja i tak taguję wszystko ręcznie (takie zboczenie).

Oczywiście jak zwykle „z pudełka” dostajemy możliwość odtworzenia większości najpopularniejszych formatów audio i wideo, wygodny edytor tagów czy ripper płyt CD i konwerter plików audio w jednym, zgrywanie i konwertowanie odbywa się do takich formatów jak MP3, Ogg Vorbis, WAV czy WMA (inne to zazwyczaj kwestia doinstalowania wtyczki).

Ogólnie jestem zachwycony, tylko obecnie nie działa baza dodatków i jestem skazany na standardową skórkę i brak wtyczki do Last.fm do czasu, aż problem zostanie naprawiony ;)

Zobacz: Strona domowa Quintessential Media Player.

Nie mam na kogo głosować

napisane Luty 19, 2009, 00:01, w Polityka.

Mój światopogląd każdego dnia coraz bardziej zawęża polską scenę polityczną. Kiedy byłem jeszcze małym embrionem ;) świat polityki był dla mnie banalny, sprowadzał się do wielkiej sali, którą widziałem w telewizji publicznej, oraz transmitowanego przemówienia Lecha Wałęsy. Nie wiedziałem, o co chodzi temu panu, wiedziałem tylko, że jest prezydentem. To były wspaniałe czasy ;)

Obecnie mam jakieś tam poglądy, studiuję, to co studiuję (z wyboru, a nie przymusu), interesuję się tym całym polskim bagnem. Dzięki temu wiem, na kogo nie zagłosuję.

Nie zagłosuję na PiS – można napisać o tej partii epopeję, jednak jej styl uprawiania polityki odrzuca mnie najbardziej. Robienie z Polaków debili kłamstwami w stylu trzech milionów mieszkań albo zdegenerowanie kultury politycznej dziadkiem z Wehrmachtu to tylko dwa przykłady z morza standardowych zagrań PiS-u.

Nie zagłosuję na SLD, Lewicę, PZPR, Socjaldemokrację, sam już straciłem rachubę, jak nazywa się główna siła polityczna po lewej stronie. Co jakiś czas zmienia się nazwa, a te same twarze uczestniczą w wymianach pomiędzy partiami. Nawet na prawicy ugrupowania nie zanikają i nie powstają tak szybko, jak po tej stronie. Pomijam, że obecnie lewica to żadna opozycja. A może mają jakieś pomysły, tylko nie potrafią ich przekazać ludziom?

Nie zagłosuję na PSL. Nie głosuję na ludzi broniących KRUS-u i przejmujących program od partii, z którą są w koalicji.

Nie zagłosuję na UPR, Prawicę Rzeczpospolitej, Partię Kobiet ani inne podobne wynalazki.

Nie zagłosuję na Platformę.

Na PO głosowałem w ostatnich wyborach. Był to jedyny sensowny wybór, tylko PO mogła odsunąć od władzy PiS. Platforma wygrała i byłoby OK, gdyby nie ostatnie cięcia w Policji. Mogli ciąć służbę zdrowia, edukację, armię, podgrzewane schody w kancelariach i wszystko inne, tylko nie Policję. Dla mnie jest to instytucja, której nie można pozbawiać ani grosza. Osobiście wolę stać w kolejkach w szpitalach czy uczyć się w 100 osobowej klasie niż na ulicach przekradać się bokiem, żeby nie dostać po mordzie. Oczywiście cięcia to wymysł ludzi, którzy mają BOR i wisi im bezpieczeństwo w Polsce. W dodatku Julia Pitera stwierdzeniem, że policjanci nie potrzebują radiowozów pogrzebała w moich oczach PO całkowicie.

Policjanci do pracy przynoszą własne ołówki. W komisariatach wykręcana jest co druga żarówka w ramach oszczędności. Radiowozy mogą miesięcznie przejechać 30 kilometrów, a ci idioci obcinają 900 milionów PLN. Polski rząd wspiera bandytyzm i bezprawie. Polska polityka zapadła w śpiączkę i jeszcze długo się nie wybudzi.

Nie mam na kogo głosować.

Wolne podręczniki – jestem na tak

napisane Luty 16, 2009, 00:01, w Lekkość myśli.

Tytuł notki od razu mówi, o czym ona będzie. Wiadomo wszak od dawna, że podręczniki do szkół są drogie. A nie muszą. Darmowe podręczniki w każdym domu! ;)

Wyobraźmy sobie rodzinę w modelu 2+3. Przyjmiemy, że każde z rodziców zarabia 1500 PLN brutto, na rękę wyjdzie wtedy około 1100 PLN. Zaczyna się rok szkolny, dla każdego dziecka komplet podręczników to 250 – 300 PLN. Oczywiście można kupić używane, jednak podręczniki dość często się zmieniają, sam do dziś mam w domu kilka, których nie mogę się pozbyć. A gdyby komplet podręczników kosztował 60 PLN lub można byłoby z niego korzystać za darmo?

Rozwiązaniem są podręczniki na wolnej licencji. Są to książki, w których każdy może dokonać zmian, są dostępne dla każdego bez opłat. Dlatego warto przybliżyć tę sprawę.

Obecnie podręczniki przygotowywane są przez wydawnictwa mniej lub bardziej naukowe, przez nie wprowadzane do obiegu. To wydawnictwa w głównej mierze ustalają ich ceny, wpływają na szkoły i nauczycieli, aby wybierali ich produkty, ogólnie rzecz biorąc – kontrolują rynek.

Kto uczęszczał lub uczęszcza do szkoły po roku 1989, jest rodzicem ucznia lub nauczycielem musiał zetknąć się z obecnymi podręcznikami. Ich komplet jak już wspomniałem, kosztuje sporo pieniędzy. Nauczyciele czasami polecają uczniom zakupić podręcznik nie najlepszy, ale ten, za którego zakup dostaną na przykład podręcznik dla nauczyciela gratis (sytuacja, gdy nauczyciel sam zamawia książkę dla całej klasy, najczęściej z języków obcych). Całkiem często podręczniki zawierają błędy, sam pamiętam sytuacje z błędnie podanym autorem wiersza czy błędną datą historyczną, pozostaje wtedy czekać tylko na wydanie poprawione. Możemy być również pewni, że za jakiś czas obecne podręczniki wyjdą z użycia i zastąpią je inne. Sytuacja mało kusząca.

Wolne podręczniki pozbawione są tego problemu. Wyglądać może to tak: fundacja, stowarzyszenie, grupa osób zabiera się za tworzenie podręcznika. Oczywiście zgodnego z wytycznymi MEN, więc odpadają obawy, że będą tam jakieś herezje, MEN musi zatwierdzić każdy podręcznik. Ludzie ci pracują dzień i noc w małej piwnicy, by pewnego dnia otworzyć jej drzwi i zakrzyknąć „eureka!”. Książka została napisana. Wydana zostaje na wolnej licencji, oznacza to, że każdy może zrobić z nią co chce, pobrać z internetu, wydrukować, oprawić w okładkę i sprzedawać (choć sprzedaż będzie zależeć już od konkretnej licencji) itd. MEN sprawdza ją i zatwierdza. Podręcznik w niczym nie ustępuje komercyjnym odpowiednikom. Każdy może mieć go za darmo, czytając go na ekranie swojego komputera po pobraniu z sieci. Jeżeli chce mieć w wersji papierowej, pobiera z internetu, drukuje lub kseruje od kolegi, koszt to około 8 PLN, jeżeli podręcznik ma 200 stron.

Przewaga nad obecnymi podręcznikami? Przede wszystkim cena. 8 PLN a 40 – 50 to różnica. Kredowy papier i lśniąca okładka to nie są rzeczy niezbędne do nauki. Jeżeli nauczyciel poda, jakie strony podręcznika potrzebne będą na lekcji, można wydrukować konkretne strony, przez co koszt znacząco spada do ceny wręcz symbolicznej.
Znika problem z wyborem podręcznika przez nauczyciela, może on rekomendować książkę firmy X, jednak jej darmowy odpowiednik zawiera te same informacje. Uczeń może kształcić się w domu z darmowego podręcznika, jego kolega z komercyjnego a wiedza będzie ta sama.
Błędy w podręcznikach eliminowane są dużo szybciej. Literówki czy inne problemy nauczyciel, który je wykrył, zgłasza organizacji, która przygotowała podręcznik. Ona nanosi poprawki, MEN je akceptuje, dostępne są od razu w elektronicznej wersji podręcznika. Wystarczy wydrukować sobie jeszcze raz konkretną stronę lub poprawić długopisem ;) Równocześnie organizacja może na bieżąco dopisywać nowe rozdziały (np. książek do historii) i udostępniać je do druku, książki są zawsze aktualne.

W Polsce od kilku lat zajmuje się tym Fundacja Nowoczesna Polska w ramach swojego projektu Wolne Podręczniki. Pracują nad nimi prawdziwi nauczyciele – wolontariusze. Za darmo. Co prawda projekt istnieje już dwa lata i żadnych rewelacyjnych efektów nie widać, liczy się jednak chęć. W końcu powinno się udać.

W każdym razie należy wspierać tę działalność. Mam nadzieje, że ze kilka lat będziemy już mogli wziąć do ręki pierwszy egzemplarz wolnego podręcznika.

Semestr zakończony, powrót

napisane Luty 14, 2009, 14:25, w Dziennik.

Przez ostatnie kilka dni byłem na moim własnym blogu niemal nieobecny. Kto poznał smak studiów, ten wie, czym owa absencja była spowodowana. Luty jak zwykle przynosi sesję, ta była całkiem udana, bo bez poprawek, jednak jeszcze długo będę umiał poprosić Niemca o podniesienie rąk do góry (na wypadek wojny) lub znaleźć dworzec kolejowy w zapomnianej przez ludzi bawarskiej mieścinie.

Powrót do życia to częstsze pojawianie się notek. Nie wiem czemu, ale mam przeczucie, że zacznie pojawiać się tu więcej polityki i ogólnej oceny tego kraju. Być może ponarzekam trochę na Linuksa, gdyż spodobało mi się ostatnio openSUSE i przymierzam się do jego wypróbowania na mojej rakiecie (Duron 1200, 768 mega RAM-u oraz GeForce 2 MX440 64 MB). Możliwe również, że będę eksperymentował ze skórkami dla bloga, czuję potrzebę czegoś jasnego, ewentualnie kolorowego, czerń mi się chyba przejadła.

Podsumowując – nareszcie wolne, czas wracać.

Wypuszczony by zabijać

napisane Luty 5, 2009, 21:02, w Dziennik.

Ludzie bywają nieudolni na wiele sposobów. Jeden podłączy odpływ z sedesu do pralki, inny na egzaminie na prawo jazdy będzie chciał kierować autem z tylnego siedzenia. Skutki takich pomyłek są ograniczone i mogą wywołać uśmiech na twarzy. Sprawa robi się poważniejsza, gdy efekty pomyłki, głupoty lub zaniedbania są katastrofalne w skutkach.

Kto włączył dziś jakikolwiek serwis informacyjny w telewizji lub otworzył Onet, Gazetę.pl i im podobne, musiał trafić na informację o wielkopolskiej obławie. Dwustu policjantów i antyterrorystów przeczesywało miasteczko Śmigiel w poszukiwaniu mordercy. Warto zauważyć, że użycie jednostek AT oraz regularnych funkcjonariuszy uzbrojonych w broń długą, wskazuje na powagę sytuacji. Nie są to poszukiwania chłopca, który kradnie batony w supermarkecie. Polowanie wymierzone jest w zdesperowanego i uzbrojonego osobnika, który ma na koncie dwa zabójstwa.

O całej historii można powiedzieć krótko, facet gwałcący swoją żonę stanął w końcu przed sądem i otrzymał trzy lata więzienia. Do czasu uprawomocnienia się wyroku wyszedł na wolność, pojechał do domu szwagierki, która zeznawała przeciwko niemu, zastrzelił ją i jej konkubenta. Teraz szuka swojej żony, by dokonać trzeciej egzekucji.

Można rzec – kolejny psychol, AT postrzeli go w kolano, zakują w kajdanki i on trafi z dożywociem do więzienia i będzie schylał się po mydło. Ważniejsza dla mnie jest jednak nieudolność sędziego i prokuratury.

Morderca otrzymał wyrok trzech lat pozbawienia wolności. Podczas rozprawy odgrażał się, że zabije za to swoją żoną i szwagierkę. Sąd uznał jednak, że do czasu uprawomocnienia się wyroku skazany może przebywać na wolności. Prokurator olał sprawę a jedyną osoba protestującą przeciw temu była żona psychopaty – protestująca w obawie o swoje życie. Jak widać protestująca słusznie.

Tu nasuwa się pytania – czy sąd i prokuratura ponoszą za te morderstwa odpowiedzialność? Oczywiście tak. Czy skład orzekający, jak i prokurator zostaną ukarani? Zapewne nie. Możliwe, że przełożeni udzielą im upomnienia.

Gdyby skazany wyszedł na wolność pomimo skazującego go wyroku wskutek błędu w protokole, ucieczki z konwoju czy ułaskawienia – sprawa byłaby trudniejsza do rozstrzygnięcia. W tym wypadku nie ma co się jednak zastanawiać, wypuszczono gwałciciela z zasądzonym wyrokiem, w dodatku stanowiącego realne zagrożenie dla życia świadka i ofiary. Nie było ku temu żadnych przesłanek, należało wepchnąć go prosto z sali sądowej do aresztu, a potem do więzienia. Teraz wymiar sprawiedliwości ma krew na rękach.

Kiedy doczekam się sytuacji, gdzie za kretyńskie decyzje ich sprawcy będą pociągani do odpowiedzialności?

Antyspam dla WordPress

napisane Luty 1, 2009, 00:01, w Bez kategorii.

Ostatnio obserwuję wzmożenie ruchu z kierunku platform blogowych w stronę „własnego domu” czyli samodzielnej instalacji WordPressa na własnym serwerze. Krok dobry, jednak większość osób ma na początku nie zmienia domyślnych ustawień co sprawia, że komentarze lądują w poczekalni. Można to jednak szybko zmienić.

Na początek włączamy wtyczkę Akismet standardowo dodawaną do WordPressa. Aby zaczęła działać musimy założyć konto na WordPress.com, dostaniemy dzięki temu specjalny klucz potrzebny do uruchomienia wtyczki. Od tego momentu chroni nas najlepszy system antyspamowy dostępny dla WordPressa. Na moim blogu skuteczność wynosi 94.615%, reszta to fałszywe alarmy, na szczęście Akismet „uczy się” i jest coraz lepszy ;)

Drugim krokiem będzie zmiana opcji w Ustawienia – Dyskusja – Inne ustawienia komentarza. Odznaczamy tam „Autor komentarza musi wpisać imię i adres e-mail” oraz „Użytkownicy muszą być zarejestrowani i zalogowani, aby móc komentować „. Sprawi to, że osoba komentująca będzie musiała podać tylko treść komentarza, nie ma obowiązku wpisywania nicka czy maila. Akismet jest na tyle skuteczny, że nie jest to potrzebne. Spamboty i tak podają nick oraz fikcyjne adresy e-mail, co tylko pomaga mu stawać się coraz lepszym.

Trzecim krokiem jest przejście również w Ustawienia – Dyskusja, do opcji pod zbiorczym tytułem „Zanim komentarz zostanie opublikowany„. W tej sekcji odznaczamy obie opcje. Dzięki temu każdy nowy komentator będzie pewien, że jego komentarz nigdzie nie zaginie, i że nie będzie musiał czekać na jego akceptację.

Teraz pozostaje nam skierować wzrok jeszcze niżej, na opcję „Zatrzymaj komentarz w poczekalni, jeśli zawiera więcej niż…. Osobiście zwiększyłem ilość linków do 5, często ktoś chce nam pokazać kilka odnośników, już 3 umieszczą jego komentarz w poczekalni. Mało kto daje na co dzień 6 linków w komentarzu, chyba że jest spambotem ;)

Po tych zabiegach dodawanie komentarzy na blogu powinno być bezbolesne. Jeżeli dodamy do tego stworzenie sobie konta na Gravatar.com to otrzymujemy wygodny sposób dyskusji.