Już od pewnego czasu obserwuję w niektórych autobusach dość ciekawe rozwiązanie mające prawdopodobnie poprawić bezpieczeństwo podróżnych. Otóż w autobusach MZK Bielsko-Biała w dość oryginalny sposób zadbano o awaryjne wyjście w razie zagrożenia. Na głównej szybie jest naklejona naklejka o dość rozsądnej i trzeźwej treści:
Zdjęcie było robione w trzęsącym się autobusie ale treść da się przeczytać. Oczywiście nie doszukujmy się tu niczego dziwnego, procedura jest jak najbardziej trafna, wyobraźmy sobie pożar w środku autobusu, wypadek lub inne nieszczęście. W założeniu podbiegamy wtedy do szyby, chwytamy metalowe kółko, pociągamy za nie, wypychamy szybę, wyskakujemy z pojazdu po czym bohatersko ratujemy kobiety, dzieci i wielką klatkę z kanarkiem którą ktoś przewoził. Życie jednak mocno weryfikuje nasze dzielne plany, podbiegamy do szyby, wyciągamy rękę w poszukiwaniu zawleczki i wtedy uświadamiamy sobie, że:
zawleczka jest po drugiej stronie szyby!. Na zdjęciu może nie widać tego dokładnie ale kółko wesoło wisi na zewnątrz autobusu. Logicznie rzecz biorąc, aby wydostać się z autobusu, należy wyjść z niego, wyciągnąć zawleczkę, wrócić do środka, wypchnąć szybę i uciekać.
Sytuacja na początku wywołuje śmiech ale zastanówmy się co stało by się w wypadku zagrożenia? Szyby autobusowe są specjalnie wzmacniane tak aby były odporne na stłuczenie, wiadomo, hołota niszcząca autobusy, opieranie się o szyby pasażerów itp. W razie zagrożenia, o życiu mogą decydować sekundy. Czas zaoszczędzony na wyjściu z autobusu według instrukcji z naklejki byłby marnowany na próby rozbicia szyby. Tym powinien się ktoś zająć, czy ten absurd nie został dostrzeżony w testach jakie okresowo przechodzą pojazdy?
Czy w Waszych miastach też zdarzają się takie przypadki?







Gratulacje dla Modertransu Poznań (tam założono tak tą szybę w czasie remontu).