Międzynarodowo czyli po polsku
Napisane: 22 maja 2008, 15:54, w Dziennik.
Boże ciało, czwartek, parę minut przed godziną 13:00. Do jednej z dwóch kas międzynarodowych na dworcu głównym w Bielsku-Białej podchodzi Francuz. W kasie siedzi około 25 letnia kobieta.
Francuz: I would like to buy a ticket to Prague.
Kasjerka: yyy… one ticket?
Francuz: Yes, one ticket.
Kasjerka: (sprawdza coś w komputerze) yyy… No train from Bielsko to Praga.
Francuz: Oh, so how can I get to Prague?
Kasjerka: You must buy ticket to Cieszyn Polish, go abroad…
Francuz: Across the bridge? To Czech Republic?
Kasjerka: Yes, yes!
Francuz: But will it be more expensive to go to Polish Cieszyn than to Czeski Cieszyn? (skubany operował polską nazwą miasta)
Kasjerka: No, it will be, yyy…, yyy…
Francuz: Cheaper?
Kasjerka: Yes, yes, cheaper.
Więcej nie słyszałem bo poszedłem na peron (odprowadzić na pociąg mojego ukochanego manekina
). Nie wiem czy biedny Francuz dotarł gdzie chciał czy może przegapił swój pociąg w ferworze zaciętej walki z kasjerką. Osobiście nie jestem orłem z angielskiego (pisząc kwestie Francuza pewnie okaleczyłem język Szekspira), ale do cholery, to była kasa międzynarodowa! Rozumiem, że kasjerka nie musi pisać hobbystycznie wierszy w lokalnych dialektach wschodniej Anglii, ale podstawowe słowa przydatne w kasie, takie jak „cheaper”, mogłaby znać. Pomijam fakt, że pierwsze podejście Francuza do kasy obok (też międzynarodowej) było mniej udane, kobieta tylko wyciągnęła rękę w stronę Informacji i powiedziała „Tam informacja”. Francuz operował kilkoma zwrotami po polsku, więc może historia miała swój „hepi end”.
Czasami wstydzę się za Polskę. I za PKP.
Komentarzy: 7 dla "Międzynarodowo czyli po polsku"
Marcin Łuniewski 22 maja 2008, 16:34
Wzmianka o manekinie dodana. Kobiety…
Ala 22 maja 2008, 16:35
no
ja Ci dam „kobiety…”
Micosi 22 maja 2008, 20:38
Polska jego mać. Ot, co!
Ruda 23 maja 2008, 18:23
To tak jak jedna znajoma napisała na blogu, jak to przyszła do sklepu i poprosiła o Nestea Lemon, a pani jej powiedziała, że jest tylko cytrynowa
EjsI 25 maja 2008, 20:29
Na pocieszenie mogę tylko dodać, że w czeskim (notabene graniczącym z Polską) Boguminie jest jeszcze gorzej – w kasie międzynarodowej panie nie mówią ani po angielsku, ani po polsku…
rozyczka 24 czerwca 2008, 19:49
hehehehe to tak jak jedna Pani na naszym roku ani po polsku ani po angielsku…Marcin chyba wiesz o kogo chodzi:):):)





Ala 22 maja 2008, 16:15
no i nawet roli manekina nie dostałam :] co za życie